Archiwa: Sierpień, 2010
Sierpień
2010
Dziś wieczorem piłkarze Lecha Poznań po zremisowanym meczu na własnym stadionie z Dnipro, awansował do ligi europejskiej. Tydzień wcześniej wygrał mecz na wyjeździe w Dniepropietrowsku 1:0 i dzięki temu okazał się lepszy w dwumeczu. Już trwają spekulacje, na kogo trafić może klub z Poznania. Jedni chcą trudnych rywali, takich jak Liverpool czy Juventus. Niektórzy wolą „słabsze” drużyny, z którymi rywalizacja mogłaby przynieść awans do rundy play-off. Moje zdanie jest nieco po środku. Fajnie by było trafić Liverpool i dwie teoretycznie słabsze niż „Juve”. Jednak jakoś nie martwię się losowaniem i pozostawiam tą sprawę losowi.
Gra „Kolejorza” w lidze europejskiej przyniesie dla klubu duża pulę pieniędzy. Za sam awans dostaną 600 tysięcy euro, plus 50 tysięcy za każdy rozegrany mecz (50.000×6=300.000), co daje w sumie 900 tysięcy euro. Dodatkowo za zwycięstwo 120 tysięcy euro, a remis 60 tysięcy. Nie wiem jak dalej wygląda sprawa finansowa w przypadku awansu, ale tym „martwić” się będziemy gdy uda się awansować z grupy. Oczywiście liczyć też trzeba na pieniądze za transmisje meczów i co ważne – z biletów. Jeśli na każdym meczu zasiadłoby 40 tysięcy widzów, to zyski z tego będą również znacznym zastrzykiem.
W tym całym szczęściu martwią mnie dwie rzeczy. Właściciele, trenerzy i piłkarze w razie słabszej formy w ekstraklasie tłumaczyć ją będą występami w lidze europejskiej. Trzy mecze u siebie, trzy gdzieś w Europie i narzekań nie będzie końca. Pisze o tym nieco asekuracyjnie, ale jeśli forma w lidze polskiej nie będzie imponująca, z pewnością takie głosy się pojawią. Druga sprawa, która „nie daje mi spać” jest możliwość wypromowania się piłkarzy. Jeśli lechici z dobrej strony zaprezentują się w meczach pucharowych, a w dodatku z dobrym przeciwnikiem, to z pewnością zwrócą na siebie uwagę zagranicznych skautów. Wtedy wzrośnie cena za gracza, ale oczywiście dla klubu z zachodniej Europy nie będzie to problem, a Lech pozbędzie się swoich najlepszych „perełek” i przyszłe eliminacje, zakładając że Lech do nich przystąpi, znów będzie musiał szukać piłkarzy i budować drużynę od podstaw.
Oczywiście przedstawiłem tu problem, który trapi mnie jako kibica. Właściciele klubu jednak właśnie na to liczą, bo sport to maszynka do zarabiania pieniędzy i jako kibice musimy to zrozumieć i się z tym pogodzić. Jakby nie było, już szykuję się na zakup biletów w fazie grupowej ligi europejskiej. Mam nadzieję, że spotkam się z piłkarzami Lecha na 40-to tysięcznym – zapełnionym stadionie…
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
2)
Sierpień
2010
Już niedługo powstanie nowy kanał pod szyldem Canal+, który nazywać się będzie Canal+ Gol. Nie trzeba być odkrywcą żeby wiedzieć, że transmitowane w nim będą mecze piłkarskie jak i magazyny o tej tematyce. Stacja nadawać będzie przez 3 dni w tygodniu – sobota, niedziela i poniedziałek od godzin południowych do późnego wieczora. Dostępny będzie dla abonentów Cyfry+ i co ważne, dla abonentów sieci kablowych.
