Czerwiec, 2011


We Włoszech w styczniu tego roku doszło do dziwnego wydarzenia. Na jednym z cmentarzy została odkopana i skradziona trumna z zawartością. Okazało się, że skradziono ciało znanego włoskiego prezentera telewizyjnego Mike’a Bongiorno, który zmarł we wrześniu 2009 roku w wieku 85 lat. Policja podejrzewa, że ciało mogło zostać skradzione dla okupu.

Wydawać by się mogło, że po śmierci już nic ciekawego wydarzyć się nie może. Ja podejrzewam, że komuś znudziło się kolekcjonowanie filmów i postanowił zbierać kości znanych osobistości. A może po prostu facet zamienił się w zombie i wyszedł. Niektórzy twierdzą, że okup za nieboszczyka to nowa dobrze dochodowa profesja, która powinna niedługo wraz z modą zachodnią przyjść do Polski. Porwanego nie trzeba kneblować, nic nie powie policji, a i gdyby proces negocjacji się przedłużył, to nie trzeba go karmić i opiekować się w sposób szczególny.

Brak Komentarzy

Choć sezon piłkarski za nami i czekamy już na następny, to nie obędzie się bez dziwnych i niezrozumiałych decyzji, które nawet mogą zakończyć się skandalem. Mam tu na myśli Poznań, który raczej w przekonaniu polaków jest wzorem dla naśladowania jeśli chodzi o organizację. W tym przypadku jest zupełnie odwrotnie i nie wiedzieć dlaczego ktoś podejmuje takie decyzje.

Ponieważ stadion narodowy w Warszawie nie został oddany w terminie, nie odbędzie się na nim impreza Red Bull X-Fighters. Z tego to powodu przeniesiono ją właśnie na stadion miejski w Poznaniu, na którym rozgrywają swoje mecze Lech i Warta. Przenosiny imprezy spowoduje, że trzeba będzie w miejscu płyty boiska usypać tony piachu, a po zakończeniu ułożyć od nowa murawę. Warto podkreślić, że stadion będzie wyłączony z użytku do 4 września. Nie odbędzie się więc pięć pierwszych kolejek Ekstraklasy i tyle samo I ligi. Podobno brano też pod uwagę mecz reprezentacji Polski na początku września, ale i ta szansa już poszła w niepamięć.

Dziwna sprawa, że klub piłkarski dostał pismo w tej sprawie, gdy już wszystko było załatwione. Nie było żadnych rozmów na ten temat, a skoro klub nie jest właścicielem obiektu, może się tylko z tą decyzją pogodzić. Widać, że czysto piłkarski stadion w Poznaniu jeszcze zanim rozpocznie się EURO, będzie okryty złą sławą. Podejrzenie o korupcję i mataczenie pieniędzmi przeznaczonych na budowę, murawa która z wielu powodów nie może się zakorzenić i gnije. Teraz jeszcze okazuje się, że stadion piłkarski w czasie gdy zostaną rozpoczęte najważniejsze rozgrywki, nie będzie zdolny do użytku przez piłkarzy. To ostatnie wydaje się aż nieprawdopodobne!

Jeśli uda się z PZPN załatwić sprawę pozytywnie, to istnieje szansa, że oba kluby zagrają pierwsze mecze tylko na wyjeździe. Jeśli to nie przejdzie, to pewnie Lech domowe spotkania zagra we Wronkach, a Warta w Grodzisku Wielkopolskim. Pamiętam niedawną debatę na forum sportowym, że Lecha prawdopodobnie nie będzie stać na opłacenie dzierżawy za stadion i lepiej by było, gdyby zamiast dzierżawić, inwestowali pieniądze w nowy stadion na swoje potrzeby. Choć wtedy nie zgadzałem się z tą decyzją, dziś widzę w tym pomyśle sens. Gdyby taki istniał, nie byłoby dziś spekulacji ani drwin z tego tytułu.

Na koniec należy pogratulować decydentom kimkolwiek są. W takim przypadku Lech Poznań powinien się zastanowić nad sensem dalszego dzierżawienia stadionu, albo przynajmniej postawić władzom miasta sprawę jasno – albo my, albo oni. Patrząc na to z dłuższej perspektywy, miasto Poznań wyszłoby na tym gorzej, gdyby Lech postawił na swoim.


Nasza stara poczciwa Ekstraklasa często wyśmiewana jest przez kibiców. Jak Polska długa i szeroka, komentarze o jej poziomie są raczej krytyczne. Prawda jest również taka, że ma spore grono fanów takich jak ja. Często oglądam mecze, skróty i ogólnie interesuję się wynikami. Szczególnie teraz, tuż przed EURO 2012 warto zwrócić uwagę na naszą piłkę, bo oprócz drużyn i piłkarzy mamy również coraz to fajniejsze stadiony. Drużyny starają się więc zrobić wszystko, by zapełnić stadiony i wieść prymat w Ekstraklasie. Wisła Kraków walczy o fazę grupową Ligi Mistrzów, a Legia o fazę grupową Ligi Europejskiej.

