Pierwszy mecz Wisły Kraków w eliminacjach do Ligi Mistrzów dał niespodziewany rezultat. Drużyna z półamatorskiej ligi estońskiej Levadia Tallin, który swoją historię zaczął pisać w 1998 roku, zremisował na wyjeździe z mistrzem Polski 1:1. Ze względu na budowę stadionu w Krakowie, mecz odbył się gościnnie w Sosnowcu, na stadionie tamtejszego Zagłębia. Droga do kolejnej rundy miała być prosta, a wynik oczywisty – takie komentarze można było czytać przed meczem.
Pierwsze 20 minut meczu były wyjątkowo nudne. Z każdej strony statystyka na zero. Po rozpoczęciu drugiej części pierwszej połowy, piłkarze zaczęli się ruszać po obu stronach boiska. Najładniejsza akcja ze strony Wiślaków miał Kirm, który trafił w poprzeczkę. W 41., minucie goście strzelili pierwszą bramkę i taki wynik trzymał się prawie do końca meczu. Dość, że do ostatniej chwili nie wiadomo było czy jakakolwiek stacja transmitować będzie ten mecz, to jeszcze w 47., minucie wielka ulewa w Sosnowcu uniemożliwiła dalszą relację z meczu. Wynik z tego taki, że tylko 2000 kibiców, którzy zakupili bilet miała to szczęście oglądać drugą połowę meczu. Chyba jednak przesadziłem z tym wielkim szczęściem, bo mecz był dość nudny, a ulewa ogromna. W 93., minucie meczu wyrównującą bramkę strzelił Cwieląg. Wynikiem 1:1 zakończył się pierwszy mecz drugiej rundy eliminacyjnej.
Ten wynik niczego jeszcze nie przesądza, ale daje mi mniej wiary w to, że wreszcie zagości u nas Liga Mistrzów. To chyba marzenie ściętej głowy, skoro z takim przeciwnikiem omal nie przegrywa się meczu, to trudno wierzyć w to, że w kolejnych rundach z trudniejszymi przeciwnikami będzie lepiej. Najbardziej irytują mnie teraz wypowiedzi przedmeczowe, że Levadia to słaby klub, który wygrywa tylko w swojej lidze, gdzie grają kelnerzy i górnicy. Droga miała być prosta, a na półmetku wydaje się dość wyboista. Jak mówili komentatorzy, to wina złego zgrania, które spowodowane jest przez krótki okres przygotowawczy. Czy to oznacza, że jeśli Wisła Kraków awansuje do decydującej rundy eliminacyjnej i zagra z klubem rozstawionym, który wcześniej nie brał udziału w eliminacjach, to znaczy że będzie faworytem? Nie sądzę! To tylko takie nudne polskie tłumaczenie. Levadia zagrała dziś dobre spotkanie i ma wielką szansę wyeliminować mistrza polski z dalszych eliminacji i tym samym awansować do kolejnej rundy. Na ostateczny rezultat trzeba będzie poczekać do przyszłego tygodnia. W przyszłą środę rewanż w Tallinie.
WAŻNE DLA KIBICÓW
Ponieważ telewizja estońska nie będzie transmitować rewanżowego meczu, a co za tym idzie, nie będzie produkować w ogóle jego sygnału, jest mało prawdopodobne, że mecz będzie transmitowany w Polsce. Morał z tego taki, że mecz rewanżowy – a raczej jego wynik, będziemy musieli śledzić w internecie lub telegazecie.
Do samego końca nie wiadomo było, kto zostanie mistrzem kraju. W ostateczności padło na Wisłę. Do końca też nie wiadomo było kto zostanie, a kto spadnie z ligi. Myślałem, że po raz pierwszy od kilku lat stanie się to w sportowym duchu. Na tą chwilę w sportowej walce spadają Górnik Zabrze i Cracovia Kraków, a w barażach zagra Arka Gdynia. Okazuje się jednak, że klub ŁKS Łódź może nie dostać licencji na grę w> ekstraklasie z powodów finansowych. W takim wypadku. to piłkarze z Łodzi zostaną automatycznie zrzuceni na ostatnią pozycję lub do strefy barażowej, a spadnie tylko klub z Zabrza, lub od baraży uchroni się Arka.
Mistrzem kraju bez żadnego sporu została Wisła Kraków. Drugim miejsce zajął Lech Poznań z taką samą ilością punktów co zajmująca trzecie miejsce Legia Warszawa. W przypadku takiej samej ilości punktów, o pozycji w tabeli decyduje bilans meczów między dwoma zespołami. I tak Lech zremisował bezbramkowo z Legia u siebie i zremisował na wyjeździe 1:1, co w dwumeczu w systemie pucharowym daje wygraną poznaniaków, ponieważ strzelili gola na wyjeździe. Trener Legii Warszawa Jan Urban powiedział, że jest to nieuczciwy system, ponieważ jego drużyna mając gorszy bilans w meczach z Wisłą i Lechem, nie miała praktycznie szans na zostanie mistrzem kraju. Moim zdaniem jednak bardziej uczciwego systemu nie ma. Jeśli pierwsze trzy drużyny mają taką samą ilość punktów, top oczywiste, że muszą bić się między sobą o to, która jest lepsza i w ten sposób znajdujemy najlepszego z najlepszych. W lidze belgijskiej w razie takiej samej ilości punktów po ostatniej kolejce, o tytule mistrzowskim decyduje rozegrany dodatkowo mecz i rewanż. To jest dopiero chore, po co rozgrywać dodatkowe mecze, skoro już się rozegrały w lidze.
