Tag -> dziwne
Październik
2009
Jak świat długi i szeroki, zawsze mówiło się na nim o tolerancji. Za młodu uczono mnie, że nie wolno potępiać ludzi za to, że mają inny kolor skóry, słuchają innej muzyki, chodzą do innego kościoła, czy mają całkowicie inne zamiłowania… Dzięki temu dziś staram się być tolerancyjnym w stosunku do innych na tyle, na ile pozwala mi wewnętrzny rozsądek. W obecnych czasach uważam jednak, że pojęcie tolerancji jest nadużywane do osiągnięcia „niebezpiecznych” celów. Tak na przykład w białostockim prywatnym przedszkolu czyta się dzieciom bajki, w których głównymi postaciami opowiadań są dzieci i ich rodzice – tatuś i tatuś oraz mama i mama. Przerażające jest dla mnie to, że dla nauczycieli, rodziców i władz miasta nie ma w tym nic dziwnego. Nie jestem przedstawicielem „młodzieży wszechpolskiej” ani innej organizacji przeciwko pedałom i lesbijkom. Toleruję tych ludzi jak wszystkich innych, jednak posiadanie przez nich dzieci w wyniku adopcji, czy innej wypaczonej metody uważam za pomysł postrzelony tym bardziej, że uczy się dziś dzieci, aby w przyszłości tolerowały ten dziwny model rodziny…
Idąc z duchem czasu i słuchając własnego „ja”, uważam dziś sztuczną metodę in vitro za – wręcz niezbędną. Miliony polskich rodzin nie mogą mieć dzieci z przeróżnych powodów, więc uważam tą formę pomocy za całkowicie normalną. Jednak jestem wstanie zrozumieć również obawy tej metodzie „pozyskiwania” dzieci. Przecież każdy mógłby na tyle naginać prawo, aby lesbijki mogły zachodzić w ciążę tą metodą i wychowywać swoje dziecko tak, jak uczą w białostockim przedszkolu….
Uczenie młodych ludzi, że homoseksualizm jest normalny i posiadanie przez nie dzieci jest całkowicie naturalne, uważam za naprawdę niebezpieczne i głupie. Dzieci powinny uczyć się o tym, że rodzina powinna składać się z mamy – kobiety, i taty – mężczyzny, aby w przyszłości same mogły tworzyć taki model przykładnej rodziny. Nie mam nic przeciwko, że dorastające dzieci, gdy dowiedzą się o parach tworzonych przez osoby jednej płci uznają to za obrzydliwe i nienormalne. W końcu lepsze to, niż miałyby brzydzić się naturalnym modelem rodziny. Skoro już tak daleko zabrnięto w nauczaniu tolerancji w przedszkolu, to boję się, że przez przypadek pana Polańskiego, nauczanie pedofilii też stanie się naturalne.
Uciekajmy więc od takiej metody wpajania na siłę tego, czego nauczyliśmy się w życiu dorosłym. Nie zacierajmy dzieciom granicy między tym co normalne, a co nie, między tym co dobre, a co złe. Pokazujmy im, że kolor biały jest inny niż czarny, a nie, że czarny jest taki sam jak biały – chyba, że mowa o kolorze skóry…
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)
Czerwiec
2009
W sobotę 27 czerwca od godziny 19:00, na ulicach Warszawy pojawią się zombie. To nie jest żart, ale bardzo fajna akcja fanów tego gatunku filmów grozy. Tegoroczny przemarsz na być już trzecim tego typu spacerem umarlaków. Ludziska przebierają się w stare podarte ciuchy, charakteryzują się sztucznymi bliznami, polewają sztuczną krwią i maszerują przez miasto. Na przygotowanie organizatorzy dają 30 minut i w drogę. Powolne ruchu i jęki wydobywające się z gardeł, pewnie przerazi niejednego gapia. Szczególnie tych, którzy nie będą mieć pojęcia, że coś takiego ma przejść ulicami miasta. Jak zapewniają organizatorzy, w przemarszu biorą udział mieszkańcy całej Polski, a nawet z zagranicy.
