Tag -> liga mistrzów
Sierpień
2011
Dawno już nie miałem tak rozchwianych emocji podczas oglądania meczu. Z jednej strony liczyłem na awans polskiej drużyny do elitarnej ligi mistrzów, z drugiej zaś widząc jak grali w wyjazdowym spotkaniu z drużyną z Cypru, musiałem się pogodzić z tym co się wydarzyło. Wisła przegrała po bardzo słabym meczu w Nikozji 3:1, a w dwumeczu 3:2.
Już długo przed meczem mówiono, że APOEL to trudny przeciwnik, a w połączeniu z własnym stadionem, kibicami i pogodą, rozniosą Wisłę. Tak też się stało. Już od pierwszej minuty cisnęli niewiarygodnie naszą drużynę. Nadzieje miałem do 28 minuty, czyli do czasu gdy z rzutu rożnego bezpośrednio Manduca strzelał na bramkę, a gol padł po samobójczym uderzeniu bramkarza Pareiki. Już od tej pory wiadomo było, że wiślacy nie są w stanie strzelić tu gola i liczyć można było tylko na dogrywkę i ewentualne rzuty karne. Zdziwiło mnie troszkę, że zawodnik mierzący 168 cm czyli Małecki, krył krótki słupek bramki. Gdyby tam stał ktoś wyższy, bramki na pewno by nie było. Po gwizdku kończącym pierwszą połowę meczu statystyka posiadania piłki wyglądała następująco – 66% na korzyść gospodarzy i 34% po stronie Wisły.
Kilka minut po wznowieniu gry padł drugi gol dla APOELU. Tym razem gola strzelił piłkarz drużyny cypryjskiej Ailton i już w tym momencie „pochowałem” drużynę Wisły. W 71., minucie meczu wydarzyła się rzecz nieprawdopodobna. Wiślacy strzelili gola, a dokładniej Cezary Wilk. Ten wynik dawał awans drużynie w Polski. Byłem w wielkim szoku, bo widząc styl gry nie wierzyłem, że awans do LM może stać się faktem. Czuć było w powietrzu gola dla gospodarzy, bo nie potrafiliśmy wymienić trzech podań, a podejście pod bramkę przeciwnika było wyczynem dziś niemożliwym do osiągnięcia. W 87., minucie słowo ciałem się stało i straciliśmy trzeciego gola, który dał awans APOEL-owi Nikozja.
Trzeba to sobie powiedzieć szczerze. Nie awansowaliśmy po raz kolejny do ligi mistrzów, bo na to po prostu nie zasłużyliśmy. Piłkarze krakowskiej Wisły grali tak, jakby mierzyli swoje siły z FC Barceloną, a wynik remisowy dał im bonus w wysokości 10 milionów dolarów na głowę. Przegrali, bo byli słabsi i przegrywając w takim stylu z taką drużyną, nie widziałbym ich w lidze mistrzów z kimkolwiek by się tam spotkali. Jeśli to był przedsmak najlepszej ligi klubowej na świecie, to awans do ligi europejskiej uważam za lepsze rozwiązanie tak dla kibiców, jak i piłkarzy. Tutaj jest jakaś szansa trafić na słabszy klub, w lidze mistrzów taka postawa wiślaków byłaby standardem. Marzenia o lidze mistrzów odpłynęły wraz z Wisłą, ale nie ukrywam, że po takiej grze ból ten jest troszkę mniejszy.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Sierpień
2011
Przed dzisiejszym meczem panowała wielka euforia i zastanawiano się ile bramek mistrz Polski strzeli mistrzowi Cypru. Niektórzy twierdzili, że 5:0 wystarczy, by na drugi mecz jechać w rezerwowym składzie. We wszystkich polskich mediach dziennikarze zastanawiali się, z kim Wisła zagra w fazie grupowej ligi mistrzów. Z doświadczenia wiem, że jeśli dużo się mówi, to mało się dzieje. I tak było i tym razem.
Pierwsze minuty były koszmarem dla piłkarzy Białej Gwiazdy. Cypryjczycy tak cisnęli na naszą bramkę, że do 12 minuty meczu piłkarze Wisły nie dotknęli nawet linii pola karnego przeciwników. Szybkie podania, gra z pierwszej piłki, a przede wszystkim krótkie krycie APOEL-u wystarczyło, by zgniatać Wiślaków na własnej połowie boiska. W pierwszej połowie szczególnie utkwiły mi w głowie krótkie rzuty rożne wykonane przez krakowian. Wszystkie, co do jednego wykonane były krótko, a większość z nich i tak trafiała pod nogi przeciwnika, bądź strzały były bite „Panu Bogu w okno”. Ostatnie pięć minut pierwszej części gry pokazały, że najlepszą obroną jest atak. Szybka gra, zagrania z pierwszej piłki dały nadzieję na drugą część spotkania.
