Maj, 2011


Niebezpieczeństwo grozi z najbardziej niespodziewanej strony, uderza cicho i błyskawicznie. Magia voodoo jest potężna! Umierający seryjny morderca przekazuje swą duszę niewinnie wyglądającej zabawce – laleczce Chucky. Na swoje 6 urodziny Andy Barclay dostaje wspaniałą zabawkę – lalkę, która ma być jego przyjacielem. Wkrótce okazuje się, że Chucky żyje i pała żądzą mordu. Nikt nie wierzy małemu Andy’emu, że za brutalne zabójstwa odpowiedzialna jest jego lalka. Zamieszkujący lalkę duch chce zawładnąć duszą człowieka – niewinnego, małego Andy’ego.

Produkcja jest oryginalna, bo jakoś ani wcześniej ani później nie spotkałem się z tego typu filmem. No, może raz zdarzyło mi się spotkać poruszającą się kukiełkę, ale żeby przez cały film szalała, to tego jeszcze nie było. Na świetny pomysł wpadł reżyser, który umierającemu przestępcy „kazał” ukryć się w sklepie z zabawkami, a ten wypowiadając zaklęcie dał duszę jednej z przypadkowych lalek. W tej postaci mści się za winnych jego ludzkiej śmierci.

Choć film zaliczany dziś by był do gatunku klasy „Z”, to jednak stał się on znany nie tylko wielbicielom horrorów. Główna postać zła również rozpoznawana jest na pierwszy rzut oka przez większość ludzkości, co sprawia, że film stał się kultowy. Nie jest bardzo straszny, ale sceny w których Chucky wyskakuje niespodziewanie wprawiają włosy w ruch. Dziwię się jedynie, że tak brzydka lalka mogłaby być wielbiona przez jakiekolwiek dzieci, z jakiejkolwiek epoki.

Film został chyba zrobiony troszkę na odwal się, co potwierdzają niedoskonałości poszczególnych scen. Jedyną rzeczą, na którą udało mi się zwrócić uwagę to scena, w której Andy robi mamie śniadanie. Wsypuje płatki, kładzie tosty, a do szklanki nalewa sok pomarańczowy. Po chwili, gdy dochodzi do pokoju w szklance zamiast soku jest mleko. Więcej rzeczy osobiście nie zauważyłem, bo zamiast na filmie musiałem skupić się również na czytaniu (film bez lektora). O niedoskonałościach przekonuje natomiast portal FilmWeb.pl, w którym zauważono aż 16 wpadek reżysera.

Film został nominowany do czterech nagród Saturn w kategorii: najlepsza aktorka, najlepszy horror, najlepszy scenariusz oraz najlepsza kreacja młodego aktora lub aktorki. Tylko w kategorii najlepsza aktorka Catherine Hicks udało się zdobyć wygraną, w pozostałych film musiał uznać wyższość innych produkcji. W kategorii najlepszy horror wygrał wtedy „Sok z Żuka”, za najlepszy scenariusz nagrodę dostał film „Duży”, a za najlepszą kreację statuetkę odebrał Fred Savage za rolę w filmie „Vice Versa”.

Chcesz obejrzeć film? Kliknij banner poniżej.

Brak Komentarzy

Od dziś co jakiś czas, przedstawiać Wam będę po kolei swoją prywatną kolekcję filmów grozy. Od kilku ładnych lat zbieram filmy z gatunku horroru na DVD oraz VHS i chciałbym się ta kolekcją pochwalić. Jako, że w rzeczywistości niewielu o niej wie, teraz będę mógł swoje opinie o danym filmie publikować tutaj i przedstawić ją szerszej „publiczności”. Co jakiś czas pisał będę swoją recenzję na temat danego tytułu i umieszczał je będę w dziale „kolekcja filmów”.