Z wielką chęcią wziąłbym udział w tej zabawie, szczególnie że jestem fanatykiem zombiaków, to znaczy filmów z nimi w roli głównej. Jednak o akcji dowiedziałem się troszkę za późno, a droga do Warszawy też długa. W przyszłym roku postaram się wybrać na przemarsz, tak dla jaj. Więcej o akcji „Zombie Walk” znajdziecie na stronie http://zombie-walk.prv.pl.
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)
Czerwiec
2009
Dziś przyjechała do mnie siostra ze swoim mężem. Opowiedzieli mi dziwną historię, którą skojarzyłem sobie z filmem „Oszukać przeznaczenie”. Dziwnie się poczułem, bo nie pamiętam żebym kiedykolwiek wcześniej słyszał o dziwnej rzeczywistości, która miała swoje miejsce w filmie. Zazwyczaj działo się wszystko na odwrót.
Kilka dni temu samolot Airbus 330 lecąc z Rio de Janeiro do Paryża, zniknął po trzech godzinach lotu z radarów. Okazało się, że spadł do oceanu Atlantyckiego z ponad 220 pasażerami na pokładzie. Przyczyny do tej pory nie są znane i nie wiadomo czy kiedykolwiek będą. Jednak nie o tą katastrofę chodzi, lecz opowieść mojej siostry. Pewna kobieta Johanna Ganthaler wraz ze swym mężem spóźniła się na lot 447, który to feralnego dnia się rozbił. Małżeństwo z Włoch dostało się na najbliższy wolny lot do Europy. Nie wiadomo dokładnie gdzie wylądowali… Jadąc samochodem na terenie Austrii, zjechali na przeciwległy pas ruchu i uderzyli czołowo w nadjeżdżającą z przeciwka ciężarówkę. Kobieta zginęła na miejscu, a mężczyzna jest w stanie krytycznym w szpitalu. (więcej…)
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)
Czerwiec
2009
Kilka lat temu obejrzałem film „Dzień Świstaka”. Bardzo ciekawa komedia, w której główny bohater (Bill Murray) reporter pogody, musiał jechać ze swoją ekipą do Punxsutawney, by zdać relację z odbywającego się tam dnia świstaka. Z powodu wielkiej śnieżycy, nie udało im się wyjechać tego samego dnia, więc musieli zostać w hotelu na kolejną noc. Następnego ranka okazało się, że znów jest dzień świstaka i akcja ta powtarzała się kilkanaście razy. Tak w skrócie przedstawiłem Wam akcję, żebyście wiedzieli o czym mówię i wcale nie chodzi mi o film…

Każdego poranka naszego bohatera budził tajemniczy radio-budzik, który zamiast wskazówek miał klapki (na zdjęciu obok). Przez długi czas marzyłem o tym, by stać się posiadaczem podobnego sprzętu. Poszukiwałem w „google” takiego zegarka. Nie mogłem nic znaleźć, ponieważ tak naprawdę nie wiedziałem jeszcze, że ten zegarek nazywa się po prostu „klapkowy”. Trafiłem na niego całkiem przypadkowo, wpisując hasło „zegarek dzień świstaka”. Wtedy to właśnie odkryła się przede mną tajemnica nazwy i wszelkich danych tego sprzętu.
Zegarki te zaczęto produkować w latach 70tych ubiegłego wieku. Za przeskakiwanie klapek odpowiedzialne są dwa silniczki, wprawiające w ruch minuty i godziny. Ponieważ zegarki te posiadają silniczki działające na częstotliwości 60 Hz, a w naszych gniazdkach jest 50 Hz. Z tego tytułu zegarek klapkowy podłączony do prądu, będzie się późnił około czterech godzin na dobę! Warto więc przed zakupem upewnić się, czy nie będziemy mieć z tego tytułu problemów z czasem. Jeśli zdecydowalibyście się zakupić owe cacko, polecam wam kupić model na baterie. Mamy wtedy pewność, że wszystko będzie działać bez zarzutu i spóźnień.
