Tag -> natura
Styczeń
2012
Ojmiakon to małe miasteczko położone w Rosji, a dokładniej na Syberii. Uznane ono zostało za biegun zimna, ponieważ zanotowano tu najniższą temperaturę na Ziemi, gdzie na stałe zamieszkuje człowiek. Najniższa temperatura jaką zanotowano to -71 stopni Celsjusza. Najwyższą temperaturę jaką zanotowano w tym rejonie to 33 stopnie Celsjusza. Te wyniki sprawiły, że nastąpiła tu największa amplituda temperatur na Ziemi – 104 stopnie Celsjusza.
Miasteczko to liczy sobie obecnie kilkuset mieszkańców, ale kiedyś zamieszkiwało go ponad 6.000 ludzi. Ucieczkę mieszkańców z Ojmiakon w inne rejony kraju zawdzięcza się ekstremalnym temperaturom oraz braku pracy. Dziś jest to już niemal wioska, w której zostali ostatni wytrwali i rdzenni mieszkańcy.
W miasteczku znajdują się głównie drewniane, jednopiętrowe budynki mieszkalne, kilka bloków z lat sześćdziesiątych oraz drewniana cerkiew z osiemnastego wieku. Od października do kwietnia nie używa się tu samochodów – z powodu grubej warstwy pokrywy śnieżnej i i temperatury poniżej minus dwudziestu stopni. Mieszkańcy wtedy poruszają się konnymi zaprzęgami i skuterami śnieżnymi. Miejscowi zajmują się głównie łowiectwem i sprzedażą futer z syberyjskich zwierząt – w wolnym czasie doskonalą swój warsztat rzeźbiarski – tworząc pomniki z lodu.
ruslink.pl
O tym miasteczku dowiedziałem się przypadkowo z programu na Discovery Channel, w którym dwóch śmiałków postanowiło pobić rekord Guinessa. Chcieli przespać całą noc w namiocie, w jak najniższej temperaturze. Udało im się to, śpiąc w temperaturze około -50 stopni C. Mróz był tak duży, że namiotu nie dało się złożyć, bo cały się podarł. Najbardziej jednak zadziwili mnie mieszkańcy miasteczka, którzy przyjęli pod swój dach turystów. Mieszkali w starej, drewnianej chatce, z drewnianymi cienkimi oknami, zwykłą szyba i chodzili po domu w krótkim rękawku.
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)
Sierpień
2011
W ostatni weekend obejrzałem mecz ligi angielskiej na antenie Canal+ pomiędzy Manchesterem United a Arsenalem Londyn. Zrobił on na mnie wrażenie z dwóch powodów. – Przede wszystkim aspekt sportowy, a szczególnie wynik 8:2 oraz włosy strzelca trzech goli dla United Wayna Rooneya. Piłkarz ewidentnie ma więcej włosów na głowie niż w końcówce poprzedniego sezonu. Postanowiłem więc poszukać w internecie informacji z jakiej to racji fakt ten jest zauważalny i okazało się, że chłopak wydał 30 tysięcy funtów na przeszczep włosów.

Oczywiście dla tego piłkarza wydatek rzędu 120 tysięcy złotych to tyle, ile dla mnie na słabej klasy waciki. Nie dziwię się więc, że zrealizował swoje marzenia i ukrył kompleksy, które przechodzi nie tylko on. Czuł się zakompleksiony i choć ma już swoją wybrankę chciał nadal podobać się płci pięknej.
Na zadane pytanie – Jacy faceci są bardziej przystojni? Łysi czy z włosami nie pozostawiło złudzeń dla tracących “opierzenie”. 76% ankietowanych uważa, że faceci z włosami są ładniejsi. Szacuje się, że 24% ankietowanych, którzy zagłosowali na łysych, to właśnie łysi mężczyźni, którzy chcieli poprawić swoje notowania u płci pięknej.
Chciałem tylko przez to napisać, że pieniądze mogą dawać szczęście, choć nie wielu się z tym zgadza. Korzystanie z nich w sposób mądry i przemyślany, bez ludzi chciwych w najbliższym otoczeniu może sprawić, że świat nie tylko będzie dla nas lepszy, ale może stać się wręcz idealny.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Grudzień
2010
Choć kalendarzowej zimy jeszcze nie ma, to już możemy „podniecać” się śniegiem i to w dużych ilościach. Ja osobiście nie narzekam, bo mam niegroźną paranoję na tym punkcie, ale niektórzy ludzie snują już teorie spiskowe na temat drogowców. Najbardziej podobają mi się wypowiedzi kierowców, którzy mówią że stoją w korku już 2 godziny i nie widzieli jeszcze pługopiaskarki. To chyba nie dziwne, że nie jeździ pług w miejscach gdzie jest zakorkowane. Inni skarżą się na to, że drogi nie są czarne, że w miastach śnieg zalega na chodnikach. To też chyba nie powinno nikogo dziwić, w końcu w zawianych miejscach śniegu jest po kolana, więc co z tym zrobić? Jeśli macie jakieś pomysły, to dzwońcie na numery alarmowe.
Przechodnie też są zmartwieni zaśnieżonymi chodnikami. Nie mogą iść do pracy, a przy drzwiach klatki schodowej jest tak dużo śniegu, że sypie się do środka. Co w takim przypadku powie zwykły Kowalski? – „Kurwa, znów nie ma kto odśnieżać”. Ja uważam, że każdy powinien wziąć się do roboty! Łopata w rękę i wachlujemy. Ja dziś dwie godziny odgarniałem śnieg wokół własnego domu i nie narzekałem, że nie ma kto tego zrobić za mnie. Drogę do swojego domu w czasie śnieżycy mam często nieprzejezdną i jakoś nie marudzę.