Niedługo odbędzie się kolejny przetarg na prawa do transmisji ligi polskiej. Stawka co trzy lata jest coraz wyższa, tak samo jak oczekiwania kibiców. Stacje będą się „bić” o prawo wyłączności, więc stawka może być jeszcze wyższa. Dwa lata temu dwie czołowe komercyjne stacje telewizyjne – Polsat i TVN, chciały wygrać przetarg i stworzyć odrębny kanał, który dałby możliwość wszystkim, bez względu na platformę czy kablówkę oglądania rodzimej piłki. Aby historia się nie powtórzyła, Canal+ stworzy nowy kanał wyłącznie piłkarski i oprócz ligi polskiej dorzuci inne, a tym samym przyciągnie więcej abonentów i zbierze większe żniwo. Prawdopodobnie ten ruch da również zwycięstwo w kolejnym przetargu na ekstraklasę. Gdyby okazało się, że inne platformy lub stacje telewizyjne zaplanowałyby utworzenie odrębnego kanału telewizyjnego, który mógłby być dostępny dla abonentów wszystkich platform cyfrowych, to Canal+ będzie mógł się już taką stacją pochwalić i udostępnić w razie potrzeby.
Jakby tego nie nazwać i co by o tym nie napisać, wszystkie te działania przyniosą korzyść również abonentom. Dostęp do świetnych relacji sportowych będą mieć niemal wszyscy. Problemem może być jedynie bariera finansowa, bo skoro kanał sportowy wyłącznie z meczami ekstraklasy wyceniano na 16 zł miesięcznie, to za ten pewnie trzeba będzie wybulić blisko 30 zł. Oczywiście mowa tu tylko o abonentach innych platform cyfrowych niż Cyfra+. Tutaj dostęp będą mieć abonenci, którzy wykupią pakiet dodatkowy Canal+.
Kategoria:
Media / Komentarze: (
0)
Sierpień
2010
Tajemniczy morderca podąża śladem trzech przyjaciółek, których losy po latach znowu się ze sobą krzyżują. Trzy przyjaciółki, Tabitha (Katheryn Winnick), Shelby (Laura Breckenridge) i Lisa (Jessica Lucas), spotykają się po latach w okolicznościach, których z pewnością wolałyby uniknąć. Wydarzenia z przeszłości nie pozwalają jednak o sobie zapomnieć, a tajemniczy „ktoś” poprzysięga im krwawą zemstę. Osaczone kobiety mają wrażenie, jakby brały udział w jakimś okrutnym, wręcz makabrycznym eksperymencie. Każda minuta wydaje się wiecznością, a rozpaczliwa walka o przetrwanie jedynie przedłużaniem ich dramatycznego końca. Mrożący krew w żyłach horror w reżyserii Johna Simpsona, autora głośnej, nagrodzonej IFTĄ Stopklatki.
Kilka tygodni temu, jak co wieczór kładąc się do łóżka „zajrzałem” do telewizora. Natrafiłem na film o śmiesznym, a zarazem śmiertelnym tytule – „Śmierć się śmieje”. Przypadek sprawił, że to był akurat horror, czyli to czego mi było trzeba. Film składa się z trzech niezależnych od siebie opowieści. Jedna z nich zrobiła na mnie wrażenie, bo jak zawsze powiadam, horrory z dziećmi lub clownami to istne piekło. Tu był clown, który przyznam szczerze, „nasrał” mi w gacie. Z tego powodu odsyłam Was do chomika, by ściągnąć siebie ten filmik. Tych, którzy tak jak ja stawiają na jakość, odsyłam do wypożyczalni, allegro, lub najbliższego sklepu z filmami DVD.
P.S.
Urzekło mnie jeszcze jedno. Nie ważne na jakiej stronie, blogu, portalu czy nawet aukcji się znajdziesz, wszędzie znajdziesz jeden i ten sam opis filmu:
Trzy przyjaciółki, których życie wkroczyło na różne ścieżki. Łączy je jednak przerażające przeznaczenie, a pozornie niewinny wypadek ze szkolnych lat powraca do nich po latach. Coś – ktoś – chce zapłaty: wypaczonej zemsty… wyrachowanej zemsty… wymyślnej, krwawej, zaciętej zemsty. Kto przeżyje? Kto przeżyje? Kto umrze? Bo Śmierć się śmieje.
