Tag -> liga europejska
Wrzesień
2011
Takim tytułem można z charakteryzować dzisiejsze występy w lidze europejskiej polskich drużyn. Wisła Kraków prowadziła na wyjeździe z Twente 1:0 i była w niebie, by po ostatnim gwizdku przełknąć piekielną porażkę 4:1. Legia, choć przegrywała na własnym stadionie z Hapoelem Tel Awiw 0:1, a gra w pierwszej połowie nie dawała nadziei na coś więcej, to w ostatecznym rozrachunku wygrała 3:2.
Po dwóch kolejkach Ligi Europy widać, że dla Wisły gra w tych rozgrywkach jest wielkim wyzwaniem. Po raz drugi piłkarze z Krakowa przegrali swoje spotkanie z europejskim średniakiem. Co by było, gdyby to drużyna przypadkowo zagrała w Lidze Mistrzów zamiast APOEL-u Nikozja? Pewnie koszmarnie, bo przeciwnikami byliby piłkarze FC Porto, Zenitu Sankt Petersburga i Szachtara Donieck. Grając z drużynami sklasyfikowanymi o ligę niżej – Odense i Twente, Wiślacy stracili 7 bramek, strzelając tylko dwie. Teraz przyjdzie im zagrać dwukrotnie z Fulham Londyn i powiem szczerze, że przy tej grze nie będą raczej w stanie zdobyć nawet punktu.
Legia Warszawa przegrała pierwsze spotkanie z PSV na wyjeździe 1:0 i choć gry nie widziałem, to jednak wynik mimo porażki wcale nie był tak straszny. PSV w lidze holenderskiej seryjnie zdobywa po kilka bramek na mecz, więc nadzieje na lepsze jutro jakoś było widać. Dziś, po pierwszej połowie nadzieje szybko poszły na bok. Piłkarze z Izraela grali z naszymi jak chcieli. Szybka klepka, dokładne podania i bramka w 30., minucie, która przypieczętowała lepszą grę rywala. Skoro u siebie nie da się wygrać z tą drużyną, to z kim, gdzie, i kiedy – pomyślałem. Na szczęście w drugiej połowie piłkarze Legii pokazali swój pazur. Grajkowie z Tel Awiwu nie pokazali już tak dokładnej gry. Przyciśnięci przez Warszawiaków ofiarnie blokowali dostępu do swojej bramki. Na szczęście Ljuboja strzałem głową, Komorowski z rzutu karnego i Radovic po świetnym podaniu Ljuboji strzelili w drugiej połowie trzy bramki, tracąc jedną. W rezultacie Legioniści wygrali mecz 3:2.
Na trybunach pokazano trenera reprezentacji Polski Franciszka Smudę, który pewnie miał już po tym meczu bardziej klarowną sytuację, kto znajdzie się na jego liście powołań do kadry. Ja nie wiem kogo wybierze, ale pewnie myśli nad Ljuboją i Radoviciem, a może powoła tych dwóch. To nic, że obaj są Serbami. Skoro w kadrze mamy Niemców, Francuzów i Brazylijczyków, to dlaczego nie powołać Serbów skoro imponują formą?
W lidze Europy Legia zdobyła trzy punkty i nadal liczy się w walce o awans z grupy. Teraz przyjdzie im zagrać dwumecz z pogromcą Śląska Wrocław – Rapidem Bukareszt. Prawdopodobnie te dwa spotkania zdecydują kto obok PSV awansuje dalej. Mam nadzieję na dobre wyniki i większą frekwencję na meczach. Trudno będzie Legionistom zapełnić stadion, skoro na meczu Ligi Europy nie zasiadł komplet widzów. jest tylko nadzieja, że z PSV i Rapidem przyjdzie więcej widzów.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Wrzesień
2011
Dziś odbyły się mecze pierwszej kolejki ligi europejskiej. Po raz pierwszy do tej fazy rozgrywek przystąpiły dwa polskie kluby. Jak to już ostatnio bywa, mecz Legii dostępny był tylko dla abonentów Cyfrowego Polsatu i ewentualnie telewizji kablowej. Drugi mecz Wisły z Odense pokazano na kanale otwartym TV4.
To miał być mecz fajny i ciekawy. Wisła zagrała z klubem ze swojej niskiej półki, co miało dać troszkę emocji. Po drugie Wiślacy grali u siebie, więc pełne trybuny, fajny doping i nowy stadion, to to, na co czekali kibice w całej Polsce. Nic bardziej mylnego. Przeciwnik okazał się z półki wyższej niż klub z Krakowa, a mecz u siebie wcale nie był atutem dla gospodarzy. Stadion choć nowy, ma trybunę boczną oddaloną od murawy o 20 metrów, która w dodatku nadal jest nieczynna, a na zmagania pucharowe przyszło niespełna 13 tysięcy kibiców, czyli o połowę mniej niż mogło przyjść. Nie wiem, czy kibice rozczarowani są brakiem awansu do ligi mistrzów, czy woleli obejrzeć go sobie wygodnie w fotelu przed telewizorem. Faktem jednak jest, że mecz nie był ani miłym wydarzeniem dla oka, ani ciekawy pod względem oprawy.
