318
sob, 19 maj 2012

Sport

Komentuję ciekawe i interesujące wydarzenia sportowe ze wszystkich dyscyplin.


Wrzesień 2011

Adamek vs Klitschko

To kolejna walka, która okrzyknięta została mianem „stulecia”. W Polsce z pewnością było to wielkie wydarzenie, walka Polaka z Ukraińcem w dodatku w Polsce przy 40-tysięcznej publiczności, to rzecz do tej pory niespotykana. Niespotykana była również forma sprzedaży obrazu z tej walki. Żadna Polska stacja telewizyjna nie zgodziła się na warunki przedstawione przez obóz Klitchki. Prawa do transmisji wyceniono na 1,5 miliona euro, co daje nieco ponad 6 mln złotych. Z tego tytułu, walka została nadana w tzw., Pay-per-view, czyli trzeba było zapłacić za jej obejrzenie aż 40 złotych. Choć obóz Adamka był oburzony ceną, to nic to nie zmieniło.

Były też i dobre informacje. Jedna z niemieckich stacji telewizyjnych RTL, transmitowała tą walkę na żywo. Stacja ta jest całkowicie niekodowana, więc posiadacze tunerów FTA jak i platform cyfrowych, mogli obejrzeć tą walkę z niemieckim komentarzem. Choć były głosy i prośba o zakodowanie przekazu, lub zakłócanie tej stacji na terenie Polski, to jednak nic z tego nie wyszło. Dlatego jestem przekonany, że właśnie w ten sobotni wieczór niemiecka telewizja RTL, miała większa oglądalność wśród Polaków, niż jakakolwiek inna Polska stacja.

Nie jestem wielbicielem sportów walki, a już na pewno nie jego znawcą. Nie wiem za co przyznaje się punkty, ilu jest sędziów i dlaczego obijanie komuś twarzy nazywa się sportem. Ale chyba nie trzeba być znawcą by wiedzieć, że ta walka inaczej skończyć się nie mogła niż porażką „Górala”. Pierwszy rzut oka na ring i w jednym narożniku stoi nasz Adamek, a w drugim Klitschko, który wyglądał jak małpa, a wzrostem przypominał wielką stopę. Ukrainiec nie musiał się nawet specjalnie osłaniać, bo zasięg ramion Polaka był zbyt mały na wielkiego i długorękiego „bandytę”.

Nie umiem opisać tej walki runda po rundzie, ale muszę przyznać Adamkowi jedno. Jest niezwykle odważny, że chciał stanąć w ringu z tak olbrzymim facetem. Tomek wyglądał jak jego cień i nie widziałem tu szans na zwycięstwo. Liczyłem jednak, że walka nie zakończy się przez K.O.. Odwaga i wiara w zdobycie pasa to druga warta podziwu akcja, która niestety się nie udała. Jeśli Klitschko nie trafi na przeciwnika swoich rozmiarów, wzrostu i zasięgu ramion, to nie ma na niego mocnych…

Kategoria: Sport / Komentarze: (0)


Wrzesień 2011

Polska – Niemcy 2:2

Walka o ten mecz rozpoczęła się tydzień przed spotkaniem. Straż nie chciała wydać zgody na rozegranie meczu, ponieważ dopatrzyła się wielu uchybień m.in., źle oznakowanych wyjść ewakuacyjnych oraz źle działających czujników dymu. Chwilę później po interwencji prezydenta miasta Gdańska Pawła Adamowicza, straż wydała warunkowe pozwolenie na rozegranie towarzyskiego meczu twierdząc, że usterki zostały usunięte, ale trzeba jeszcze poprawić dokumentację, którą katastrofalnie przygotowana została ze strony PZPN. Na szczęście spotkanie się odbyło tam gdzie pierwotnie zaplanowano, czyli na PGE Arena w Gdańsku.

Po 72., latach i sześciu dniach od ataku Niemców na Polskę pod dowództwem Adolfa Hitlera, Niemcy po raz kolejny zbombardowali Polskę, zaczynając w tym samym miejscu – Gdańsku. Tym razem wszystko odbyło się według gry fair play. Oczywiście wojna w rezultacie poszła po naszej myśli z pomocą krajów z Europy zachodniej. W meczu jeśli chodzi o wynik było troszkę gorzej, ale z małą pomocą obcokrajowców (Perquis) nie było tak źle.