Aby nie zaśmiecać tym samym głównej strony bloga, wpisy pojawiać się będą tylko w swojej kategorii. Wyświetlane one będą alfabetycznie na jednej podstronie tak, aby łatwo było znaleźć daną pozycję. Dla tych jednak, których interesować będą wpisy właśnie z tej kategorii, polecam zerknąć na menu po prawej stronie na samym dole. Znajdziecie tam trzy ostatnio opisane filmy. Jeśli chcecie zerknąć na stronę ze spisem filmów, w menu po lewej stronie tuż pod kategoriami znajdziecie kolekcję filmów.

Nie lubię kupować filmów o nieznanych mi tytułach lub takich, których nie oglądałem. W czasach, gdzie niezależne kino rozkwita, często można zakupić produkt nie mający żadnej wartości. Dlatego też, pod każdym z wpisów znajdziecie bezpośredni odnośnik do danego filmu, który możecie pobrać i obejrzeć zanim postanowicie go zakupić. To waśnie do takich celów służy mi chomik, choć korzystam z niego rzadko. Często jednak swoją kolekcję opieram na filmach, które oglądałem w przeszłości.


Fikcyjna postać Frankensteina powstała pewnego niezwykle nudnego wieczora w 1816 r. w Villa Diodati nad Jeziorem Genewskim, w domu Lorda Byrona. Grono znanych osobistości świata literackiego tamtych czasów spotkało się w tę burzliwą noc, aby przy kominku, przy akompaniamencie wyjącego znad jeziora wichru i bębniącego o szyby deszczu, czytać opowieści o duchach. Tego dnia Byron gościł u siebie poetę Percy Bysshe Shelleya, jego przyszłą żonę Mary Godwin, jej przyrodnią siostrę Claire Clairmont i swojego osobistego lekarza i towarzysza podróży dr. Johna Polidori.

Zła pogoda sprawiła, że Lord Byron był wyraźnie poirytowany, lektura nudziła go, zaproponował więc turniej: kto napisze najlepsze opowiadanie makabreskę. Po pewnym czasie grupa przyjaciół, rozważając możliwość poznania tajemnicy życia, spierała się, czy elektryczność mogłaby „wzbudzić iskrę życia i ze zbioru martwych członków uczynić żywą istotę”.

Goście udali się na spoczynek jak zwykle, późno po północy. Mary czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Zapadła w płytki, niespokojny sen, po którym, niezupełnie przebudzona, miała przerażającą wizję: „Ujrzałam bladego mistrza sztuki tajemnej klęczącego przy potworze, którego zbudował z fragmentów. Ten rozciągnięty na ziemi obrzydliwy mężczyzna-potwór nagle od impulsu jakiejś ogromnej maszyny dał znak życia i zaczął poruszać się w niesamowity sposób.” Przerażona zbudziła się i zapisała tę historię. Dwa lata później Mary Shelley wydała książkę „Frankenstein”, która wytrzymała próbę czasu.


Rozgorzała na amen debata na temat nieudacznictwa całej Polski z powodu zmiany miejsca rozgrywania meczu Polska – Francja. Mecz miał otwierać nową arenę na EURO 2012 w Gdańsku zwaną PGE Arena Gdańsk. Nic z tego nie wyszło, ponieważ stadion nie został ukończony, a rozgrywanie tam spotkania mogło grozić niebezpieczeństwem dla piłkarzy i kibiców. Teraz szuka się winnych. A to wykonawca nawalił, a to PZPN podjął złą decyzję o wyborze miasta gospodarza itd. Prawda zawsze leży gdzieś po środku…

Winy doszukiwać się możemy po stronie PZPN, ale czy rzeczywiście są głównymi winnymi? Termin tego meczu ustalony był już prawie rok temu. Tak przynajmniej zapewniała spółka PL2012, która „kazała” Polskiemu Związkowi Piłkarskiemu szukać atrakcyjnego rywala na otwarcie stadionu. PZPN postarał się o Francję, ale wykonawca nie zdążył wykonać wszystkich prac, więc zapewnienie PL2012 okazały nie niewypałem.