W drugiej części spotkania nie widać było wielkiego szaleństwa w grze Wiślaków. Widać jednak było, że chłopaki się nie śpieszyli w przeciwieństwie do piłkarzy APOEL-u, którzy grali tak, jakby przegrywali ten mecz. Martwiące również było to, że wszędzie widoczna była przewaga liczebna piłkarzy z Cypru. Jeśli Wisła prowadziła atak lub się broniła, zawsze miała przynajmniej jednego piłkarza mniej.
W 71., minucie miało miejsce wydarzenie, którego z pewnością nikt się nie spodziewał. Po fantastycznym zwodzie i strzale, Patryk Małecki strzelił gola. Kibice, komentatorzy i ja – wybuchliśmy! To niewiarygodne. Wiślacy, choć z przebiegu gry nie zasługiwali, to nawet nie stwarzali sobie sytuacji by móc coś strzelić. Od momentu gdy padł gol można powiedzieć, że mecz się zakończył. Piłkarze Wisły nie biegali za piłką, a piłkarze gości myślami byli już w piekle – tzn., gorącym Cyprze. Mam wrażenie, że wynik 1:0 zadowolił obie ekipy.
Z przebiegu gry Wisła wypadła bardzo słabo. Widać, że APOEL ma na tyle dobrych piłkarzy, że w rewanżu może wydarzyć się wszystko. Awans jest możliwy, ale nie wykluczone, że to za dużo jeszcze na polski klub. Powiem szczerze, że fajnie by było awansować do LM, ale nie wiem czy z taką grą będą jakiekolwiek emocje. Wiadomo, że tutaj przeciwnikami będą wielkie kluby, a ewentualne niezakwalifikowanie się, będzie dawało szanse na grę w lidze Europy, która skupia raczej kluby europejskich średniaków. Tak wiem, to ostatnie zdanie jest głupie, bo walczyć trzeba o jak najwyższe cele. Po 15 latach jest cień szans, na awans polskiego klubu do najlepszej ligi klubowej świata. Niech tak więc się stanie…
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Sierpień
2011
Wisła Kraków pewnie pokonała Litex Łowecz w dwumeczu 5:2. Legia Warszawa wyszarpała awans przypadkową bramką na wyjeździe z Gaziantepsporem Kulubu. Śląsk Wrocław męczył się niemiłosiernie z Lokomotivem Sofia, ale ostatecznie awansował po serii rzutów karnych 4:2. Awans trzech klubów do finałowej rundy kwalifikacyjnej, to sukces którego dawno nie było.
Największe oczekiwania wśród polaków są na ligę mistrzów. Wisła Kraków w czwartej – ostatniej już rundzie zagra z cypryjskim APOEL Nikozja. I choć zapanowała euforia z wylosowanego przeciwnika, to jednak nie ma się co zbytnio podniecać. Mimo cypryjskich korzeni, zespół grał już w lidze mistrzów w sezonie 2009/10. W grupie z Chelsea Londyn, FC Porto i Atletico Madryt zdobył trzy punkty po trzech remisach, w tym 2:2 z Chelsea na wyjeździe. W zeszłym roku APOEL Nikozja odpadł w czwartej rundzie z hiszpańskim Getafe. Co by o nich nie pisać i nie mówić, w ostatnim czasie osiągnęli lepsze wyniki niż którykolwiek polski klub.
Legia Warszawa zagra z rosyjskim Spartakiem Moskwa, który w 2010 roku zakończył zmagania ligowe na czwartym miejscu w rosyjskiej ekstraklasie. Szkoleniowcem rywala Legii jest legendarny reprezentant Rosji – Walerij Karpin. Po osiemnastu kolejkach Premier Ligi „Czerwono-Biali” zajmują siódme miejsce w tamtejszej ekstraklasie. Choć osiągnięcia w tym i poprzednim sezonie nie były największe, to jednak Legii nie daję zbytnio szans na awans. Z taką grą jaką zaprezentowali w poprzedniej rundzie eliminacyjnej, nie mają szans z rywalem.
Śląsk Wrocław po męczarniach i ostatecznym awansie zagra w ostatniej rundzie z Rapidem Bukareszt. Tutaj kibice też upatrują szansę na awans. Rapid w poprzednim sezonie zajął 4., miejsce w swojej lidze. Jest to przeciwnik do przejścia, jeśli oczywiście Śląsk zagra na swoim przyzwoitym poziomie.