Wielkość pliku AVI: 700 MB
Wielkość pliku RMVB: 265 MB
Polska wersja językowa: Lektor
Pobierz film, klikając na obrazek
Sierpień
2010
Federacja piłkarska FIFA, chce wprowadzić zmiany w przyznawaniu punktów w piłkarskich mistrzostwach świata. W fazie grupowej mecze kończące się remisem, miałyby być kończone rzutami karnymi. W przypadku remisu w fazie play-off, w dogrywce decydowałaby złota bramka, czyli kto pierwszy ten lepszy. Jeśli przez czas dogrywki (2×15 minut) nie byłoby rozstrzygnięcia, dochodziłoby do serii rzutów karnych.
W fazie grupowej nie mógłby paść remis, któraś z drużyn musiałby rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Ta zasada byłaby pewnie z korzyścią dla słabszych drużyn, bo jak wiemy rzuty karne to swojego rodzaju loteria, którą każdy wygrać może i przegrać również. Załóżmy, że w grupie spotyka się Polska z Brazylią. Jeśli to możliwe, Polacy do 90 minuty „stoją w bramce” i bronią się rozpaczliwie. Brazylijczycy cały mecz nas gniotą i szturmują, jednak zamurowana bramka nie daje się odczarować. Dochodzi do rzutów karnych, w których „nasi” są lepsi. Polacy za murowanie bramki i obniżanie poziomu widowiska dostają punkty, a Brazylia po pięknym meczu w swoim wykonaniu, niestety szukać ich musi w kolejnym meczu. Oczywiście możliwy jest też scenariusz, w którym „kopciuszek” mistrzostw po dość dobrym spotkaniu i remisowym wyniku np., z poprzednim mistrzem świata, uległby z nim w karnych.
Uważam, że remis jest nieodłącznym elementem meczów piłkarskich, ponieważ niektóre z nich kończąc się innym wynikiem, są po prostu niesprawiedliwe – tak często się mówi. Wprowadzanie nowych zasad, które nie daj Bóg, przeniosłyby się później na inne rozgrywki przypominałoby mi ligę amerykańską MLS.
Co do złotego gola, to przerabialiśmy to w mistrzostwach świata we Francji. Pomysł dłużej się nie utrzymał, bo według mnie był poroniony. Zasada kto pierwszy ten lepszy, może obowiązywać w różnego rodzaju wyścigach, a nie powinno w piłce nożnej. To właśnie w meczach w fazie play-off, gdzie nie ma rozstrzygnięcia od razu powinny być rzuty karne. Dogrywka, w której jedna jak i druga drużyna grać będą asekuracyjnie by nie stracić gola, mogłaby raczej nudzić niż emocjonować.
Jestem za tym, by nie uciekać od remisów w fazie grupowej, a dogrywkę w fazie play-off od razy zastąpić rzutami karnymi. Na szczęście na razie pomysły te zostały tylko przedstawione jako propozycja, a nie ostateczne rozwiązanie. Mam jednak nadzieję, że FIFA nie okaleczy następnego mundialu, który rozgrywany będzie w Brazylii w 2014 roku…
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
1)
Sierpień
2010
Od jakiegoś czasu naszła mnie niezmierna ochota na posiadanie zegarka na ręku. Po niemal dziesięciu latach przerwy w noszeniu poprzedniego – zagubionego zegarka, postanowiłem zakupić sobie coś nowego i oryginalnego. Co prawda wolę zegarki ze wskazówkami niż elektroniczne, ale najpierw trzeba było sprawdzić co dziś jest na rynku i załatać dziesięć lat opuszczonych z powodu małego zainteresowania tym tematem. Oczywiście w tej chwili też nie musiałbym nosić zegarka na ręku, ale wyciąganie telefonu z kieszeni jest już denerwujące.
