Lipiec, 2011


Dziś w Rio de Janeiro odbyło się losowanie grup eliminacyjnych mistrzostw świata, które rozegrane zostaną w Brazylii w 2014 roku. Strefa europejska podzielona była na sześć koszyków po 9 zespołów oprócz ostatniego, w którym znalazło się osiem reprezentacji. Nasz kadra znalazła się w czwartym koszyku, a to dlatego, że rozgrywając w tej chwili mecze tylko towarzyskie nie zdobywa wielu punktów. Oczywiście wyniki tych spotkań również przekładają się wynik drużyny Franciszka Smudy. W rankingu zajmujemy 69-te, a wśród drużyn europejskich 36-te miejsce.

Grupy były losowane po kolei od „A” do „I”. Nasi reprezentanci przydzieleni zostali do grupy „H”, w której rywalizować będą z – San Marino, Mołdawią, Ukrainą, Czarnogórą i Anglią. Historia pokazuje, że z San Marino można wygrać wysoko, tak jak w Kielcach gdzie padł wynik 10:0. Można też zagrać słabo, jak wymęczone zwycięstwo na wyjeździe 1:0 w ostatnich minutach meczu. Ciekawie zapowiadają się również spotkania z naszym sąsiadem, a zarazem współorganizatorem Mistrzostw Europy 2012 – Ukrainą. Poziomem jesteśmy raczej do siebie zbliżeni, więc tu może paść niemal każdy rezultat.

Chyba największą sensacją i zarazem porachunkiem będzie spotkanie z wielkimi Anglikami. Pojedynki na Wembley i najprawdopodobniej na nowym stadionie narodowym będą wielkim wydarzeniem nie tylko dla Polaków czy Anglików, ale i całej Europy. Atmosfera na obu obiektach wybuchnie i mam nadzieję, że wreszcie pokonamy ich w którymś z meczów. Chciałbym aby tego dokonali tylko dlatego, że mam już dość słuchania o wyczynach naszej reprezentacji w eliminacjach z 1973 roku, w których to Polacy po zremisowanym meczu z Anglikami 1:1 wyeliminowali ich z gry w MŚ.

Mam nadzieję, że historia napisze nowe wydarzenie, którego tym razem będę naocznym świadkiem i może sam przez najbliższe 40 lat opowiadać będę o nim nie tylko dzieciom, ale i wnukom.

GRUPA A

1. Chorwacja
2. Serbia
3. Belgia
4. Szkocja
5. Macedonia
6. Walia

GRUPA B

1. Włochy
2. Dania
3. Czechy
4. Bułgaria
5. Armenia
6. Malta

GRUPA C

1. Niemcy
2. Szwecja
3. Irlandia
4. Austria
5. Wyspy Owcze
6. Kazachstan

GRUPA D

1. Holandia
2. Turcja
3. Węgry
4. Rumunia
5. Estonia
6. Andora

GRUPA E

1. Norwegia
2. Słowenia
3. Szwajcaria
4. Albania
5. Cypr
6. Islandia

GRUPA F

1. Portugalia
2. Rosja
3. Izrael
4. Irlandia Północna
5. Azerbejdżan
6. Luksemburg

GRUPA G

1. Grecja
2. Słowacja
3. Bośnia i Hercegowina
4. Litwa
5. Łotwa
6. Liechtenstein

GRUPA H

1. Anglia
2. Czarnogóra
3. Ukraina
4. Polska
5. Mołdawia
6. San Marino

GRUPA I

1. Hiszpania
2. Francja
3. Białoruś
4. Gruzja
5. Finlandia

Brak Komentarzy

Nowy sezon polskiej Ekstraklasy zbliża się wielkimi krokami. Już w najbliższy piątek startuje nowy sezon, który rozpocznie zmagania o tytuł mistrza Polski. W poprzednim sezonie mistrzostwo zdobyła Wisła Kraków, wicemistrzostwo ekipa Śląska Wrocław, trzecie miejsce zajęła Legia Warszawa, która również zdobyła Puchar Polski. Dzięki temu, czwarty zespół poprzedniego sezonu, Jagiellonia Białystok zagrała w eliminacjach do Ligi Europejskiej od pierwszej rundy.