To właśnie te dwie drużyny starają się ściągać do Polski zawodników o znanych nazwiskach. Wisła zakupiła Ilieva, reprezentanta Bułgarii. Legia sprowadziła Danijela Ljuboję, reprezentanta Serbii oraz gracza klubów z Francji i Niemiec. Choć wielu wyśmiałoby mnie za słowa „znane nazwiska”, to jednak przyznać trzeba, że transfery z roku na rok są coraz śmielsze. Chyba nikt nie liczył, że Ronaldo przyjdzie do Polski tak od razu by wmieszać się w tłum nieznanych zawodników? Trzeba powoli i sukcesywnie ściągać piłkarzy, którzy dadzą podwaliny na większe emocje w Ekstraklasie oraz dadzą możliwość gry w rozgrywkach europejskich.

Jeśli będą znani i lepsi piłkarze oraz będzie dobry poziom i zaangażowanie w grze, to oprócz lepszych wyników i gry w pucharach, kluby mogą zarobić również na kibicach. Problem pustych stadionów jest w tej chwili chyba największą bolączką naszej ligi. Na wyspach brytyjskich w meczach z udziałem Manchesteru United zawsze przychodzi komplet widzów. Nie ważne czy ich pupile grają w Premiership z lokalnym rywalem „City”, czy Birmingham.

W zeszłym sezonie w przypadku Lecha Poznań i stadionu na ponad 40 tysięcy widzów najlepiej było widać zaangażowanie kibiców w meczach fazy grupowej Ligi Europejskiej. Ze wszystkimi przeciwnikami był bezlitosny komplet widzów, nawet w meczu z Juventusem, gdy na dworze temperatura sięgała -15 stopni Celsjusza, a dzięki wiatrowi odczuwalna była nawet -30! Nie przeszkadzały kibicom warunki atmosferyczne oraz wysokie jak na polskie warunki ceny biletów. Dlaczego tak było? Wielu kibiców przyszło na mecz nie będących nawet fanami Kolejorza. Przyjechali ze wszystkich stron Polski by oglądać znanych piłkarzy z Manchesteru City, Juventusu, a mecz z Salzburgiem mimo braku gwiazd, był hitem na otwarcie stadionu. Na każdy z tych meczy zdobycie biletu kolidowało z cudem.

W Ekstraklasie stadion Lecha był w połowie pusty z takimi przeciwnikami jak Wisła czy Legia. Z resztą drużyn oprócz najwierniejszych fanów, widać było więcej pustych krzesełek niż kibiców. Tych pustych miejsc nie zapełnimy, jeśli w naszych klubach będą tylko polscy przeciętniacy. Ludzie oczekują wielkiego widowiska, szybkich akcji, wielu goli i przede wszystkim znanych piłkarzy. Żeby jednak piłkarze znani chcieli przyjść na piłkarską emeryturę do Polski, muszą najpierw zauważyć polskie kluby w Europie. To da szansę klubom na zdobycie pieniędzy i pozyskanie dobrych lub choćby znanych piłkarzy. Dobre wyniki sprawią, że i kibice chętniej przyjdą na mecz, a co niektórzy pewnie też się wciągną na dłużej.


Piątkowa noc. Udaj się w podróż w czasie. Stań się świadkiem zaskakujących zdarzeń. Przyjmij do siebie obcych. Doświadcz strachu. I po raz pierwszy udaj się do Strefy Mroku – na podstawie pamiętnego serialu TV Roda Sterlinga. Twoimi przewodnikami będą czterej wybitni twórcy filmu. John Landis, Steven Spielberg, Joe Dante oraz George Miller. Wizjonerskie opowieści zostały zainspirowane klasycznymi epizodami. Landis przedstawia opowieść o bigocie, który pada ofiarą własnej nienawiści. Spielberg umieszcza swoją fabułę w domu pogodnej starości, do którego przybywa pewien człowiek oferujący magiczny relikt. Dante zabierze Cię w przerażającą podróż z dzieckiem, które używa demonicznych mocy, aby zniewolić swoją rodzinę. Strach weźmie górę, gdy obejrzysz finałowy epizod autorstwa Millera, w którym neurotyczny pasażer widzi na jednym ze skrzydeł samolotu potwora. Ale czy na pewno?

Pamiętam, że serial „Strefa Mroku” Sterlinga emitowany był pod koniec lat 90-tych w niekodowanym pasmie Canal+. W tamtych czasach, gdy w telewizorze panowała jałowizna, oglądanie odkodowanego Canal+ było przyjemnością rodzinną. Film ten trudno zaliczyć do horroru, czy nieco delikatniejszego gatunku thrillera. Składa się on z czterech opowieści, a wraz z sześciominutowym wstępem można by powiedzieć, że z pięciu części. Każdy z nich niesie ze sobą jakiś morał, czy sentencję na przyszłość.