Mamy demokrację, ludzie obrośli w piórka i rączki zrobiły się delikatne. Wygodni czekają, aż ktoś weźmie sprawę we własne ręce, ale nie stać ich nawet na to, by pomyśleli że odgarnięcie tak dużej ilości śniegu z chodnika czy ulicy jest nierealne – no chyba, że ludzie sami w czynie społecznym wezmą się do roboty – w co nie uwierzę…
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
1)
Styczeń
2010
Dziś rano ucieszył mnie widok intensywnie padającego śniegu. W połączeniu z silnym wiatrem daje to wielkie zaspy na „mojej” drodze, a że mieszkam na wsi, to sięgają one miejscami na wysokość oczu kierowcy. Wielka to dla mnie frajda, bo jakoś nie potrafię wyrosnąć z tego, na co większość narzeka. Niesamowita aura, niespotykane temperatury to to, czego mi tej zimy było potrzeba. Najśmieszniejsze jest to, że na wiejskich drogach nie dba się o „czystość” i jakoś nie spotykam się z krytyką innych mieszkańców w stosunku do drogowców, mających za zadanie odśnieżać drogi. Jest więc troszkę inaczej niż w miastach, w których to mieszkańcy przed kamerami nie mogą zebrać wszystkich słów, by zbesztać służby porządkowe.
Można by też powiedzieć, że w miastach zazwyczaj piesi narzekają na stan chodników, których nikt nie odśnieża. Co prawda nie dziwię się temu, bo od trzech tygodni zalega on na nich uniemożliwiając przejście. Na wsi mimo małego ruchu pieszych, to jednak mieszkańcy poczuwają się do obowiązku odśnieżenia chodników. Widać odśnieżone przejścia na długości całych wsi, a mieszkańcy kują nawet lód, by można było bezpiecznie przejść. W takim przypadku mieszkańcy blokowisk czy kamienic powinni złapać się za łopatę i po kilka metrów mogliby spokojnie odśnieżyć przejścia wokół własnego bloku. Niestety, liczy się tylko na służby porządkowe, z których urzędy miast dawno już zrezygnowały, pakując „wykształciuchów” za biurko. Nawet wokół urzędów nie chce im się zejść z ciepłych krzesełek, by zamiast dusić się po kilku w jednym pomieszczeniu, wyprostować nieco kości i dać przykład mieszkańcom…
Styczeń
2010
Ostatnio dostając rachunek do zapłaty abonamentu Cyfry+, otrzymałem wraz z nim jak zwykle magazyn „Plus”. Magazyn, w którym „podrzucane” są ciekawe propozycje programowe z oferty owej platformy. Jako, że najczęściej wyrzucam ją do kosza, to teraz z zimowej nudy postanowiłem do niej luknąć. Przedstawiono w nim premierowy program „Ciężarówką przez Krainę Lodu”, który to opisano w ten sposób. Nowy cykl filmów o nieustraszonych kierowcach potężnych ciężarówek przemierzających wielkie lodowe pustkowia. Bohaterowie zmagają się z ekstremalnymi temperaturami i niespodziewanymi załamaniami pogody. Muszą jechać w niebezpiecznym, zdradzieckim terenie często przy zerowej widoczności. Kierowcy w ciągu niecałych trzech miesięcy przewożą ponad gabarytowe ładunki 600-kilometrową morderczą trasą przez północną Alaskę. Postój wiąże się niestety ze stratami finansowymi, dlatego część kierowców próbuje, mimo złych warunków atmosferycznych, przemierzać wyznaczoną drogę. Warto dodać, że seria dokumentalna emitowana jest na kanale „History”.
Dla mnie zabrzmiało to dość ciekawie, nie ze względu na ciężarówki, ale warunki w jakich Ci kierowcy muszą pracować. Gdy na północy Alaski zamarzają jeziora i rzeki, szaleńcy przemierzają swoimi 60tonowymi ciężarówkami z towarem po kruchym lodzie, by przewieźć ciężki sprzęt do stacji, w których co roku o tej porze wydobywa się gaz. Temperatura w tym najdalej na północ położonym miasteczku Ameryki Północnej spada do -60 stopni Celcjusza. W takich warunkach muszą dbać o swoje samochody, które w razie awarii sami naprawiają. Siarczysty mróz, obfite opady śniegu i silny wiatr nie są im straszne, jednak nie wszyscy kierowcy wytrzymują cały sezon.
Oglądając dwie pierwsze części, nie mogłem oderwać oczu od telewizora. Opowieści kierowców, że otwierając okno w samochodzie słyszą jak trzaska pod nimi lód mrozi krew w żyłach. W programie przedstawiona jest również historia pierwszych „wypadów” ciężkimi samochodami w te tereny oraz przedstawiane są kulisy transportu od załadunku, po podróż jak na końcu rozładowanie. Gdy sezon się kończy i przychodzi odwilż, kierowcy Ci pędzą na złamanie karku nawet po popękanym lodzie, po którym płynie woda. Robią to nie tylko dla pieniędzy, lecz dla miana najlepszego kierowcy sezonu, który zrobi najwięcej kursów.
Program przyciąga i zadziwia, ale potrafi też nieco zdenerwować. Denerwuje głównie to, że wypowiadający się w programie kierowcy (czyt. amerykanie) nie mają w stosunku do siebie żadnej samokrytyki. Cokolwiek by zrobili źle, to i tak jest dobrze. Wyzywają się przed kamerą, ale zawsze swoją osobę stawiają na pierwszym miejscu. Troszkę staje jest to irytujące, ale po pewnym czasie przechodzi w stan zobojętnienia. Tak czy siak polecam ten program, bo jest godny uwagi.
Kategoria:
Media / Komentarze: (
1)