Jako mieszkaniec Wielkopolski, powinienem w nadchodzącym sezonie kibicować Lechowi Poznań. Nie jest tak do końca, bo jeśli forma tego zespołu nie będzie odbiegać od tego co prezentowali w poprzednim sezonie, to lepiej niech grają tylko na swoim podwórku i zapewnią sobie utrzymanie. Często podczas meczów Ekstraklasy, a może raczej zawsze tak jest, że kibicuje teoretycznie słabszym. Od teraz jednak postanowiłem, że będę kibicować zespołom z czołówki Ekstraklasy. Dlaczego? A no dlatego, że nie chciałbym aby w kolejnym sezonie takie „firmy” jak Jagiellonia reprezentowała nasz kraj na arenie międzynarodowej, w której kompromitują się, że aż wstyd patrzeć. Nie chcę słyszeć o sukcesie Zagłębia Lubin, które po zdobyciu przykładowego mistrzostwa kraju, sprzeda większość zawodników i zagra w eliminacjach do Ligi Mistrzów, po czym odpadnie w pierwszej rundzie z drużyną z Kazachstanu.

Mam nadzieję, że Wisła Kraków, która już po raz któryś startuje w eliminacjach do Ligi Mistrzów, wreszcie zapewni sobie awans. Jest ku temu jedna przesłanka, która przekonuje o tym, że jest to chyba teraz najbardziej prawdopodobny scenariusz. Po raz pierwszy, drużyna Wisły Kraków przed eliminacjami się wzmocniła piłkarsko. Zakupili kilku dobrych piłkarzy, a ci którzy zdobywali tytuł mistrza Polski, nie opuścili zespołu.

Liczę również na awans Legii Warszawa, która wzmocniła się najbardziej znanymi nazwiskami, a nowy stadion, świetny doping poniosą ekipę Macieja Skorży do upragnionego awansu do Ligi Europejskiej. Na to samo liczę ze strony Śląska Wrocław, który jeśli awansuje do LE, zagra w nich na nowym ponad 40-tysięcznym obiekcie. Dodając fakt, że właściciel Polsatu pan Solorz jest większościowym udziałowcem tego zespołu, istnieje szansa, że wkrótce klub ten będzie regularnie walczyć o mistrzostwo Polski. Skoro będzie mowy stadion, jest dobry właściciel, to dlaczego nie?

Nowy sezon zapowiada się naprawdę interesująco. Nowe stadiony i sponsorzy, więcej transmisji na żywo w dwóch platformach cyfrowych oraz mecze na międzynarodowym kanale Eurosport 2. Daje to szansę na rozsławienie naszej piłki w Europie, jak i większe korzyści finansowe dla klubów. Większa konkurencja prawdopodobnie przyciąganie do Polski zawodników ze znanymi nazwiskami. To przełoży się na większą frekwencję meczową i większą atrakcyjność.

Na koniec mam nadzieję, że spór między kibicami a PZPN czy rządem nie sprawią, że mecze rozgrywane będą w piknikowych nastrojach, bo doping polskich kibiców nadrabia w tej chwili nie najlepsze umiejętności piłkarzy…


Nie raz w mediach zdawano relacje z porwań statków u wybrzeży Somalii. Ludzie, którzy cierpią głód i biedę ładują do niewielkich łodzi broń i amunicję i wypływają na szerokie wody, by móc przechwycić statek wraz z załogą i wartościowym towarem. Często okup liczony jest w milionach dolarów, a statki wraz z towarem i załogą czekają na uwolnienie kilka miesięcy. Biedacy, którzy decydują się na piracki fach mówią, że zmusiły ich do tego statki obcego pochodzenia, które z powodu połowu ryb na dużą skalę sprawiły, że nie mają już czego łowić.