Czy winny w takim razie jest wykonawca stadionu i PL2012? Z jednej strony część winy ponosi, ale PZPN nie powinien brać pod uwagę stadionu, który był zbudowany w połowie. Mamy na ta chwilę przynajmniej dwa stadiony w Polsce, które mogą zastąpić niedokończoną Arenę w Gdańsku. Choćby Poznań i Warszawa. Pytanie się tylko nasuwa, czy w tych miastach mogą być rozgrywane mecze, skoro wojewodowie obu województw wydali negatywną opinię o stadionach i nakazali je zamknąć?

Śmiało można powiedzieć, że absurd goni absurd, a obserwatorzy lubią obwiniać. Uważam, że lepiej pogadać troszkę o reprezentacji niż o otoczce meczowej. Stadion nie został ukończony na tyle, żeby rozgrywać na nim mecz wagi międzynarodowej. Sam stadion to jeszcze nic. Nie ma w ogóle parkingów, dróg dojazdu i rozgrywanie tam meczu byłoby dopiero ogromną kompromitacją. Pozwólmy pracownikom dokończyć stadion tak, aby był w stu procentach gotowy do przyjęcia gości i dopiero cieszmy się rozgrywanymi meczami. Powiem szczerze, że przez rozgrywanie meczy na budowanych stadionach tak jak na przykład w Krakowie, Poznaniu i Warszawie odebrało meczom widowiskowość, a oficjalne otwarcie nie było już z taką pompą jak powinno.

Jestem pewien, że gdy temat stadionu ucichnie, a na pierwszy plan wejdą wydarzenia czysto sportowe też będzie źle. Po pierwsze, jeśli Francuzi zagrają w rezerwowym składzie będzie się mówić, że wygraliśmy z tą drużyną, bo graliśmy u siebie i to jeszcze z drużyną „B”. Jeśli z nimi przegramy, to będzie już totalny kataklizm i oprócz wyniku dorzucimy jeszcze nieudolność PZPN. Nawet w wywiadzie dla telewizji założyciel strony i akcji „Koniec PZPN” z uśmiechem mówił o tym co się stało. Wydaje mi się, że cieszy się z nieudanego finału. Jestem przekonany, że gdyby był prawdziwym kibicem po prostu by powiedział – trudno, stało się.

Nie rozumiem kibiców ani pseudokibiców, którzy są przeciwko PZPN. Nie wiem o co im chodzi. Czy o to, żeby zmieniły się władze, czy o to by je zlikwidować. Tego drugiego zrobić nie można, ale pytanie kto ma w takim razie zasiadać na fotelu prezesa oraz w jego otoczeniu? Banda chuliganów, czy ludzie cieszący się z „małej porażki” organizatorów meczu w Gdańsku?


WordPress to potężna „maszynka” do tworzenia stron internetowych. Można z nią zrobić niemal wszystko przy odrobinie wiedzy i pomocy wtyczek. Gdy kilka lat temu szukałem wtyczki, która automatycznie wybrane przeze mnie słowa zamieni w link, nikt nie mógł mi pomóc. Przeglądając fora internetowe zauważyłem, że do dziś jest dużo zapytań o wtyczkę, ale uzyskanie odpowiedzi na to pytanie jest trudne. Dlatego właśnie postanowiłem podrzucić Wam wtyczkę i pomysł na rozwiązanie problemu.

Wystarczy pobrać wtyczkę „Blogroll Autolinker”, którą znajdziecie pod tym linkiem http://wordpress.org/extend/plugins/blogroll-autolinker

Po pobraniu i wgraniu jej do folderu z pluginami, należy ją uruchomić. Linki dodajecie w menu WordPressa, a dokładniej w panelu administracyjnym z zakładce „Odnośniki”, czyli w miejscu standardowym dla WordPressa. Jeśli wpiszesz nazwę linku „wordpress”, to wszystkie te słowa znajdujące się na Twojej stronie zostaną automatycznie podlinkowane. To by było na tyle.

Str. 1 z 212
statystyka