Polityka
Obok tematów politycznych nie można przejść obojętnie. W końcu to my jesteśmy pracodawcami polityków…
Kwiecień
2011
W ostatnim czasie w sejmie wybuchła burza uczuć polityków wszystkich frakcji, na temat narkotyków. Pojawiła się bowiem ustawa, która da możliwość posiadania niewielkiej ilości marihuany na użytek własny, za co prokurator może odstąpić od procesu, ale nie musi. W tym przypadku musi stwierdzić, czy posiadacz miał „działkę” na własny użytek, czy na handel.
Z jednej strony ustawa wstrzyma proces pakowania do więzienia ludzi uzależnionych od narkotyku. Gdyby tak każdego posiadacza butelki alkoholu zamykano w wiezieniu, nie wyszłoby z tego nic dobrego. To handlarz nielegalnie przetworzonym alkoholem powinien siedzieć za grzechy. Podobnie jest w przypadku narkotyków i nie ważne do jakiej grupy się je zalicza – miękkie, średnie czy twarde.
W polityce bywa jednak tak, że legalność zależna jest od zysków. Alkohol zmienia świadomość i jest legalny. Papierosy niszczą zdrowie i również są legalne. Pamiętajmy, że za obie w/w używki płacimy akcyzę sięgającą 90% jej wartości. Niektórzy twierdzą, że gdyby nie palacze i wielbiciele alkoholu, Polski nie byłoby stać na emerytury dla Polaków. Obawiam się, że proces legalnego posiadania nielegalnego narkotyku jest pierwszym krokiem do całkowitego zalegalizowania tego procesu. To oczywiście dałoby wielkie zyski i po części zniszczyło nielegalnie zarabiających na handlu narkotykami. Z jednej strony po co pakować pieniądze mafii, jak można te same pieniądze wpłacić do budżetu państwa?
Dziś jednak wygląda to wszystko tak, że produkować marihuany nie wolno, sprzedawać nie wolno, ale można ją posiadać. To jest jakiś absurd. Teraz wystarczy jeszcze poczekać na czasy, w których nie wolno będzie produkować broni, handlować nią, ale będzie wolno ją posiadać i z niej zabijać. Dokładając do tego całe masy ćpunów będziemy mieć w Polsce drugą Amerykę. Oczywiście to daleka wizja, ale tą drogą chyba do tego dążymy.
Na koniec swojej nieco przesadzonej wypowiedzi chciałbym wziąć pod uwagę opinię lekarzy. Niektórzy twierdzą, że marihuanę można używać do celów leczniczych. Dobra, a czym jest amfetamina? Dla większości narkotykiem, a w medycynie pomaga ciężko chorym uśmierzyć ból. Moja nieuleczalnie chora mama dostawała morfinę na receptę i jakoś nie trzeba było wprowadzać legalności dla wymienionego specyfiku.
Powiedzmy sobie szczerze, w rządzie z pewnością pojawiła się grupa lobbująca za tym, by wprowadzić legalne posiadanie marihuany. Skoro będzie można legalnie posiadać ten specyfik, to z pewnością przybędzie też większa grupa fanów używki, a sprzedaż będzie kwitnąć. Choć nie mam jeszcze dzieci i nie wiadomo czy ten stan się zmieni, to jednak obawiam się jednego. Dziecko, które pokazać będzie mogło narkotyk rodzicom, policjantom i nic nie będzie można z tym zrobić, bo ma go na własny użytek. Wciągać się więc będzie w rządową ustawę, a później pójdzie w cięższe narkotyki. I okaże się, że z tych dobrych stron jakie miało przynieść wprowadzenie legalnego posiadania niewielkiej ilości marihuany, wprowadzimy do obrotu i świadomości Polaków zezwolenie na kolejną truciznę.
Marzec
2011
O kryzysie słyszałem już na każdym kroku, a dla mnie była to tylko bajka nieudolnego rządu dla załatania dziury budżetowej. Dziś jednak widzę, że prawdziwy kryzys, który wywróci mój portfel do góry nogami dopiero przyjdzie, a ten prawdziwy, który dotknie rząd jest – według mnie tuż tuż.