Jak to ostatnio bywa, na początku meczu czołowy pijus PZPN pan Kręcina wręczał nagrody piłkarzom, co wywołało burzę gwizdów ze strony kibiców. Co dziwne, dziś trybuny mimo renomowanego przeciwnika nie były wypełnione po brzegi. Widać było sporo wolnych krzesełek. Stadion w Gdańsku to ten z kategorii – pierwsza klasa. Szkoda tylko, że za bramkami widok kibicom na stadionie, jak i przed telewizorami psują piłkochwyty. Gdy padają pytania, po co one znajdują się na stadionie, powołuje się wtedy na międzynarodowe zasady, które jakoś nie obowiązują w krajach zachodnich. Nie wyobrażam sobie np., stadionu Manchesteru United lub innego klubu ligi angielskiej z siatkami za bramką.

Pierwsze 5 minut niemal nie dotknęliśmy piłki, a do tego w szóstej minucie Perquis zapłacił frycowe – podał do piłkarza niemieckiego w polu karnym. Na szczęście sytuacja nie została wykorzystana. Pierwsza groźna sytuacja z naszej strony miała miejsce w 10 minucie. Sławek Peszko sam na sam z bramkarzem nie strzelił upragnionego gola. Poprzedniego gola w meczach pomiędzy Polską a Niemcami strzelił 31 lat temu Boniek. To musiało być wielkie wydarzenie, ale nie widziałem go, ponieważ jeszcze wtedy nie było mnie na świecie. Liczyłem więc na to, że historyczne wydarzenie będzie mieć miejsce również dziś.

Sławek Peszko miał dziś wyjątkowego pecha. Nie strzelił trzy razy w sytuacji sam na sam. Mieliśmy również wyjątkowe szczęście, że w bramce mieliśmy Szczęsnego. Ten kilkakrotnie wybijał piłkę w sytuacjach wydawać by się mogło beznadziejnych. Pierwszą połowę więc mogliśmy wysoko przegrać, jak i wygrać. W rezultacie był wynik 0:0, a w statystyce posiadania piłki 36% do 64% na naszą niekorzyść.

Druga połowa meczu była już o wiele ciekawsza. Mniejsza bojaźliwość, kontrataki w większej ilości i pierwszy gol po 31 latach, którego strzelił Robert Lewandowski. Niestety po faulu w polu karnym Głowackiego, goście dostali rzut karny. Wykorzystali. W 78., minucie po kolejnym faulu Głowackiego, sędzia pokazał mu drugą żółtą kartkę, a w efekcie czerwoną. Mimo to, kilka minut później strzeliliśmy gola, również z rzutu karnego, a dokładniej zrobił to Błaszczykowski. Gdy już trybuny oszalały z radości i wszyscy liczyli na historyczne pierwsze zwycięstwo Polaków nad Niemcami….

W ostatnich sekundach meczu, po błędzie a raczej poślizgnięciu się obrońcy naszej reprezentacji Wawrzyniaka, Niemcy wykorzystali swoją sytuację i strzelili gola na 2:2. Uciszyli tym samym kibiców na stadionie, a mnie wkurwili doszczętnie. Choć przed meczem wynik 2:2 wziąłbym w ciemno, to jednak po spotkaniu czułem niedosyt. Do dwunastu porażek z Niemcami, dołożyliśmy piąty remis, a mogliśmy przecież pierwsze historyczne zwycięstwo, którego byłbym świadkiem i prawdopodobnie przez kolejne pokolenia mógłbym się tym szczycić. Cóż, pozostaje nam wszystkim szczycić się strzeleniem Niemcom dwóch bramek w ciągu 90 minut, a nie po kolejnych 31, czy 62 latach.

Tak czy siak wynik uważam za wielki sukces. Nasi piłkarze brakiem umiejętności technicznych i walki sam na sam nie są w stanie zagrozić „renomowanym firmom”. Z przebiegu meczu można powiedzieć, że porażka Niemców byłaby niesprawiedliwa, bo grali ładniej, dłużej utrzymywali się przy piłce, lecz nie kąsali tak jak w meczach o stawkę. Może ten mecz będzie jakimś przełomem w mentalności naszych piłkarzy…?

