Tag -> hobby
Październik
2009
Każdy z nas potrzebuje od czasu do czasu nagłego skoku adrenaliny – przynajmniej tak mi się wydaję. Ja uprawiam te bezpieczne skoki oglądając maniakalnie horrory. Niektórzy (czyt. siostra, szwagier, dziewczyna) uważają to za głupie, że cieszę się z oglądania krwawych, pełnych rzezi scen, które wywołują u mnie strach i zadowolenie zarazem. Mam wrażenie, że czasami gdy na mnie patrzą podczas oglądania takich filmów boją się, że sam mógłbym zrobić coś podobnego do tego, co robią złe postacie w horrorach. I mają troszkę racji, choć nie do końca. Gdy oglądam filmy z gatunku grozy i są przy mnie inne osoby, moje zachowanie bywa czasem dziwaczne. Podczas podcinania gardeł, rozpruwania flaków czy innych sadystycznych traktowań przeciwnika, pokazuje się na mojej twarzy uśmiech, który świadczyć może, że mam nie po kolei w głowie. Ale co ja na to mogę poradzić, że zazwyczaj kibicuję żądnemu krwi potworowi, a nie ofierze jak to standardowo bywa. Właśnie dlatego, gdy oglądam film w towarzystwie moje zachowanie może budzić duże wątpliwości.
Uśmiech z twarzy szybko mi znika, albo nawet nie pojawia się wcale, gdy oglądam film sam. Wieczór, najlepiej jesienią lub zimą, za oknem zimno, pada deszcz, i słychać wycie lisów (słyszeliście kiedyś? – o maj gat). Mieszkam bowiem w małej malowniczej wiosce, obok mam tylko trzy domki sąsiadów, którzy odwiedzają mnie raz w miesiącu. Poza mini są tylko pola, lasy i dzika zwierzyna. Pikanterii dodaje duży, piętrowy dom i samotnie spędzane wieczory. Jeśli w takich okolicznościach włączam horror, a szczególnie o duchach zaraz zaczynam słyszeć, że w domu coś się porusza, coś uderzy, a gdy przypomnę sobie, że w tym domu zmarły wcześniej dwie osoby, włosy stają mi dęba.. Oglądając filmy w takich okolicznościach, nie mam na twarzy wymalowanego uśmiechu i nie „kibicuje” już zjawom, czy mrocznym postaciom. Trzęsę się jak galareta, a strach sprawia, że przykrywam się mocno kołdrą.
Mimo tego straszliwego doznania, które rozgrywa się tylko i wyłącznie w mojej głowie, czuję się wtedy przecudownie. Strach, który otacza mnie podczas oglądania filmu i przenosi go do mojego bezpiecznego świat sprawia, że podnoszący się poziom adrenaliny w mojej głowie podprowadza mnie do zaspokojenia swoich ekstremalnych potrzeb. Wiem, że to nie to samo co skok na bandżi czy ze spadochronem, ale też jest przyjemne i co najważniejsze – bezpieczne.
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)
Maj
2009
Odkąd obejrzałem film „Więcej Czadu” z Christianem Slaterem w roli głównej, wpadłem w niegroźną paranoję na punkcie pirackiego radia. Od tego czasu śmiało minęło 15 lat, ale ta paranoja nie znika. Pamiętam jak z kolegami chcieliśmy stworzyć taką rozgłośnię, ale wtedy (lata 97,98) nie mieliśmy dostępu do internetu i zakup takiego sprzętu był praktycznie niemożliwy. Obdzwoniliśmy wszystkie punkty naprawy RTV i staraliśmy się namówić ich pracowników, aby zechcieli skonstruować nam takie cudo. Niestety nie udało się. Kilka lat później, w 2001 roku po mojej przeprowadzce na wieś i po poznaniu kilku ludzi trafiłem na szaleńca z podobną paranoją do mojej. Za pomocą internetu udało nam się zakupić naprawdę dobry nadajnik z anteną.
Buntując się przeciwko komercyjnym radiom, nadawaliśmy muzykę rockową, którą do dziś uwielbiamy. Mieliśmy nawet małą stronę internetową, która miała pomagać nam w promowaniu radia. Nadajnik odpalaliśmy głównie wieczorami, bez konkretnej godziny rozpoczęcia. Po kilku miesiącach jakiś redaktor gazety ogólnopolskiej wysłał do nas e-maila z prośbą o spotkanie i opowiedzeniu mu całej historii naszej misji – po co, dlaczego, za ile. Pamiętam to bardzo dobrze, ponieważ tak oboje napaliliśmy się na to, że będziemy popularni, że o niczym innym nie mówiliśmy. Wtedy po szczegółowym opisie tego, jak miałoby wyglądać nasze spotkanie dowiedzieliśmy się, że ów redaktor chciałby do nas przyjechać i zobaczyć jak na żywo nadajemy i jak to wszystko wygląda. Po wielkiej euforii czas na wielkie boom. Nie zgodziliśmy się na to i cała kariera minęła. Po kilku miesiącach ukazał się artykuł o piratach z Krakowa i Słupska.