Moje prognozy, choć nie mam nic wspólnego ze światem biznesu, wydają się być całkiem sensowne. Wchodząc do sklepu i kupując produkty pierwszej potrzeby zauważam, że nie mam już z czego wyciągać pieniędzy. Płatki Frutina 350 g kosztują 9,99, cukier sięga 6 złotych, a kilogram szynki od 18 – 35 zł. Warto wspomnieć, że szynka która teraz kosztuje 18 złotych, wcześniej kosztowała 9 zł i nie dało się jej jeść, bo więcej w niej było słoniny niż dobrego mięsa. Ceny skupu żywego mięsa od rolnika są na poziomie z – uwaga!!! – 1999 roku. Cukrownie masowo likwidowane są w naszym kraju, a cukier importuje się z Niemiec czy Francji. Gdy przychodzi kryzys na rynku cukru, owe państwa zaopatrują swój rynek, a my – a my nie mamy cukrowni.
Ceny paliw idą w górę, bo… Bo w Libii się biją. Bo w Japonii było tsunami. Bo ważny człowiek w parlamencie ogłosił, że w Japonii istnieje możliwość wybuchu reaktora elektrowni atomowej. Więc jest powód żeby nas dobić. W przypadku paliw warto dodać, że baryłka ropy kosztuje 110 dolarów, a cena na stacji CPN to koszt 5 zł za litr. Gdy rekordowa cena za baryłkę kilka lat temu wynosiła 140 $, cena ropy na stacji wynosiła nieco ponad 4 zł. Mimo, że ceny surowca są dziś mniejsze niż w czasach wielkiego kryzysu, to cena gotowego produktu jest o 1/4 wyższa niż wcześniej. Oczywiście w między czasie cena surowca w przypadku ropy jak i mięsa poleciała na łeb na szyję, a gotowe produkty nie taniały.
Wielu biznesmenów twierdzi, że podwyżka VAT-u oraz inflacja windują ceny do góry bez zahamowań. A ja mówię, że nie dość, że podatek wzrósł o 1%, to mięso drożeje o 100%, podobnie z pieczywem i kto wie ile zapłacę w niedalekiej przyszłości za ropę. Nikt nie liczy się z tym, że zwykły śmiertelnik ponosi koszty manipulacji cenowych i rosnącej inflacji. Średnia krajowa pensja wzrasta z 3,400 zł do 3,800 zł, a ja nie znam człowieka, który dotknąłby średniej pensji krajowej przed kilku lat.
I tak o to w ten sposób dojedziemy do momentu, w którym „zwykły zjadacz chleba” nie będzie w stanie się wyżywić. Nie kupi jedzenia, nie zapłaci na czas za czynsz, w między czasie zrezygnuje z samochodu i zamiast nakręcać gospodarkę, zakręci sobie pętlę na szyi. A co będzie miał z tego rząd? Prawdziwy kryzys za który zapłaci zwykły Kowalski tzn., Ty i ja.
Szkoda, że za nieudolne rządzenie nikt nie ponosi odpowiedzialności. Politycy zarabiający duże pieniądze, mający wtyki i układy, prowadzący firmy zarabiają miliony i fundują sobie ułatwiające uchwały. Jeśli 460 osłów nie potrafi dopiąć budżetu państwa w taki sposób, aby każdy polak czuł się bezpiecznie, to powinien iść za to do pierdla, a nie tracić tylko posadkę. W moim gospodarstwie domowym jeśli przyjdzie kryzys, nikt mi za to nie zapłaci i nie poklepie po plecach…
Maj
2010
Powódź, to w tej chwili najważniejszy temat mediów. Kampania wyborcza jak i katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem zostały schowane na drugi plan. Miliony polaków na bieżąco mają informacje o stanie wód w rzekach, a akcje ratownicze pokazywane na żywo robią wielką furorę. Dziesiątki tysięcy domów zalanych na wysokość pierwszego piętra, a nawet po dach to dla ich mieszkańców wielka tragedia, a dla niektórych strata dorobku całego życia. Nie jestem zdziwiony rozpaczą ich tragedii i bardzo im współczuję.