Przeprowadzone wywiady telewizyjne bezpośrednio z piratami pokazują, że ci ludzie rzeczywiście klepią biedę. Choć sama nazwa pirat kojarzy się z wielkim facetem, silną ręką, mieczem i opaską na oku, to jednak somalijscy piraci wyglądają jak obraz nędzy i rozpaczy. Chudzi, słabi i zdesperowani w swoich działaniach. Nie atakują by zabijać i ograbić, lecz starają się wejść na pokład i przechwycić stery.

Jak to w życiu bywa, biznes goni biznes i ubezpieczyciele zwietrzyli świetny interes. Armatorzy statków często wykupują drogie ubezpieczenia, a nawet decydują się na prywatną obronę, zabierając ze sobą uzbrojonych po zęby ochroniarzy gotowych do otwarcia ognia. To oczywiście sprawia, że większe koszty towaru ponosi konsument, by skosztować np., egzotycznych owoców.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Unia Europejska fraz ze Stanami Zjednoczonymi postanowiły chronić statki u wybrzeży Somalii. Jak się okazuje, pomoc ta jest nie tylko kosztowna, ale i nieskuteczna. Jak nazwać akcję łapania piratów, skoro po zatrzymaniu łodzi z piratami, odebrano im tylko broń puszczając ich wolno? Dzieje się tak, ponieważ prawo nie zabrania posiadania broni na wodach międzynarodowych, a skazanie ludzi płynących statkiem nie przyłapanych na gorącym uczynku jest niemożliwe.

Gdyby tego było mało, w programie dokumentalnym „Polowania na piratów” pokazano akcję, w której po odebraniu broni, dali niedoszłym piratom kanapki, kawę i ciasteczka. Ba, ustawili im nawet GPS-a, by mogli bezpiecznie z powrotem trafić na ląd. Akcja wyglądała wręcz śmiesznie, bo zamiast przechwytywać tych ludzi daje im się jeszcze w nagrodę posiłek i wskazuje drogę do domu. To jakieś szaleństwo pozbawione sensu. Koszty wysyłania załogi i statków na tego typu akcję pochłaniają miliony dolarów, by ci w dodatku nie skutecznie działali.

Skoro skutecznośc akcji wysyłania wojskowych okrętów w okolice Somalii okazały się nieskuteczne to wydaje się, że lepiej by było, gdyby żołnierze pływali na statkach transportowych i w razie akcji na gorąco łapali piratów? To chyba jedyne dobre rozwiązanie, bo na zmianę prawa tak, by mogło być skutecznie nie ma co liczyć. To właśnie są problemy rozwiniętej demokracji.


Wczoraj t.j., 22 lipca, lekko po godzinie 15, w stolicy Norwegii Oslo, wybuchła bomba, która prawdopodobnie była podłożona w samochodzie. Trzy godziny później, prawdopodobnie ten sam sprawca, przemieścił się 30 km na północny zachód i przedostał się na wyspę, na której przebrany za policjanta strzelał do młodych ludzi. Bilans wszystkich do tej pory podanych ofiar jest 92. Kilku ludzi uważa się za zaginionych. Mówi się również, że ponad 30 osób znajdujących się w szpitalu jest w stanie krytycznym.

Od razu po pierwszym zamachu w stolicy Norwegii, winnych uznano terrorystów z Bliskiego Wschodu, którzy przyznali się do winy. Niedługo potem ustalono jednak, że winnym jest prawdopodobnie Norweg Anders Behring Breivik, a przyznające się do winy ugrupowanie terrorystyczne, chciało ugrać wycofanie wojsk norweskich z Afganistanu. Zdziwiło mnie w tym wszystkim najbardziej to, że domniemany sprawca, 32-letni Norweg został od razu ujawniony z imienia i nazwiska. Ba, ujawniono nawet jego wygląd, a zdjęcia obiegły cały świat. Nie potępiam tego do końca, ale domniemany sprawca nadal powinien być uznawany za niewinnego, dopóki mu się tego nie udowodni.