Szczególnie w pamięci utkwiła mi pierwsza część o człowieku, który rozżalony brakiem awansu wyzywa żydów, czarnoskórych i „żółtków”. Później oczywiście zostaje przeniesiony do strefy mroku, by zrozumieć co te rasy ludzkie przechodziły w swojej przeszłości. Druga opowieść jest typowo Spielberowska tzn., bajka z ładnymi widokami i pięknym morałem o przemijającym czasie. Trzecia opowieść nie zrobiła na mnie wrażenia, za to czwarta była już naprawdę fajna. W głównej roli został obsadzony John Lithgow, którego pamiętam przede wszystkim z filmu „Mój Brat Kain”. Tak samo jak tam, tak i tu grał szaleńca. Panicznie bał się latania samolotem. Był spięty, spocony, krzyczał i widział człowieka na skrzydle samolotu na wysokości 12 tysięcy metrów…

Jak wspomniałem wcześniej. Ten film trudno zaliczyć do horroru, ale klimat w nim panujący oraz krótkie historie zostały zrobione tak, aby nie nudzić widza i zaskoczyć. Szybko, zwięźle i na temat. Warto też dodać, że początek filmu jest wyjątkowy. Pamiętacie scenę, w której dwóch podróżujących samochodem facetów zaczyna się straszyć, a jeden z nich pyta się drugiego: „Czy chciałbyś zobaczyć coś naprawdę przerażającego?”. Po usłyszeniu potwierdzającej decyzji, ten odwraca się i…

Film został nominowany do trzech kategorii do nagrody Saturn w 1984 roku. W jednej z nich wygrał John Lithgow w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy. Pozostałe nominacje w kategorii najlepszy horror i najlepszy aktor drugoplanowy Scatman Crothers musiały obejść się smakiem. Ponieważ dwóch aktorów zostało nominowanych do tej samej kategorii wiadomo było, że film może zebrać maksymalnie dwie statuetki.

Chcesz obejrzeć film? Kliknij banner poniżej


Mimo niekorzystnego wyniku w dodatku na własnym terenie wydawać by się mogło, że nasi piłkarze byli zadowoleni. Po końcowym gwizdku ściskali się, jakby spokojnie wygrali z Francuzami. Ja uważam, że mimo porażki mecz nie był najgorszy, ale daleko mu było do tego, by móc w takim stylu rywalizować na EURO 2012. Mecz był dość widowiskowy, a zwycięstwo nad Francuzami to dla naszej reprezentacji wciąż za wiele, tak samo jak dla rządu spełnienie obietnic w związku z mistrzostwami Europy. Jedni jak i drudzy zapędzili się w swoich zapewnieniach, a teraz weryfikuje ich życie.

Co by złego nie napisać o piłkarzach, to widać i słychać było lekką poprawę na trybunach. Choć zawsze oglądanie meczów przy udziale polskiej publiczności było dla mnie świętem, to jednak w ostatnim czasie wyglądało to już nieco inaczej. Kibice od czasu do czasu śpiewali, krzyczeli, wstawali z krzesełek, a przed końcem meczu mimo niekorzystnego wyniku zaśpiewali hymn polski. Widać już lekkie zmiany, ale czy to nie tylko dlatego, że zagraliśmy z Francuzami?

Sam mecz nie był udany z punktu widzenia kibica polskiej reprezentacji. Podania były niecelne, kontrataki nieudane, a w czasie gdy musieliśmy bronić bramki piłkarze stali tak, jakby mieli smołę pod butami. Trójkolorowi wbijali się w nasze pole karne niczym nóż w roztopione masło. Dwa, trzy podania i już zagrażali Szczęsnemu, który w tym meczu spisał się świetnie i pewnie gdyby nie on wynik mógłby być dziś uważany za kompromitujący. Chwaląc nieco naszych zawodników powiem, że widać było większe zaangażowanie z ich strony. Co prawda gola nie strzelili, ale trudno to zrobić grając z takim przeciwnikiem i oddając strzały niemal tylko z po za pola karnego.

Wynik mnie w tym meczu nie interesował tak bardzo, jak właśnie postawa naszych piłkarzy. Nie wiem do końca czy to efekt dopingu na trybunach, czy czystych umiejętności. Warto dodać, że na EURO 2012 spotkamy prawdopodobnie trzy wyżej notowane zespoły od naszego i będziemy musieli z nimi rozegrać mecze w ciągu kilku dni. Czy chłopaki sprostają temu wyzwaniu nie wiem, ale kondycyjnie wygląda to w tej chwili słabo. Pod koniec meczu chwiali się na nogach. Piłkarz francuski, który wykonał wślizg zdążył wstać i odebrać naszemu piłkę. W dodatku okiwał go i wyprzedził.

Finalnie wygląda to tak, że przegraliśmy mecz na własnym stadionie z rezerwami reprezentacji Francji. Tak przynajmniej donosi prasa. Zastanawiam się, czy czasami Ci piłkarze a przynajmniej większość z nich nie będzie wkrótce decydować o sile tej kadry. Po zmianie trenera widać, że przewietrzył on skład i wywalił doświadczonych piłkarzy i postawił na nową generację, która spisuje się lepiej niż poprzednicy. Z tym trenerem i tym składem przeczuwam, że Francja podczas Euro w Polsce i na Ukrainie może dojść do finału, a czy tam uda im się pokonać Polaków to już nie wiem ;)

statystyka