W tym sezonie w europejskich pucharach mogą wystąpić aż trzy polskie kluby. Najbardziej oczekiwana jest gra Wisły w lidze mistrzów, ale i w pucharze europy z chęcią zobaczylibyśmy nasze luby. Byłoby to niespotykane wydarzenie, gdy trzech naszych reprezentantów zdobywało punkty do rankingu. Gdyby tak się stało i w dodatku ów reprezentanci uzyskali dobre wyniki, wkrótce moglibyśmy wystawić więcej naszych klubów w eliminacjach, lub mogłyby one startować w ostatnich rundach.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Lipiec
2010
Po raz pierwszy w życiu, nie będąc oficjalnie związanym z jakimikolwiek kibicami, poczułem dumę z ich zachowania. Kibice poznańskiego Lecha pojechali na mecz swoich piłkarzy do Pragi, gdzie rozgrywali pierwsze spotkanie III rundy eliminacyjnej do ligi mistrzów z tamtejszą Spartą. Choć władze i sami Czesi myśleli, że kibice Lecha przyjadą uzbrojeni po zęby w toporki, kije bejsbolowe i inne niebezpieczne narzędzia, to jednak po całej „imprezie” pozytywnie się zaskoczyli. Mimo ponad 2,5 tysięcznego tłumu, spacer ze starego rynku na sam stadion przebiegł bez zakłóceń. Chóralne śpiewy i kulturalne zachowanie się sympatyków Kolejorza zdziwiło na tyle samych Czechów, że wszelka sportowa prasa zachwycała się postawą kibiców.

Ja również się zdziwiłem oglądając film z oficjalnej strony Lecha, który ukazuje spacerujących kibiców wspomaganych przez kordon policjantów, których rola zakończyła się na doprowadzeniu zainteresowanych na docelowy obiekt sportowy. Muszę powiedzieć, że to zachowanie nadmuchało mnie wielką dumą, że w tak piękny sposób można przeżywać emocje sportowe. Gdyby tylko piłkarze Lecha awansowali do ligi mistrzów, kibice mogliby pokazać się z jeszcze lepszej strony. Często bywa tak, że piłkarze muszą dobrze zagrać, by dobrze ich wspomagali kibice z trybun, a w Poznaniu jest całkiem inaczej – kibice są fantastyczni, teraz czas na sukcesy piłkarzy.
Cieszę się, że Legia Warszawa nie zajęła miejsca dającego jej szansę gry w eliminacjach ligi europejskiej. Pewnie banda chuliganów pojechałaby za swoimi piłkarzami i narobiła wstydu nie tylko swoim, ale także wszystkim polakom. Mam nadzieję, że postawa kibiców z Poznania da pozytywną szkołę innym, którzy pójdą w jej ślady i rywalizować będą o miano najlepszych, a nie najgorszych skurwysynów…
Film z oficjalnej strony Lecha obejrzeć możesz tutaj
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Lipiec
2009
Mistrz Polski po zremisowanym 1:1 meczu w Sosnowcu, pojechał do Tallina na rewanż. Gromkie wypowiedzi trenerów i piłkarzy Wisły, że są dużo lepsi od przeciwnika i że w meczu rewanżowym na wyjeździe pokażą swoją klasę. Mieli udowodnić, że są lepsi i wygrać mecz. Jednak w rezultacie przegrali 1:0, po bramce Ivanowa w 90. minucie. Drużyna z Estonii, z 10letnią tradycją wyeliminowała Wisłę Kraków z dalszych eliminacji. Nie chciałbym być złośliwy, ale może to i dobrze…
Jakie by były plusy awansowania do kolejnych rund eliminacyjnych i odpadnięcie na ostatniej, czwartej potyczce. Awans do Ligi Mistrzów z ostatniej rundy jest praktycznie niemożliwy, znając poziom naszego futbolu. A poza tym granie na obcym stadionie, z niewielką grupą kibiców nie ma chyba zbytniego sensu. Niech dokończą budowę stadionu i dopiero wezmą się na grę w europejskich pucharach. Nawet nie wiadomo było, gdzie Wisła miałaby grać. Wymieniało się obiekty w Chorzowie czy Lubinie, ale nic nie było pewne. W tej chwili najgorzej wygląda sytuacja trenera Skorży, któremu z pewnością zapalił się lont pod nogami. W dodatku właściciel klubu pan Cupiał, już od dawna miał zamiar rozstać się z Wisłą. To by była chyba największa klęska klubu z Reymonta. Straciłby wielkiego sponsora, z pewnością zawodników, a w czasach kryzysu pewnie nie wielu miałoby chrapkę zakupić Wisłę.
Wszystkie spekulacje nie mają już sensu. Wisła przegrała mecz, który powinna z lekkością wygrać – tak przynajmniej twierdzono. Drużyna z Tallina – Levadia, pokonała w dwumeczu Mistrza Polski 2:1 i pokazała, gdzie jest miejsce naszej rodzimej piłki – w Krakowie?
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)