Po jakimś roku od pierwszej emisji, nie wiedząc czy ktoś nas słucha, czy ktokolwiek w ogóle o nas wie postanowiliśmy, że nie będziemy więcej wyrzucać swoich żali do eteru. Zastanawialiśmy się jak to jest, że nawet policja się nami nie interesuję – normalnie państwo bezprawia
. Tak szybko jak zaczęliśmy, tak szybko zakończyliśmy naszą działalność. Problem polegał głownie na tym, że mieszkamy w małej wiosce, a do najbliższego miasteczka dzieliła nas odległość 10 km. Mimo, że słychać nas tam było, słyszalne były szumy i szelesty. Po odłączeniu nadajnika szybko pojawił się on na aukcji allegro. Tak zakończyła się moja przygoda z pirackim radiem.
Od samego początku swojego zainteresowania pirackim radiem przeglądam internet w poszukiwaniu innych stacji radiowych. Widoczny jest w Polsce wielki spadek zainteresowaniem tego typu medium. Przynajmniej strony internetowe, praktycznie wszystkich stacji zniknęły bez śladu. Jedynie w google pojawiają się dwa znane mi już od dawna serwisy – http://www.bzdetka.qs.pl oraz http://www.mmfm.republika.pl.
Mimo, że dziś już jestem starym zgredem, to jednak bardzo żałuję, że sprzedałem swój nadajnik. Nie wiem jak to się stało, że postanowiłem go oddać w obce ręce. Dziś z wielką chęcią wróciłbym do tego. W dzisiejszych czasach promowanie czegokolwiek w tak małym środowisku jest bardzo proste. Wystarczy zainteresować sobą lokalne media, mam tu na myśli internet, a reszta w przekazie z ust do ust trafi wszędzie…
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
2)
Kwiecień
2009
Na podstawie systemu „fortuna 100″, opracowałem dość dobry system typów, aby można było uciułać coś dla siebie. Wybieram sobie stawkę od jakiej zaczynam grę i w razie niepowodzenia mnożę ją x2 – jak w progresji. Różnica polega na tym, że nie obstawiam wariantów jedynkowych (zwycięstw gospodarzy) czy remisowych spotkań. Obstawiam remisy w pierwszej połowie we wszystkich meczach ekstraklasy…
Mecze polskiej ligi są w taki sposób ułożone, że nie nakładają się na siebie, ze względu na transmisję wszystkich meczy na dwóch kanałach – Canal+Sport i Orange Sport. W tym przypadku śmiało możemy sobie obstawić wszystkie osiem meczy, a dokładniej mówiąc osiem połówek spotkań. Rzadko się zdarza obyśmy trafili później niż za czwartym razem. Najczęściej trafiamy za drugim, trzecim razem, a często zdarza się kilka trafionych pod rząd.
Przy kursach zazwyczaj 2 zł, wygramy zawsze taką kwotę jaką zaczęliśmy grać. Jeśli zaczynamy grę od 50 zł i trafimy za pierwszym razem, to uzyskujemy wynik 100 zł – 50 zł = 50 zł. Przy tym kursie nawet jeśli trafisz za czwartym razem za 400 zł, to i tak czysty zysk wyniesie 50 zł. Jeśli na osiem meczy, trafisz tylko trzy, to i tak masz 150 zł w kieszeni.
Przedstawiłem Wam swój punkt widzenia. Polecam Wam zainteresować się tymi typami i przeanalizować je sobie najpierw na kartce. Pamiętajcie jednak, że to tylko gra i wszystko może się zdarzyć, dlatego grajcie ostrożnie i nie szalejcie ze stawką początkową.
Kwiecień
2009
Od momentu gdy zainteresowałem się zakładami bukmacherskimi, poszukiwałem różnych systemów gry, tak by nie tracić pieniędzy na wtopione kupony. Trafiłem przypadkiem na system „fortuna 100″, zwany również „progresją”. Aby przybliżyć Wam jego naturę podam Wam dwa przykłady, którymi się zachwyciłem.
WARIANT „JEDYNKA” – ZALECANY POCZĄTKUJĄCYM.