Zawsze poszukiwania zaczynam od “Allegro”, bo tutaj można spokojnie przejrzeć tysiące ofert różnych sprzedawców. Jako, że wolałem zegarki ze wskazówkami, szukałem wśród takich. Jednak po przejrzeniu kilkudziesięciu stron i setek ofert, nie wpadło mi nic szczególnego w oko. Zacząłem więc szukać wśród zegarków elektronicznych, które również nie przypadły mi do gustu. Leciałem dalej, przeglądając stronę po stronie. Przez przypadek znalazłem naprawdę kilka interesujących zegarków binarnych, na których diody LED wyznaczają godzinę – przykłady graficzne poniżej.
Każdy z nich ma w sobie coś wyjątkowego. Świecące diody wyznaczają godzinę oraz minuty. Ten w środku jest troszkę bardziej skomplikowany, ponieważ godziny jak i minuty trzeba do siebie dodać uzyskując wynik aktualnego czasu (5:26 pm). Długo nosiłem się z zamiarem zakupu jednego z tych zegarków, ale w ostateczności się wstrzymałem. Głównym powodem tego było to, że za każdym razem gdy chcemy zobaczyć która jest godzina, musimy drugą ręką nacisnąć przycisk “light”, żeby zapaliły się na nim diody. Dla kogoś kto prowadzi samochód, motor, czy pisze szkolną klasówkę, nie byłoby wskazane sięgać drugą ręką do rękawa. W dodatku nieoświetlona tarcza zegara binarnego nie powala swoją urodą, po co więc mi takie cacko?
Po kilku dniach przerwy dalej szukałem zegarkowego kandydata na stanowisko mojego nadgarstka. I niemal natychmiast znalazłem coś interesującego. Zegarki te przypominają liczniki samochodowe, ponieważ zamiast wskazówek elektronicznych czy LED-owych wyświetlaczy, znajdują się na nich koła z godzinami, minutami i sekundami. Kręcą się one wokół własnej osi pokazując trzy wcześniej wymienione parametry. Wskaźnikiem jest linia narysowana na szkiełku zegarka, pod którą liczby z trzech kół wskazują aktualny czas.
Zegarek znajdujący się w środku powyższej galerii, postanowiłem sobie zakupić. A mówiąc dokładnie, postanowiła to zrobić moja dziewczyna – tak w ramach bez ram, bez okazji. Wygląda on naprawdę ładnie i oryginalnie. Szkoda tylko, że te 10 lat bez zegarka spowodowało, że nie potrafię przyzwyczaić się do ciężarka na ręce. Jeśli miałbym powiedzieć co nieco o zegarku, to nie tylko sam wygląd jest wart uwagi, lecz jego dokładność. Po kilku tygodniach od ustawienia go według zegara telegazety TVP, po dziś dzień nie ma żadnego opóźnienia – nawet sekundy. To dziwne, biorąc pod uwagę, że kosztował zaledwie 36 zł. Choć pasek w połączeniu z zegarkiem wygląda ładnie, to jednak nie jest najlepszej jakości. Czerwone nitki powoli się rozpruwają, a po dłuższym czasie w miejscu zapięcia pasek się zagina.
Wygląd i dokładność nie idą niestety w parze z wygodą. Jest dość duży i ciężki co sprawia, że nie nosi się go wygodnie. Ciągle czuję, że coś przeszkadza mi na ręku, a dyskomfort ten zwiększa się wraz z podnoszącą się temperaturą powietrza – poci się ręka. Również podczas pisania na klawiaturze, gdy opieramy rękę o blat biurka, wyraźnie czuje się sprzączkę uciskającą nadgarstek, a to niemiłe doświadczenie.
Gdybym więc w tej chwili porównał do siebie wady i zalety tego modelu zegarka, to z pewnością więcej byłoby przeciw niż za. Wolałbym kupić zdecydowanie mniejszy i lżejszy zegarek z wygodniejszym paskiem ewentualnie bransoletą. Jeśli jednak ktoś ma duży nadgarstek i ceni sobie punktualność, z pewnością powinien zadowolić się w stu procentach…
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)