Tag -> rząd
Kwiecień
2012
W prawie istnieje zapis, który daje lekarzom możliwość odmowy np., usunięcia ciąży, jeśli jest to niezgodne z sumieniem lekarza. Teraz to samo prawo mają otrzymać farmaceuci, którzy jeśli nie będą chcieć, nie będą musieli sprzedać tabletek antykoncepcyjnych lub wczesnoporonnych. Wielu uważa, że powinno się dać takie prawo farmaceutom, by ci nie byli zmuszani do ich wydawania.
To całkiem dziwaczne prawo, za którym jak zwykle obstają parlamentarzyści z PiS-u. Może dajmy jeszcze prawo farmaceutom, by nie wydawali leków produkowanych z narządów zwierząt, jak choćby olejków z wątroby rekina. Dołożyłbym jeszcze do tego leki, które testowane były na zwierzętach. Przecież to też może być niezgodne z sumieniem farmaceuty lub lekarza. Dajmy jeszcze prawo ślusarzom, aby nie używali spawarek. Rolnikom, by nie uprawiali ziemi. Policjantom by nie używali broni palnej. Strażakom, by nie używali wody, a na końcu powiedzmy wszystkim – „róbta co chceta”. Ale czy demokracja na pewno na tym polega?
Uważam, że każda z profesji a szczególnie takie jak lekarz czy farmaceuta, powinny mieć proste zasady. Nie chcesz wykonywać zabiegów lub wydawać leków, które niezgodne są z twoim sumieniem, to zmień zawód lub nie zabieraj się do tej pracy. Już w szkołach o pewnych specjalnościach powinno się podpisać „papier”, który nakazuje mieć sumienie głęboko w d… Sumienie ma każdy z nas, więc lekarz lub farmaceuta nie powinien nam go odbierać. To kobieta powinna mieć prawo wyboru zgodnie z własnym sumieniem, zażywać tabletki antykoncepcyjne czy nie.
Nasuwa się też pytanie, co zrobić w przypadku, gdy weekendowy dyżur pełni jedna apteka w niewielkim miasteczku, a farmaceuta w niej nie che wydać leku? Prawdopodobnie klient będzie musiał jechać do innej, oddalonej nawet o kilkadziesiąt kilometrów apteki i nie wiadomo czy tam też nie spotka się z podobnym zachowaniem farmaceuty. Dochodzić więc będzie do paradoksów, które zamiast dać wolność wyboru, ograniczą pacjenta i klienta.
Kategoria:
Blog / Komentarze: (
0)
Kwiecień
2012
Rząd podjął decyzję, aby wydłużyć czas pracy wszystkim Polakom. Nowa liczbą, która pojawia się w mediach i na ustach niemal wszystkich rodaków jest „67″. Chodzi o wiek, w którym będziemy mogli przejść na emeryturę. Wcześniej inną bardzo popularną liczbą była 69, w wolnym tłumaczeniu „6 na 9″. Zainteresowani tematem zapewne wiedzą co miałem na myśli, mniej zorientowani zapewne kiedyś się dowiedzą. Teraz przyszedł czas, by zainteresować się nową popularną liczbą „67″, o której podobnie jak w poprzednim przypadku wie większość, a reszta dowie się później.
Nie ma to jak nasi parlamentarzyści, którzy przytaczają argumenty za wydłużeniem wieku emerytalnego. Jeden z nich (nie pamiętam kto) powiedział, że podwyższenie wieku emerytalnego jest koniecznością (…). Dopowiedział też, że Jarosław Kaczyński już za 2 lata mógłby iść na emeryturę i zapytał. – Czy z tego skorzysta? Odpowiedział zarazem. – Chyba nie! Dodał więc puentę, że mimo podwyższenia wieku emerytalnego i tak nie skorzysta z tej możliwości, ponieważ dalej będzie brnął w politykę.
Poseł wypowiadający te słowa nie wziął pod uwagę, że zwykły śmiertelnik zazwyczaj pracuje tam gdzie się da, a nie tam gdzie się chce. Po za tym nie wszyscy muszą być „nygusami” w sejmie. Ludzie często pracują za „półdarmo” przez większą część doby i marzą tylko o tym, żeby jak najwcześniej przejść na emeryturę. W Polsce mieszkają zwykli ludzie, którzy tyrają całe swoje życie, a teraz nawet odbiera im się możliwość wypoczynku na starość.
Z drugiej strony pan Kaczyński jak i cała reszta „bandy” z Wiejskiej nie musi się martwić o swoją przyszłość bez względu na to, czy emeryturę dostaną czy nie. Obłowili się już zapewne milionami i teraz tylko mogą patrzeć jak one rosną.
Najbardziej żałosne są argumenty, że dziś czterech Polaków pracuje na jednego emeryta, a za kilkanaście lat pracować będzie tylko jeden. O dziwo tym samym mówi się nam, że sami składamy się na własną emeryturę i po przepracowaniu 40 lat będzie stać nas na to, żeby ją odebrać.