Wariant ten polega na codziennym stawianiu na zwycięstwo pierwszej w kolejności drużyny (czyli drużyny będącej gospodarzem spotkania). Należy dobierać takie spotkania, w których otrzymamy naszą stawkę razy co najmniej 2,10, ale nie więcej niż 2,5. Jeśli trafimy – nazajutrz otrzymamy wygraną
. Jeśli nie trafimy – jutro stawiamy DWUKROTNIE wyższą
kwotę na kolejne zwycięstwo gospodarzy w kolejnym wydarzeniu sportowym. Osoby śledzące wydarzenia sportowe będą
miały w pewien sposób ułatwione zadania, choć doświadczenie graczy z innych krajów pokazuje, że kobiety (nawet te zupełnie nie zainteresowane sportem) uzyskują
wręcz fantastyczne wyniki grając tym systemem. Dzieje się tak dlatego, że do udziału w zakładach sportowych zupełnie nie jest potrzebna jakakolwiek znajomość tematyki sportowej itd. Absolutnie nie trzeba być znawcą
sportu by wygrywać w zakładach sportowych.
WARIANT „REMISOWY” – ZALECANY DOŚWIADCZONYM GRACZOM
W tym wariancie wygrane są zawsze wyższe, jednak bywa, że na wygraną
czeka się też znacznie dłużej. Ponieważ za X (czyli remis) zazwyczaj otrzymamy wygraną
w wysokości NASZA STAWKA RAZY 3, to trafienie za np. 3 lub czwartym razem daje sporo gotówki, ale jeśli trafimy dopiero za 6 lub 7 razem, to wtedy dopiero wygrana będzie wprost imponują
ca.
Czyli paradoksalnie IM DŁUŻEJ NIE TRAFIAMY, TYM WIĘCEJ WYGRAMY! Ta dziwna reguła znajduje pełne potwierdzenie w praktycznych przykładach gry i jest doskonale znana grającym tym właśnie wariantem. Do podjęcia decyzji o grze wariantem remisowym, wymagane jest jednak naprawdę spore doświadczenie i szczęście, ponieważ „remis” w wydarzeniu sportowym występuje nie tak często jak wygrana jednej z drużyn, więc na wygraną
będziemy czekali dłużej.
GRA MOŻE PRZEBIEGAĆ TAK:
1) dzień pierwszy – stawiamy na remis za 2 zł, jeśli nie będzie remisu, to:
2) dzień drugi – stawiamy na remis za 4 zł – jeśli trafimy otrzymamy około 12 zł, a jeśli nie to:
3) dzień trzeci – stawiamy 8 zł – jeśli trafimy to wygramy ok. 24 zł – jeśli nie to:
4) dzień czwarty – stawiamy 16 zł – ewentualna wygrana to 48zł, jeśli nie trafimy to w kolejnym dniu musimy znów podwoić naszą stawkę, czyli:
5) dzień piąty – stawiamy 32 zł – ewentualna wygrana to 96 zł lub jeśli po raz piąty nie będzie remisu, to znów musimy podwoić postawioną
kwotę:
6) dzień szósty – stawiamy 64 zł – ewentualna wygrana to nieco poniżej 200zł, jeśli nie trafimy to w kolejnym dniu znów podwajamy:
7) dzień siódmy – stawiamy 128 zł – jeśli tym razem będzie remis to otrzymamy około 380 zł – jeśli nie to znów musimy podwajać aż do skutku.
Proszę zwrócić uwagę, że im później trafi się remis, tym większy jest zysk z gry! Dla przykładu jeśli trafimy już w trzecim dniu to nasz zysk wyniesie około 10 zł, jeśli w dniu czwartym to łącznie wygramy około 18 zł, jeśli w piątym dniu zysk wyniesie 32 zł, jeśli w dniu szóstym – zarobimy ponad 60 zł, a jeśli dopiero w dniu siódmym, to łącznie zyskamy około 130 zł. Trudno się więc dziwić, że doświadczeni gracze stosują
ten system (i to grają
c naprawdę wysokimi kwotami!) jednak dla początkującego gracza bardziej stosowny jest wariant 1.
MOJE DOŚWIADCZENIA:
Zagrałem kilka razy wariantem jedynkowym i remisowym, jednak nie mam tak dużych środków finansowych, by grać nie tracąc przy tym włosów z nerwów. Nie popadajcie w euforię i uważajcie na pieniądze, które wydajecie. Postarajcie się zacząć od jak najmniejszej stawki. Mnożąc ją kilkukrotnie, możecie wydać dużo pieniędzy. Ja miałem już tego typu wpadkę zaczynając od 3 zł, przy ośmiokrotnym nie trafieniu musiałem postawić ponad 700 zł i dla mojego nieszczęścia nie trafiłem. Mimo to nadal uważam, że system jest świetny, ale trzeba obrać jakiś kierunek typów i być bardzo oszczędnym i uważnym.
MOJA PODPOWIEDŹ
W następnej notce opiszę Wam system gry i typów tak, by się opłacało.