Rząd już zadeklarował, że żaden poszkodowany przez powódź polak, nie zostanie bez pomocy. To naprawdę zapewnienie godne stanowiska rządu i dające zapewne nieco otuchy tym, którzy zostali poszkodowani. Skoro można było wypłacić rodzinom ofiar katastrofy samolotu pod Smoleńskiem dziesiątki tysięcy złotych odszkodowania, to dlaczego rząd miałby zachować się inaczej w tej sytuacji? Nie wiem. Nie rozumiem również tego, dlaczego ludzie mieszkający na terenach zagrożonych powodzią nie chcą się ubezpieczać. Nie mówię o wszystkich, ale na zdjęciach widać, że grono mieszkańców to nie jest zwykłe „biedziszewo”, lecz zamożni ludzie. To oczywiste, że ubezpieczenia nie są tanie, ale wynika to z tego, że nie wszyscy to robią. Zwróćmy uwagę na ubezpieczenie OC samochodu. Każdy ma obowiązek je opłacać i po kilku latach gdy obejmą nas zniżki płacimy kilkaset złotych. Z ubezpieczeniem AC jest już nieco inaczej, bo nie płacą za nie wszyscy, więc chętni muszą się „zrzucić” na swoje ewentualne straty.
Ja na przykład nie mieszkam przy rzece czy górach, ale co roku systematycznie opłacam ubezpieczenie swoich budynków. Warto też dodać, że nie jestem bogaty, a moje zarobki mają się nijak do średniej krajowej. Opłaty rzędu 700 złotych rocznie, to dla mojego budżetu dość duży wydatek, ale systematycznie opłacam ubezpieczenie i nie podlega to jakiejkolwiek dyskusji. Nie rozumiem więc ludzi, którzy mieszkają na terenach zagrożonych powodzią, których w dodatku co kilka lat spotyka ten sam los.
Uważam więc, że ubezpieczenia budynków powinny być obowiązkowe. Z pewnością ich stawka zmalałaby o połowę i stałyby się bardziej dostępne. Przecież budżet naszego kraju i tak zostanie poważnie nadszarpnięty po powodzi. Przywrócenie publicznej infrastruktury do stanu sprzed wielkiej wody będzie rząd (nas) wiele kosztować. Dlaczego jeszcze budżet ma na tym ucierpieć? Pewnie przez tą tragedię wiele inwestycji nie zostanie rozpoczętych lub wstrzymanych. Pieniądze z budżetówki to są pieniądze nas wszystkich. Przecież rządzący nie wyciągają ich ze swojej kieszeni na rzecz powodzian…
Marzec
2010
Któż nie słyszał o polityku, który w nagranym wywiadzie dla stacji TVN24 powiedział, że Polska to dziki kraj? Choć ten temat jest stary i przewałkowany przez wszystkie media i większość polaków, to jednak mam nieodpartą ochotę poznęcać się nieco nad byłym ministrem sportu, panem Drzewieckim.
Jego wywiad mnie bardziej rozbawił niż przeraził, bo chyba zainteresowany chciał nas polaków ostrzec przed własnym narodem, rządem lub innymi decydentami, którzy jak stwierdził – niesłusznie go oskarżają. Co ważniejsze, temat nie kleił się w ogóle w okolicach domniemanej łapówki. Najgorsze dla ministra w całej tej aferze było to, że przed komisją śledczą znęcano się nad golfem – dyscypliną sportową. Przecież tak piękny i cudowny sport nie może się kojarzyć w Polsce z protekcją i władzą, jak widzą to członkowie komisji śledczej – prawda? W dodatku uprawianie golfa czy innych sportów, według Drzewieckiego powinno być priorytetem dla każdego polaka. W końcu gdyby wszyscy prowadzili zdrowy styl życia, z pewnością nie byłoby w naszym kraju tylu ludzi chorujących na nadciśnienie czy otyłość, a umieralność byłaby dużo mniejsza. Przykre jest tylko to, że „Drzewko” mówiąc to wszystko trzymał papierosa – na przemian w ręce i ustach. Czy to miało mnie przekonać do palenia, czy prowadzenia zdrowego stylu życia?