Z tej patowej sytuacji można wyjść tylko w jeden sposób. Całkowicie zlikwidować składki emerytalne i nie wypłacać emerytur. W takim przypadku, gdybyśmy co miesiąc oszczędzali po 400 zł na koncie oszczędnościowym w tzw., „efekcie kuli śniegowej”, po tych 40 latach mielibyśmy uzbierane 200 tysięcy złotych plus odsetki. Za ponad 200 tysięcy złotych, przy rozsądnym ich wydawaniu moglibyśmy żyć lepiej niż na obecnych zasadach emerytalnych. Gdybyśmy wypłacali sobie taką emeryturę o jakiej mówi rząd 1200 zł miesięcznie, moglibyśmy ją sobie wypłacać przez 200 miesięcy, czyli prawie przez 17 lat.
Warto by było oszczędzać już dziś, bo kto wie czy po raz kolejny nie zmienią się zasady gry podczas jej trwania. A może dziś się składamy, a później powie się nam że emerytur nie będzie w ogóle? Dlatego warto by było oszczędzać już dziś, bo jak mówi stare powiedzenie. – „Umiesz liczyć, lic zna siebie”.
Marzec
2012
Dziś drugi i ostatni dzień żałoby narodowej. Powodem jej wprowadzenia była katastrofa kolejowa, która miała miejsce ostatnio w województwie Śląskim. W jej wyniku zginęło 16 osób, 57 zostało rannych w tym kilku jest w stanie ciężkim. W tych dniach flagi narodowe opuszczone są do połowy masztów, stacje telewizyjne straciły kolory, a rozgłośnie radiowe co chwilę wspominają tą tragedię.
To rzeczywiście wielka tragedia, o której chyba każdy Polak wie i każdy Polak mówi. Czy jednak jest to powód do wprowadzenia żałoby narodowej? Żałobę mają przede wszystkim rodziny ofiar, które bez względu na okoliczności straty najbliższego członka rodziny, będą ją opłakiwać. A my Polacy, oprócz ciekawości i ogromu strat nie czujemy nic więcej.
W czasie, gdy spadł prezydencki Tupolew i zginęła elita zasłużonych ludzi w tym prezydent i jego małżonka, można było nazwać żałobą. Wsie, miasteczka, miasta – aż w końcu cała Polska wstrzymała oddech. Niemal każdy z nas pamięta chwilę, w której dowiedział się o tym, że prezydent Kaczyński zginął pod Smoleńskiem w katastrofie lotniczej. To była prawdziwa żałoba, gdzie ludzie płakali i modlili się za ofiary tego feralnego lotu.
W przypadku śmierci kilkunastu cywilów, gdzie po trzech dniach o tym wydarzeniu pamięta się tylko dzięki mediom, jesteśmy w stanie żałoby narodowej. To „fajny” gest ze strony prezydenta Komorowskiego, że w ten sposób chce złożyć hołd ofiarom, ale my (ja) po prostu tego nie czujemy.
Luty
2012
Na to pytanie odpowiada dziś cała Polska, przedstawiciele rządu i opozycji. Niektórzy stanowczo mówią nie. Inni uważają, że jeśli wykonał swoją pracę tak jak było zapisane w kontrakcie to dlaczego nie? Jeszcze inni mają to w głębokim poważaniu. Z jednej strony należę do tych ostatnich, bo cokolwiek zrobią to i tak nie stanę się bogatszy, ani biedniejszy. Pieniądze które z powodu podatków składam w urzędzie tak czy siak rozpieprzone zostaną w inni sposób.
Z drugiej strony sobie myślę, że jeśli facet wykonał swoją robotę tak, jak zapewniał w kontrakcie, to o czym my w ogóle mówimy. Dlaczego cała Polska musi wiedzieć o tym ile ten pan zarabia i jaka premia zapisana jest w jego kontakcie. A w ogóle to dlaczego wszyscy o tym mówią? Nasuwa się też pytanie, czy powinien dostać premię, skoro sam zrezygnował ze stanowiska? Przecież nie wykonał swojej pracy do końca, a tylko sukces powinien wieńczyć się premią.
Z trzeciej strony uważam, że nie powinien dostać tej kasy. Sam się zwolnił, kilka razy przekładano otwarcie stadionu, budżet budowy został przekroczony, a trawa jeszcze nie zakorzeniła się na stadionie. Czy nie powinno się mówić o premii dopiero po Euro 2012? Nie wiadomo do końca, czy ta budowla to sukces, czy porażka. A może stadion się zapadnie podczas meczu otwarcia, bo zamiast wbijać betonowe pale pod stadion, wbito np., kredowe? Nigdy nic nie wiadomo. Przecież żyjemy w Polsce, kraju cudów i niedowiarków…
Podsumowując, można powiedzieć, że to nie wina pana Kaplera, że ma w kontrakcie zapisaną premię. To wina pana Drzewieckiego, byłego ministra sportu, który na tą premię przystał i podpisał. A fakt, że był on przedstawicielem obecnego rządu, ten próbuje się teraz bronić, by opinia publiczna nie schłostała ich niskimi sondażami. Mam nadzieję, że teraz gdy pani minister Mucha odmówiła wypłacenia premii, będzie musiała się tłumaczyć z tego przed sądem i przegra.