Pierwsza połowa zaczęła się lekką przewagą Odense. Po 15 minutach przewaga się zmniejszała, a do głosu dochodziła Wisła. W 28., minucie pierwsza groźna akcja ze strony krakowian. Po podaniu Meliksona do Kirma, ten będąc w sytuacji sam na sam nabił bramkarza i gola nie było. Trzeba powiedzieć, że piłkarze Wisły grają ostatnio tak, jakby bali się swojego przeciwnika, Niedokładne podania już we własnym polu karnym dawały szansę na gola dla Odense. W 38 minucie po kopnięciu na oślep obrońcy Wisły, piłka odbijała się od innych piłkarzy tej drużyny niczym w pinballu i trafiła pod nogi napastnika gości. Ten szansę wykorzystał i było 0:1.
Oglądając pierwszą połowę, nie widziałem nadziei na drugą. Jednak początek drugiej, dal nadzieję na lepszy wynik. Wisła ruszyła zdecydowanie pod bramkę przeciwnika. W 54., minucie masowe ataki wykorzystał Kirm, który doprowadził do remisu. Widać, że wiślacy walczyli o więcej, ale niedokładne podania bądź źle „ustawione celowniki” nie dały więcej goli na korzyść gospodarzy. Za to piłkarze Odense skutecznie rozegrali kontrę i druga bramkę dla przeciwników strzelił Utaka w 81., minucie. Później było już tylko gorzej. W doliczonym czasie gry goście ukąsili Wisłę jeszcze bardziej. Trzecią bramkę strzelił Fall i już było wiadomo kto ten mecz wygra, a kto przegra.
Zachwyty z awansu dwóch polskich klubów do ligi europejskiej szybko się skończyły. Pierwsze dwie porażki, Wisły z najsłabszym przeciwnikiem z grupy na własnym stadionie 1:3 i Legii na wyjeździe z najsilniejszym PSV 1:0. Nie wiem jak wyglądała spotkanie PSV z Legia, ale wynik mimo porażki daje jakąś nadzieję. Wisła w tych rozgrywkach jest moim zdaniem skończona. Po pierwszej kolejce nasze kluby nie zarobiły żadnych punktów do klasyfikacji pucharowej, więc nasz wynik się nie poprawia – co było pierwotnym celem. Szkoda, bo mogłyby one dać szansę na grę w eliminacjach od późniejszych rund, bądź dałyby szansę na grę w eliminacjach większej ilości drużyn.
Na razie musimy poczekać na punkty w Europie. Mam nadzieję, że następny mecz w kanale otwartym zobaczymy z udziałem Legii, bo na Wisłę już nie liczę…
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Sierpień
2011
Wisła Kraków pewnie pokonała Litex Łowecz w dwumeczu 5:2. Legia Warszawa wyszarpała awans przypadkową bramką na wyjeździe z Gaziantepsporem Kulubu. Śląsk Wrocław męczył się niemiłosiernie z Lokomotivem Sofia, ale ostatecznie awansował po serii rzutów karnych 4:2. Awans trzech klubów do finałowej rundy kwalifikacyjnej, to sukces którego dawno nie było.
Największe oczekiwania wśród polaków są na ligę mistrzów. Wisła Kraków w czwartej – ostatniej już rundzie zagra z cypryjskim APOEL Nikozja. I choć zapanowała euforia z wylosowanego przeciwnika, to jednak nie ma się co zbytnio podniecać. Mimo cypryjskich korzeni, zespół grał już w lidze mistrzów w sezonie 2009/10. W grupie z Chelsea Londyn, FC Porto i Atletico Madryt zdobył trzy punkty po trzech remisach, w tym 2:2 z Chelsea na wyjeździe. W zeszłym roku APOEL Nikozja odpadł w czwartej rundzie z hiszpańskim Getafe. Co by o nich nie pisać i nie mówić, w ostatnim czasie osiągnęli lepsze wyniki niż którykolwiek polski klub.
Legia Warszawa zagra z rosyjskim Spartakiem Moskwa, który w 2010 roku zakończył zmagania ligowe na czwartym miejscu w rosyjskiej ekstraklasie. Szkoleniowcem rywala Legii jest legendarny reprezentant Rosji – Walerij Karpin. Po osiemnastu kolejkach Premier Ligi „Czerwono-Biali” zajmują siódme miejsce w tamtejszej ekstraklasie. Choć osiągnięcia w tym i poprzednim sezonie nie były największe, to jednak Legii nie daję zbytnio szans na awans. Z taką grą jaką zaprezentowali w poprzedniej rundzie eliminacyjnej, nie mają szans z rywalem.
