Od niemal roku korzystam z dwóch sieci komórkowych – Orange i Heyah. Ta pierwsza od lat pozostała z sentymentu i przede wszystkim ze względu na najbliższą rodzinę, a ta druga ze względu na jeden darmowy numer – do narzeczonej. Noszenie dwóch aparatów telefonicznych w kieszeni, do tego portfel, kluczyki od samochodu i dokumenty nie należy do przyjemności. Postanowiłem więc zakupić sobie telefon na dwie karty sim, a że nie potrzebuje jakiegoś cacka z Windowsem czy innymi bajerami, zakupiłem telefon Treecon V200. Jego cena (219 zł) w porównaniu do innych „duali” naprawdę jest atrakcyjna. W dodatku ładny design, który zauroczy niemal każdego, też odegrał w moim przypadku dużą rolę. Niestety, na ładnym wyglądzie i atrakcyjnej cenie się kończy…
Największą bolączką tego telefonu jest jego bateria. W instrukcji napisano, że po naładowaniu można przeprowadzić 240 minut rozmów, a w stanie czuwania wytrzyma nawet 10 dni. W rzeczywistości wygląda to nieco inaczej, bo po 40 minutach telefon traci pierwszą kreskę na swojej skali, a dalej to już drobne minuty dzielą nas od rozładowania. Teraz już rozumiem, dlaczego producent sprzedaje ten model z dwiema bateriami. Gdy na jednej rozmawiasz, drugą musisz szybko ładować. Mój poprzedni telefon (Nokia 6103) po trzech latach użytkowania i 1300 godzin rozmów, ma baterię która wytrzymuje o wiele więcej…
Klawisze w telefonie są ułożone w falę i na pierwszy rzut oka wygląda to ładnie. Co do funkcjonalności, to nie jest już tak pięknie. Pisanie wiadomości sms jest uciążliwe, ponieważ każdy klawisz położony jest pod innym kątem, więc płynne wciskanie klawiszy jest utrudnione. Nie ma w tym modelu prostego wybierania adresata wiadomości. Za każdym razem musimy wejść na spis telefonów i szukać człowieka. Ilość potwierdzeń potrzebnych do wysłania wiadomości jest naprawdę denerwujące. Po dwóch miesiącach od wysłania pierwszego sms-a nie mogę znaleźć wielkiej litery. Po kropce nie pojawia się ona automatycznie, a przeszukując wszystkie opcje nie udało mi się do tej pory znaleźć rozwiązania. Denerwujące jest też to, że chcąc napisać w sms-ie cyfrę „1″, musimy wcisnąć ten klawisz aż 18 razy! Wcześniej pojawiają się kropki, przecinki, średniki i inne znaki, których nawet nie potrafię nazwać.
Warto zahaczyć też o temat zasięgu. Nie polecam go szczególnie tym osobom, które tak jak ja, mieszkają daleko od nadajnika. Połączenie się z kimkolwiek z mojego pokoju koliduje z cudem, co przy Nokii nie stanowiło większego problemu. Ciągłe stanie przy oknie, by móc kogoś usłyszeć jest wielkim utrudnieniem. Sam dźwięk w głośniku jest marnej jakości i trzeba się ciągle wsłuchiwać, by zrozumieć rozmowę.
Zanim zakupiłem ten telefon, starałem się znaleźć na jego temat jak najwięcej opinii. Większość z nich (99%) była bardzo pochlebna. Odnosiło się wrażenie, że jego nabywcy są zachwyceni tym aparatem i nic nie jest w stanie zmienić ich zdania. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu odnoszę wrażenie, że wszystkie te opinie zostały napisane na zamówienie przez dystrybutora.
Zakupienie tego telefonu jest dla mnie nauczką, że nie warto inwestować mniej i oczekiwać więcej. Choć kwestia pieniędzy zawsze będzie odgrywać dużą rolę w moim życiu, to jednak wolę postawić na jakość. W tej chwili utopiłem ponad 200 złotych na telefon, którego nawet nie używam. Zanim go więc kupicie, weźcie pod uwagę, czy naprawdę warto…