Styczeń
2012
W ostatnim czasie głośno jest o atakach hakerów na strony internetowe polskiego rządu. Ma to związek z chęcią podpisania przez nasz rząd umowy ACTA, której celem jest ustalić międzynarodowe standardy w walce z naruszeniami własności intelektualnej. Wcale się nie dziwię, że taki pakt powstaje, bo artyści rzeczywiście okradani są z tego, co robią. Gdyby ktoś wszedł na Waszą posesję, pewnie nie chcielibyście, żeby ukradł Wam samochód, a jeśli tak by się stało, to pewnie żądali byście kary dla złodzieja. Podobnie jest w przypadku, gdy okradamy innych pobierając muzykę, film czy program komputerowy.
Choć na swoim blogu również podaję linki do utworów, na które nie mam licencji, to jednak jestem zdania, że powinno się ten proceder ukrócić. Im jestem starszy tym bardziej rozumiem, że w ten sposób zabieram pieniądze twórcy, po drodze różnym pośrednikom, a na końcu rządowi, nie płacąc VAT-u. Oczywiście nie martwię się tak do końca tymi, którzy mają dużo kasy, lecz tymi, którzy mają jej mało. Wyobraźmy sobie, że wszelkiego rodzaju programy komputerowe w formie pirackiej znikają z sieci. Co się wtedy stanie? Dla części polaków, komputer będzie urządzeniem luksusowym. Zakup oryginalnego Windowsa to koszt kilkuset złotych, kilku programów w tym graficznych, to już koszt kolejnych setek, a nawet tysięcy złotych.
Wydaje mi się, że w sytuacji, w której „piracki” i dzięki temu „śmieciowy” internet by znikł, powinno to pociągnąć za sobą obniżkę cen tych produktów. Jeśli z tego powodu popyt na te towary byłby zwiększony, to można by ceny obniżyć, albo po prostu uczciwie dostosować je do najniższej pensji w danym kraju. Dawałoby to jakąś szansę na wyrównanie przepaści między krajami bogatymi i biednymi. Oczywiście programy te można by w takim przypadku dostosować tak, że licencja byłaby ważna tylko dla obywatela kraju, w którym została zakupiona.
Jest też inna strona piractwa. Przede wszystkim chodzi o muzykę. W naszym kraju piractwo odgrywa tak dużą rolę, że nawet sklepy z oryginalnymi płytami CD czy DVD niemal nie istnieją. Najlepszym przykładem jest moje miejsce zamieszkania. W małej wiosce, w której mieszkam nie ma żadnego sklepu muzycznego, a nawet w oddalonym o 10 km 15tysięcznym miasteczku też takowego nie ma. Aby kupić oryginalny produkt, muszę się udać do 80tysięcznego miasta oddalonego o 40 km, lub do oddalonego o 80km ponad półmilionowego, w celu zwiększenia wyboru.
Trzeba też sobie powiedzieć szczerze, że ich cena jest odstraszająca. Zakup całego albumu za 60 zł, na którym dwa utwory mnie interesują, to zbyt wiele. Powiedzmy to sobie szczerze. W naszym kraju sklepy z muzyką mp3 kuleją. Jest mały wybór, a ceny wzięte z kosmosu. Kosztują one między 2 a 7 złotych. Okazuje się, że cena pliku mp3 nie jest wcale niższa niż ta na fizycznym dysku CD. Jeśli jednak powstałby wielki zbiór muzyki, w którym ceny byłyby rozsądne, wybór bez limitu, to jestem jak najbardziej za takim rozwiązaniem. Podobnie powinno być z książkami, filmami czy choćby zdjęciami.
Powinno się też zwrócić uwagę na wielkie serwisy internetowe, które służą jako dyski. Użytkownicy dodają pliki nie posiadając licencji, które można swobodnie pobrać. W takim przypadku, to użytkownik który wgrał plik i ten który go pobrał ponosi odpowiedzialność karną. O dziwo ten, który zarządza serwerami i stroną, który dzięki temu na reklamie zarabia miliony złotych miesięcznie nie ponosi żadnych konsekwencji. Ja publikując kilka mp3 na zakupionym serwerze, dostałem ostrzeżenie od administratora, że jeśli w ciągu 14 dni nie usunę plików, moje konto zostanie bezpowrotnie usunięte, a pieniądze które zapłaciłem, nie zostaną zwrócone.
Gdybym więc miał możliwość obniżyć ranking obecnego internetu, obniżyłbym go do poziomu śmieciowego. Skala piractwa w ostatnich trzech latach wybuchła niesłychanie. Jeszcze kilka lat temu w internecie można było poczytać tekst z pliku tekstowego, dziś to wielka spiżarnia rzeczy kradzionych. Zabrnęło to wszystko tak daleko, że dziś zmienienie tego stanu powoduje społeczne oburzenie. To niebezpieczny moim zdaniem trend, który powinien być zgaszony już na samym początku ery internetu.