Obecnie na rynku znajduje się wiele modeli takiego zegarka. Ich cena waha się między 30 a 700 zł. W polskich sklepach internetowych nie mamy aż tak dużego wyboru jak w serwisach zagranicznych. Nie wiem czy spowodowane jest to małym popytem, czy jego ceną. Ja ten zegarek dostałem w prezencie na gwiazdkę, a zakupiony był w „Plazie” w Poznaniu w sklepie z pierdołami dla młodzieży „Flo”. Jego cena to 49 zł. Do działania wystarczą dwa standardowe „paluszki”.
Początki ze zrozumieniem działania tego zegarka były dla mnie dość trudne. Po ustawieniu godziny i włożeniu baterii, klapki zaczęły poruszać się dopiero po około 4 minutach. Ustawiając godzinę, musiałem dodać cztery minuty i wystartował zgodnie z czasem. Na samym początku patrzyłem w klapki bez opamiętania. Leżałem w łóżku do trzeciej w nocy i odliczałem czas. Wtedy właśnie zauważyłem, że klapki nie przeskakują zawsze równo co 60 sekund. Niektóre minuty przeskakują co 56 sekund, a inne 64 sekundy. Jednak w rezultacie mierząc czas przez godzinę, chodzi co do sekundy. Nie wiem, czy mój model jest wadliwy, czy te zegarki tak działają, ale czasami podczas sprzątania, gdy muszę go przestawić w inne miejsce i za mocni nim ruszę, zawiesza się. Często po takim ruszeniu, gdy klapki dojdą do minuty 49, zawiesi się na 15 minut i ruszy. Wtedy znów muszę walczyć, aby dobrze go ustawić. Nie jest to aż tak uciążliwe, ponieważ zdarza się to bardzo rzadko. Przez ostatnie 3 miesiące nic złego się nie działo, a jego dokładność jest wręcz imponująca.
Muszę wam powiedzieć, że ten gadżet to bardzo fajna sprawa. Każdy, kto do was przyjdzie zwróci na niego uwagę i będzie się nim zachwycał. Jestem z niego bardzo zadowolony, choćby z tego powodu, że jego egzotyka w naszym kraju sprawia, że jest wyjątkowy. Dzięki temu prezentowi, spełniły się moje marzenia o jego posiadaniu.
Aktualizacja 3.11.2010
- Wreszcie powstał sklep internetowy, zajmujący się sprzedażą zegarów klapkowych. Teraz mamy do wyboru zegary, których wcześniej nie można było kupić w naszym kraju. Są one wyjątkowo ładne i nie za drogie.
- www.zegary-klapkowe.com
Szukasz zegarka:
- Ade Line Wrocław – importer zegarów klapkowych flo-store.com
- na „allegro” zobacz
- na ebay zobacz
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
17)
Maj
2009
Wymyślono już wiele ciekawych, śmiesznych, niepotrzebnych i interesujących gadżetów. Wiele z nich jest jedynie ciekawym dodatkiem na nasze półki, odbijane z kąta w kąt. Dziś z poczty elektronicznej korzysta coraz więcej osób. Powiadamiacz e-mail wydaje się świetnym urządzeniem, które da nam cynk, że dostaliśmy wiadomość elektroniczną.

Mała puszka w kształcie prostokąta przypominająca kopertę z zamontowanym światełkiem w środku, kładziemy na biurko, podłączamy przewodem do portu USB i konfigurujemy z naszą pocztą. Współpracuje z: Hotmail, Gmail, Yahoo Mail, Outlook, Outlook Express, POP 3. Jego wymiary: 7,5cm x 7,5cm x 3cm. Potrafi świecić trzema różnymi kolorami: niebieskim, czerwonym i zielonym i powiadamiać nie tylko o nadejściu poczty, ale także stopnia zapełnienia skrzynki.
Mam niegroźną paranoję na punkcie tego typu gadżetów i jestem pewien, że znajdzie się on wkrótce na moim biurku. W tej chwili mam inne, ważniejsze wydatki, więc przyjdzie mi jeszcze troszkę poczekać na jego zakup.
Koszt tej zabawki to około 80 zł, ale warto poszperać w internecie, bo często tego typu gadżety mają bardzo zróżnicowaną cenę. Ja znalazłem ten produkt na stronie 2Future.pl.
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)