Kategoria: Sport / Komentarze: (0)


Sierpień 2011

Przeszczep Włosów Wayna Rooneya

W ostatni weekend obejrzałem mecz ligi angielskiej na antenie Canal+ pomiędzy Manchesterem United a Arsenalem Londyn. Zrobił on na mnie wrażenie z dwóch powodów. – Przede wszystkim aspekt sportowy, a szczególnie wynik 8:2 oraz włosy strzelca trzech goli dla United Wayna Rooneya. Piłkarz ewidentnie ma więcej włosów na głowie niż w końcówce poprzedniego sezonu. Postanowiłem więc poszukać w internecie informacji z jakiej to racji fakt ten jest zauważalny i okazało się, że chłopak wydał 30 tysięcy funtów na przeszczep włosów.

Oczywiście dla tego piłkarza wydatek rzędu 120 tysięcy złotych to tyle, ile dla mnie na słabej klasy waciki. Nie dziwię się więc, że zrealizował swoje marzenia i ukrył kompleksy, które przechodzi nie tylko on. Czuł się zakompleksiony i choć ma już swoją wybrankę chciał nadal podobać się płci pięknej.

Na zadane pytanie – Jacy faceci są bardziej przystojni? Łysi czy z włosami nie pozostawiło złudzeń dla tracących “opierzenie”. 76% ankietowanych uważa, że faceci z włosami są ładniejsi. Szacuje się, że 24% ankietowanych, którzy zagłosowali na łysych, to właśnie łysi mężczyźni, którzy chcieli poprawić swoje notowania u płci pięknej.

Chciałem tylko przez to napisać, że pieniądze mogą dawać szczęście, choć nie wielu się z tym zgadza. Korzystanie z nich w sposób mądry i przemyślany, bez ludzi chciwych w najbliższym otoczeniu może sprawić, że świat nie tylko będzie dla nas lepszy, ale może stać się wręcz idealny.

Kategoria: Sport / Komentarze: (0)


Sierpień 2011

Termalica Bruk-Bet Nieciecza

Choć niewielu wie co oznacza tytuł wpisu, to podpowiem tylko, że zawodnicy tej drużyny mają wielkie aspirację, by należeć do elity. Dokładniej pisząc, drużyna piłkarska z małej wsi położonej w województwie małopolskim w powiecie tarnowskim, chce awansować do Ekstraklasy. Śmiać mi się zachciało, gdy po czterech meczach piłkarze tej drużyny prowadząc w 1. lidze i wygrywając nawet z Arką Gdynia podpalili się do tego stopnia, że zadeklarowali awans.

Śmiać się chce nie z poziomu gry, albo z powodu tego, że to wieś a nie miasto. Największą żenadą jest stadion piłkarski, który z jednej strony odgrodzony jest wysokim murem, z drugiej polem kukurydzy, z trzeciej tablicą wyników, a z czwartej malutką trybuną. Nie trzeba być czarodziejem żeby wiedzieć, że nawet w przypadku awansu zespół ten nie będzie mógł rozgrywać meczów na własnym obiekcie. Pamiętając występy „malutkich” w Ekstraklasie wiem, że szybko takie kluby padają i z powrotem lądują w 4. lidze.

Co prawda buńczuczne wypowiedzi piłkarzy nakręcają takich jak ja, którzy wyśmiewając się poniekąd z zapowiedzi reklamuje klub, wieś i region. Nie wiem czy to jedyne zamierzenie piłkarzy z Niecieczy, ale nie wróże tam sukcesu, jak w przypadku słynnego Heko Czermno. Mały stadion i brak kibiców spowoduje, że marzenia o grze w Ekstraklasie zamienią się w rutynę, która da włodarzom do zrozumienia, że nie warto inwestować w tak mały klub. Gratuluję zarazem osiągniętego wyniku, bo zwycięstwo z drużyną Arki Gdynia jest zapewne sukcesem, o którym będzie się tam mówić jeszcze długo.

W przypadku drużyn z przedsionka Ekstraklasy powinno się również zastosować jakieś większe wymogi, by te awansując do elity mogli grać w niej bez problemu. W innym przypadku takie wpadki jak stadion ŁKS-u Łódź i Podbeskidzia Bielsk-Biała zdarzać się mogą częściej.