Śląsk Wrocław po męczarniach i ostatecznym awansie zagra w ostatniej rundzie z Rapidem Bukareszt. Tutaj kibice też upatrują szansę na awans. Rapid w poprzednim sezonie zajął 4., miejsce w swojej lidze. Jest to przeciwnik do przejścia, jeśli oczywiście Śląsk zagra na swoim przyzwoitym poziomie.
W tym sezonie w europejskich pucharach mogą wystąpić aż trzy polskie kluby. Najbardziej oczekiwana jest gra Wisły w lidze mistrzów, ale i w pucharze europy z chęcią zobaczylibyśmy nasze luby. Byłoby to niespotykane wydarzenie, gdy trzech naszych reprezentantów zdobywało punkty do rankingu. Gdyby tak się stało i w dodatku ów reprezentanci uzyskali dobre wyniki, wkrótce moglibyśmy wystawić więcej naszych klubów w eliminacjach, lub mogłyby one startować w ostatnich rundach.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Lipiec
2011
Oglądanie polskich zespołów na arenie międzynarodowej, to niezwykle wielka rzadkość. Gdy zdarza się już, że ów zespół gra w eliminacjach, to mecz z jego udziałem transmitowany jest przez stacje telewizyjne, które są mi niedostępne. I tak, aby popatrzeć na mecze eliminacji ligi mistrzów bądź ligi europy, musiałbym się zaopatrzyć w kolejny zestaw cyfrowej i płatnej telewizji. Przypadek jednak sprawił, że znalazłem w internecie transmisję rewanżowego meczu drugiej rundy kwalifikacji do ligi europejskiej, między Dundee United a Śląskiem Wrocław.
Włączyłem mecz wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Jak to już bywa z internetem, transmisja obrazu się urywała, ale na szczęście dźwięk został. Cóż, po angielsku, ale z podstawową jego znajomością można było wydukać, co się tam dzieje. Pierwszego gola dostaliśmy już w drugiej minucie meczu. Na drugiego trzeba było poczekać tyle samo czasu i po czterech minutach było już 2:0 na korzyść drużyny szkockiej. Z jednej strony szok, z drugiej śmiech. Tak to już jest z naszymi drużynami.
Mecz zaczął się rozkręcać, a my już mieliśmy debet na koncie. Nie wierzyłem w możliwości WKSu i zastanawiałem się jak ten wynik zostanie przyjęty przez dziennikarzy. Przez najbliższe dwa dni będziemy zapewne mówić tylko i wyłącznie o kolejnym „sukcesie” drużyny z pod sztandaru biało-czerwonej flagi – myślałem. Mimo dwóch szybkich ze strony Dundee kibice Śląska krzyczeli w stronę piłkarzy „czułe słówka”. „Gramy u siebie”; „nic się nie stało”; „jesteśmy z wami”.
Po kwadransie padła bramka dla Śląska Wrocław, a kibice Dundee milczeli, jakby ich nie było albo mowę im odjęło. Nasi piłkarze grali o niebo lepiej. Utrzymywali się przy piłce, prowadzili grę a co najdziwniejsze, podania były zagrywane z pierwszej piłki i to jeszcze dokładnie. Brakowało nam dokładności pod bramką przeciwnika i można by rzec, że kilku piłkarzy. Problemu tego nie mieli piłkarze United, którzy potrafili z przewagą zawodników atakować, jak i mieć przewagę liczebną w defensywie.
Pod koniec pierwszej połowy swoja koszmarną interwencją popisał się bramkarz gości Kelemen, który faulował rywala w polu karnym, za co został ukarany zółta kartką, a drużyna rzutem karnym pewnie wykonanym i wykorzystanym. Ta interwencja jak i kilka poprzednich w wykonaniu Kelemena pokazała, że w tym meczu ten zawodnik nie był w dobrej dyspozycji fizycznej jak i psychicznej. W lidze polskiej w poprzednim sezonie spisywał się fenomenalnie, a teraz popełniał szkolne błędy. Po pierwszej połowie 3:1 dla gospodarzy i zaraz przyszła na myśl historia występów Śląska Wrocław z Dundee United.