Widać, że ten człowiek moralnie, psychicznie i fizycznie upadł. Teraz przyszło mu klepać straszną biedę w swoim „pałacu” na Florydzie. Mimo tego, że uważa nasz kraj za dziki, nadal jest jego przedstawicielem w rządzie, biorąc przy tym kilkanaście tysięcy złotych comiesięcznej pensji. Nie miał odwagi przyznać, że jest częścią „dziczy”, którą wraz ze swoimi kolegami i koleżankami tworzył w sejmie. Szkoda, że nie był taki wylewny gdy jego osoba nie była jeszcze zagmatwana w jakąkolwiek aferę…
Wrzesień
2009
W ostatnich tygodniach nasz “wspaniały” premier pan Donald Tusk obiecał nam, że we wrześniu zdymisjonuje Ministra Skarbu, pana Grada, jeśli do końca sierpnia nie dojdzie do sfinalizowania transakcji między Polskim rządem, a prywatną firmą katarską, która miała zakupić stocznię szczecińską i gdańską. Do transakcji nie doszło, a pan minister nadal siedzi na swoim stołku. Czy to oznacza, że premier dał zapowiedź dymisji, bo nie spodziewał się, że katarscy inwestorzy się wycofają? Czy po prostu jak to już zwykle bywa – kłamał, a po rodakach spłynęło to jak po kaczce? Żadnej opcji nie można wykluczyć, ale jestem pewien co do jednego – wzrośnie mu poparcie.
Zastanawia mnie, czy dalsze utrzymywanie stoczni ma jakikolwiek sens, skoro już nie ma zamówień na statki. Rozumiem, że tysiące ludzi może stracić pracę, nie mówiąc już o setkach firm, które wykonują produkty dla stoczni i które razem z nimi stoczą się na dno. Ale czy warto jest utrzymywać przy życiu firmę, która stacza państwo w finansowy dołek? To my, obywatele musimy utrzymywać państwo, a jeśli jest inaczej, wszystko się z pewnością zawali. Nie chcę żeby moje podatki poszły w górę tylko po to, by dać pracę ludziom, którzy w fizycznym kontekście wcale jej nie mają. Strajkowanie, palenie opon, czy pikietowanie przed domem premiera, to głupota która ciągnąć się będzie tak długo, jak długo będziemy mieć do czynienia z nieudolnym rządem. Skończmy wreszcie z bronieniem „Solidarności”, która teraz zachowuje się jak rząd komunistyczny, dyktując wszystkim swoje wygórowane żądania, a niezadowolenie przelewa na niszczenie kraju.
„Gradobicie”, które miało przejść we wrześniu przez Polskę przewidziane przez premiera, okazało się celnym przewidywaniem, lecz z powodu wyżu zbliżającego się znad Rosji i chłodnych nas powietrza z Kataru, cały kataklizm wisi w powietrzu. Nie wiem czy uczciwe by było, gdyby Minister Skarbu Państwa stracił swoje stanowisko, ale z pewnością było by to uczciwe w stosunku do obywateli, którym premier to obiecał. Cokolwiek będzie mieć teraz miejsce, z pewnością nie zadowoli to stoczniowców. Znów przejdą przez Warszawę, rozpalą ognisko, rozbiją szyby i tłuc się będą z policją. My wszyscy za to zapłacimy, a winnych tych zdarzeń nie będzie. Wszystkim ujdą przewinienia na sucho. Stoczniowcy bez kary, Grad po wojnie będzie miał spokój, a premier stwierdzi, że skoro już wojny nie ma, to „gradobicie” zostawi na później.