Kategoria: Sport / Komentarze: (0)


Sierpień 2011

APOEL Nikozja – Wisła Kraków 3:1

Dawno już nie miałem tak rozchwianych emocji podczas oglądania meczu. Z jednej strony liczyłem na awans polskiej drużyny do elitarnej ligi mistrzów, z drugiej zaś widząc jak grali w wyjazdowym spotkaniu z drużyną z Cypru, musiałem się pogodzić z tym co się wydarzyło. Wisła przegrała po bardzo słabym meczu w Nikozji 3:1, a w dwumeczu 3:2.

Już długo przed meczem mówiono, że APOEL to trudny przeciwnik, a w połączeniu z własnym stadionem, kibicami i pogodą, rozniosą Wisłę. Tak też się stało. Już od pierwszej minuty cisnęli niewiarygodnie naszą drużynę. Nadzieje miałem do 28 minuty, czyli do czasu gdy z rzutu rożnego bezpośrednio Manduca strzelał na bramkę, a gol padł po samobójczym uderzeniu bramkarza Pareiki. Już od tej pory wiadomo było, że wiślacy nie są w stanie strzelić tu gola i liczyć można było tylko na dogrywkę i ewentualne rzuty karne. Zdziwiło mnie troszkę, że zawodnik mierzący 168 cm czyli Małecki, krył krótki słupek bramki. Gdyby tam stał ktoś wyższy, bramki na pewno by nie było. Po gwizdku kończącym pierwszą połowę meczu statystyka posiadania piłki wyglądała następująco – 66% na korzyść gospodarzy i 34% po stronie Wisły.

Kilka minut po wznowieniu gry padł drugi gol dla APOELU. Tym razem gola strzelił piłkarz drużyny cypryjskiej Ailton i już w tym momencie „pochowałem” drużynę Wisły. W 71., minucie meczu wydarzyła się rzecz nieprawdopodobna. Wiślacy strzelili gola, a dokładniej Cezary Wilk. Ten wynik dawał awans drużynie w Polski. Byłem w wielkim szoku, bo widząc styl gry nie wierzyłem, że awans do LM może stać się faktem. Czuć było w powietrzu gola dla gospodarzy, bo nie potrafiliśmy wymienić trzech podań, a podejście pod bramkę przeciwnika było wyczynem dziś niemożliwym do osiągnięcia. W 87., minucie słowo ciałem się stało i straciliśmy trzeciego gola, który dał awans APOEL-owi Nikozja.

Trzeba to sobie powiedzieć szczerze. Nie awansowaliśmy po raz kolejny do ligi mistrzów, bo na to po prostu nie zasłużyliśmy. Piłkarze krakowskiej Wisły grali tak, jakby mierzyli swoje siły z FC Barceloną, a wynik remisowy dał im bonus w wysokości 10 milionów dolarów na głowę. Przegrali, bo byli słabsi i przegrywając w takim stylu z taką drużyną, nie widziałbym ich w lidze mistrzów z kimkolwiek by się tam spotkali. Jeśli to był przedsmak najlepszej ligi klubowej na świecie, to awans do ligi europejskiej uważam za lepsze rozwiązanie tak dla kibiców, jak i piłkarzy. Tutaj jest jakaś szansa trafić na słabszy klub, w lidze mistrzów taka postawa wiślaków byłaby standardem. Marzenia o lidze mistrzów odpłynęły wraz z Wisłą, ale nie ukrywam, że po takiej grze ból ten jest troszkę mniejszy.

Kategoria: Sport / Komentarze: (0)


Str. 5 z 16««3456710»»

Maj 2012
P W Ś C P S N
« kwi    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

hahahaha...

Witam. Zapraszam do Nas, u nas statystyka wszystkich spotkań, a nie tylko wybranych typów. Można sprawdzić swoje typy pod kątem sieci neuronowej....

Niestety muszę się zgodzić z Kurduplem. Moja strona też początkowo została wyceniona na 450 zł. I co..po dwóch tygodniach dostałem identyczną informację że zmni...

„Dentysta”
The Dentist
USA, 1996
Rez: Brian Yuzna
„Bractwo Strażników Ciemności”
The Sentinel
1977 USA
Rez: Michael Winner
„Pogrzebany”
Buried
2010, Francja, Hiszpania, USA
Rez: Rodrigo Cortés
Serwis istnieje 1128 dni (17/04/2009), posiada 318 wpisów i pagerank=3


2009-2012
statystyka