Druga połowa nie była już tak atrakcyjna jak pierwsza. Posiadanie piłki po stronie Wrocławian, a finał akcji pod bramką gospodarzy to strzały panu Bogu w okno, na rzut z autu bocznego lub po prostu ostatnie podanie nie docierało do egzekutora. Czas leciał szybko i nieubłaganie. Nerwy podnosiły swój poziom, a głęboka defensywa Dundee dawała sobie świetnie radę. Nie mogło być inaczej, skoro wszystkie akcje Śląska były wolno rozgrywane, a w dodatku czytelne. Za to kontry przeciwników były szybkie i konkretne. Co prawa nie udokumentowane golem, ale mogły się podobać.
Gdy byłem już pełen niewiary w możliwości naszych piłkarzy, Sebastian Dudek w 74 minucie dał mi wielką nadzieję. Po strzale z 20, może więcej metrów strzeli w okienko i strzelił gola na 3:2. W tym momencie styl gry obu ekip zmienił się jak w kalejdoskopie. To piłkarze Śląska przeszli do defensywy i atakowali z kontry, a piłkarze Dundee musieli powalczyć pod bramką Kelemena. Na szczęście nieskutecznie.
Wynik 3:2 dał awans Śląskowi Wrocław, ponieważ pierwszy mecz przed własną publicznością wygrali 1:0. Dobrze, że tak się stało, bo nie miałbym ochoty po raz kolejny wysłuchiwać, jak to slaby jest poziom naszej piłki.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Luty
2011
Tuż przed rewanżowym meczem między SC Braga a Lechem dowiedzieliśmy się, że przeciwnikiem w kolejnej rundzie tej pary zostanie FC Liverpool. Komentatorzy twierdzili, że piłkarze Kolejorza jeśli dowiedzą się z kim przyjdzie im grać w kolejnej rundzie ligi europejskiej, z pewnością dadzą z siebie wszystko. Z przebiegu spotkania widać jednak było, że ich gra nie daje im szans na dalszy podbój Europy…
Buńczuczne zapowiedzi trenera, piłkarzy, kibiców i dziennikarzy Bragi, że ich klub na dobrej murawie pokaże Lechowi jak gra się w piłkę, okazały się prawdziwe. Dzisiejszy mecz w wykonaniu polskiej ekipy zapisałbym raczej do tych, które nie powinny mieć miejsca. W pierwszej połowie piłkarze z Portugalii grali z naszymi w dziada, a bramki zdobywali na zamówienie i zasłużenie – choć drugi gol wydaje się padł ze spalonego.
Rozumiem, że „nasi” mogli przegrać w tej fazie z drużyną, która jest w pełni sezonu i jest to dla mnie usprawiedliwienie. Zawsze w czasie gdy mamy eliminacje do pucharów lub początek rundy wiosennej mecze Ekstraklasy są bardzo słabe. Tak samo właśnie dziś Lech zaprezentował się w Portugalii. Przyznam, że czułem się zażenowany podaniami, przyjęciem piłki, a szczerze mówiąc trzeba by tu wymienić wszystkie atuty, które należą do piłkarzy. Nie zaskoczyliśmy Bragi w żadnym aspekcie gry.
Druga połowa, a szczególnie po czerwonej kartce dla Kikuta nieco się ożywiła. Widać, ze chłopaki w tym momencie postawili wszystko na jedną kartę – albo się uda, albo nie. Tu dopiero zaczęła się prawdziwa walka. Walka, która w ten sposób powinna zacząć się od początku, by pokazać przeciwnikowi, że będziemy walczyć. Niestety dla polskiego futbolu, nic z tych akcji nie wyszło. Jednak patrząc na przebieg tego meczu widać, że piłkarsko odstajemy od Bragi i nie zasłużylibyśmy na awans.
Na koniec jeszcze tylko dodam podsłuchany w telewizji komentarz, w którym to dziennikarz (nie wiem kto) powiedział, że gdyby Bakero był tak dobrym trenerem jak był piłkarzem, z pewnością nie prowadziłby dziś Lecha Poznań. Nie wziąłem sobie początkowo słów komentatora zbyt entuzjastycznie, ale po tym jak dziś ustawił zespół w pierwszej połowie, przyłączam się do tych słów. Stilic na ataku! Dobry piłkarz, ale tylko wtedy, gdy dostaje podania i dalej konstruuje akcje. Bośniak powinien nauczyć się najpierw biegać, bo wygląda to naprawdę komicznie.
Dziś polski zespół został doszczętnie rozbity. To była piłkarska katastrofa, która zakończyła się i tak niskim wymiarem kary. Z jednej strony to dobrze, że przegrali 2:0 w złym stylu, nie żal mi przynajmniej odpadnięcia. Szkoda jednak emocji, które moglibyśmy przeżyć w meczach z Liverpoolem. Teraz z pewnością kibice Lecha nie będą się już martwić, że przyjdzie im grać na trzech frontach. Przeczuwam, że niedługo skupią się tylko i wyłącznie na Ekstraklasie – oby nie.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)