Sprawca jednak pasuje do obu tych zamachów jak ulał. Miał poglądy skrajnie prawicowe, czyli inne niż premier Norwegii Jens Stoltenberg, na którego postanowił zapolować. Gdy ta sztuka mu się nie udała, postanowił zapolować do młodzież z ugrupowania premiera, która zbierała się na małej wyspie Utoya. Wydaje się więc, że motywy obu zbrodni są identyczne, więc powiązanie ich z jednym zamachowcem lub grupą jest oczywiste.

Sprawcy postawiono zarzut podwójnego ataku terrorystycznego i grozi mu za to kara maksymalna – 21 lat więzienia. To mało, ale biorąc pod uwagę, że Norwegia uznawana była na najbezpieczniejszy kraj w Europie, brak wyższych kar wydawał się mieć sens. W takiej sytuacji zastanawiam się, czy nie powinno się tego faktu zmienić i to ze skutkiem natychmiastowym. Nie wyobrażam sobie, żeby ten człowiek, w wieku 53 lat wyszedł na wolność i normalnie żył w Norwegii. Jeśli nie zdążyłby zrobić po raz kolejny czegoś głupiego, to pewnie rodacy wydaliby na niego swój wyrok – lincz…

Widać, że polityka źle wpływa na otoczenie, nie tylko w Norwegii. W zeszłym roku w Łodzi szaleniec zabił posła PiS i zawrzała debata, co muszą decydenci zmienić, aby coś podobnego nie miało już więcej miejsca. Widać, że ludzie dążący do władzy dostają kubłem wody po głowie zaraz po tragedii, by później znów drążyć temat walki i nienawiści. Nie dziwię się więc, że zwykli szarzy obywatele dostają na głowę od bełkotu polityków. Nie zdziwi mnie również to, że w niespełna 40-milionowym kraju znajdzie się człowiek, który zainspirowany tragedią w Skandynawii, zrobi podobną jatkę w Polsce…


Wczoraj, t.j., 21 lipca zmarł Andrzej Zalewski, jeden z najbardziej znanych prezenterów radiowych i telewizyjnych, którego najczęściej wspominać będą nasi rodzice i dziadkowie. Człowiek, którego śmierć oznacza żałobę w milionach domów. Znany w ostatnim czasie z programu „ekoradio”, nadawanego w Pierwszym Programie Polskiego Radia o godzinie 8:30. Oprócz pogody, mówił o ekologii, zwierzętach, roślinach, nie zapominał też o rolnikach, wczasowiczach, a przede wszystkim o kobietach, którym radził kiedy założyć czapkę, szal, czy rajstopy.

O Panu Andrzeju można powiedzieć niemal wszystko. Jego życiorys był tak bogaty, że znalezienie drugiego człowieka z podobnymi „przygodami” jest niemożliwe. W czasie II wojny światowej był zaangażowany w działalność konspiracyjną jako harcerz ZHP, a później jako żołnierz Armii Krajowej. Następnie zdobył wykształcenie – magister inżynier rolnik.

W roku 1949 w radiu i telewizji tworzył programy o tematyce wiejskiej, rolniczej, ekologicznej i meteorologicznej. W 1964 roku został stypendystą Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa Narodów Zjednoczonych oraz Rządu Austriackiego, w 1978 – Departamentu Stanu USA. Po powrocie z wyjazdu został odsunięty od pracy w telewizji. W 1985 roku przeszedł na emeryturę. Trzy lata później rozpoczęła się jego współpraca z Programem IV Polskiego Radia. Od 1990 do czerwca 2011 prowadził Ekoradio – codzienne felietony radiowe, będące jego autorskim pomysłem.

Zawsze będę go pamiętał z zawiłości w przekazywaniu informacji pogodowych. Jak sam mówił, to jest ekoradio, a nie zwykła prognoza pogody. Namawiał ludzi do zwracania uwagi na czystość w lasach i powtarzał to jak mantrę niemal przed każdą prognozą. Było to trochę irytujące, ale dziś już wiem, jak bardzo będzie mi tego brakować…

Str. 1 z 3123
statystyka