Wisła zagra w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, Lech i Legia zajmując w lidze odpowiednio drugie i trzecie miejsce w Lidze Europejskiej. W lidze holenderskiej wymyślono naprawdę szalony pomysł na to kto zagra w LE. Drużyny zajmujące miejsca od 5 do 8 grają między sobą mecze systemem pucharowym i zwycięzca finałowego dwumeczu dostaje się do pucharów. Jest to dość nieuczciwe, ponieważ między piątym a ósmym miejscem jest aż 15 punktów różnicy. Walka przez cały sezon nie rozstrzyga, kto zagra w LE, tylko chwilowa dyspozycja walczących klubów. Mam tylko nadzieję, że w naszej lidze włodarze nie wpadną na taki pomysł.
Nie jestem kibicem konkretnego klubu, ale zawsze staram się trzymać kciuki za tych, którzy mają ładny stadion piłkarski. Jak widzę w ekstraklasie takie stadiony jak Odry Wodzisław czy Arki Gdynia, to żal ściska. Bardzo liczyłem na spadek wodzisławian, gdynian i Cracovii. W rzeczywistości spadł Górnik Zabrze i Cracovia Kraków, a do baraży dostała się Arka. Liczę na to, ze trzecie miejsce w pierwszej lidze zajmie Korona Kielce i rozwali słabiutki klub z trójmiasta.
W tym sezonie piłkarska ekstraklasa była wyjątkowo zacięta, do samego końca nie było wiadomo kto zostanie mistrzem kraju, a kto spadnie. Takiego sezonu nie pamiętam odkąd interesuję się piłką nożną, a trwa to już ponad dekadę. Do najwyższej klasy rozgrywkowej awansowały już – Widzew Łódź i Zagłębie Lubin. Mam nadzieję, że dostanie się do tego grana jeszcze Korona Kielce, który ma ładny stadion, tak samo jak nowo wybudowany stadion Zagłębia. Oby przyszły sezon był jeszcze bardziej emocjonujący, a dostęp do meczy łatwiejszy i tańszy.
W Krakowie i Chorzowie po ogłoszeniu przez Platiniego werdyktu, które z polskich miast będą organizować Euro 2012 doszło do wielkiego płaczu. Oba miasta zostały już definitywnie wyrzucone z kręgu zainteresowania UEFA. Teraz zrzuca się winy na polityków i PZPN. Wielkie szczęście, że żadna z polskich władz osobiście nie wybierała ostatecznie gospodarzy Euro 2012. To dopiero byłaby nagonka i walka, a odwołania od decyzji zakończyłyby się za 20 lat – sądy by nie poradziły sobie z ilością pozwów.

Co ważniejsze, od samego początku mówiło się o czterech miastach głównych i dwóch rezerwowych, a ludzie łudzili się że będzie inaczej. Osobiście dziwię się, że nie ma Krakowa w czwórce finalistów, bo to przecież wizytówka Polski. Pomijając ten fakt, niezadowoleni są również inne osobistości, które krytykują decyzję UEFA i szukają winnych. Na przykład Grzegorz Lato jest niezadowolony, że nie wybrano Chorzowa, bo jak podkreślał – grało mu się tam bardzo dobrze 30 lat temu. Albo niezadowolenie Piechniczka, że Kraków został odrzucony, bo według niego nie powinno pominąć się miasta gdzie Polska piłka stawiało pierwsze kroki. Panowie, jeden i drugi, mamy to gdzieś że wam się to nie podoba. Gdyby nie wybrano Poznania czy Gdańska, to wtedy zrozumiałbym rozpacz, ponieważ w tych miastach już mieli podpisane kontrakty na organizację EURO. Trzeba było wcześniej walczyć o swoje miasta i złożyć kandydatury. W Krakowie śmiano się z możliwości zorganizowania takiej imprezy, a gdy stało się to faktem, było już za późno.
Zaraz po ogłoszeniu przez Platiniego werdyktu zdziwiony byłem, że tak szybko i zdecydowanie wybrano cztery polskie miasta. Po stronie ukraińskiej jest już dużo gorzej, bo na obecną chwilę typowany jest tylko Kijów. Szkoda, że UEFA nie wybrała pięciu polskich miast, ale z drugiej strony byłoby to nie fair w stosunku do Ukrainy, dzięki której mamy w ogóle możliwość ekscytowania się i szczycenia tak wielką imprezą.
Jakby tego nie nazwać, jestem zadowolony z wyboru władz piłkarskich. Nowe stadiony w Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu będą naprawdę piękne. Ten w Krakowie czy Chorzowie nie są już tak ciekawymi projektami, ale na pocieszenie można powiedzieć, że też powstaną.