Tag -> tragedia
Lipiec
2011
Gdy przeczytałem plotkarską wiadomość w jednym z Polskich portali internetowych, że Grzegorz Rasiak wraca do Polski – zdębiałem. Zainteresowane kluby, które chciałyby w swoich szeregach tego piłkarza to Lechia Gdańsk i Polonia Warszawa.
Bardziej zdeterminowany by pozyskać byłego reprezentanta Polski jest ponoć zespół z Gdańska, którego działacze liczą, że dzięki sprowadzeniu gracza z głośnym nazwiskiem zdołają przyciągnąć więcej kibiców na PGE Arenę.
Ten cytat powyżej brzmi raczej jak tytuł kolejnej części filmu z cyklu „Futbolowe jaja”. Jeśli ktoś pamięta tego zawodnika, jego zagrania a przede wszystkim umiejętności atletyczne takie jak bieg, „uszczał” się zapewne po kostki. Czyżby trenerzy i działacze klubu z Gdańska wiedząc, że zapełnienie ponad 40-tysięcznego stadionu jest niemożliwe, chcieli przyciągnąć wielbicieli komedii i parodii?
Ś.p. Leslie Nielsen pewnie przewróci się w grobie, gdy na meczach z udziałem słynnego Rasialdinho będzie więcej uśmiechu niż przy jego kultowych komediach. Już czekam z utęsknieniem, aby ta wiadomość stała się ciałem. Jak nigdy cieszę się, że jestem posiadaczem pakietu Canal+, dzieki któremu oprócz nudnej polskiej piłki z gatunku horroru i dramatu, będzie również dużo komedii i uśmiechu. Może wreszcie nasza piłka będzie przyciągać przed telewizory więcej widzów.
Rozumiem już, dlaczego stacje takie jak Polsat Sport i Eurosport 2 postanowiły wykupić od C+ sublicencję, dającą możliwość swoim widzom obejrzenia wybranych pozycji z każdej kolejki ligowej. Dzięki tak barwnej postaci jak „Drewniak”, nasz piłkarski świat ma swojego „Chucka Norrisa”…
Wypowiedzi internautów:
- Skoro Lechia juz latem zbiera drewno na opał, to znaczy,że ciężka zima będzie w tym roku…
- Rasiak w Lechii ? – cała Ekstraklasa będzie lać z Lechitów.
- To on jeszcze gra? Myślałem, że utknął gdzieś jak kołek w płocie 
- Stare drewno wraca do lasu zwanego Ekstraklasą….
- Wiecie dlaczego ZIDANE walnął z główki MATERAZZIEGO? Bo ten powiedział mu, że gra jak RASIAK.
- A co? Nie ma kto im podawać piłek?
- A pamietacie jak Grzesio strzelił anglikom bramke z 50 m. przewrotka z głowy.. ?
- Czym różni się Rasiak od kapitana Hooka? Kapitan Hook miał tylko jedną drewnianą nogę.
- Drewnialdo wracaj, będą nowe skecze w kabaretach.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Kwiecień
2011
W ostatnim czasie w sejmie wybuchła burza uczuć polityków wszystkich frakcji, na temat narkotyków. Pojawiła się bowiem ustawa, która da możliwość posiadania niewielkiej ilości marihuany na użytek własny, za co prokurator może odstąpić od procesu, ale nie musi. W tym przypadku musi stwierdzić, czy posiadacz miał „działkę” na własny użytek, czy na handel.
Z jednej strony ustawa wstrzyma proces pakowania do więzienia ludzi uzależnionych od narkotyku. Gdyby tak każdego posiadacza butelki alkoholu zamykano w wiezieniu, nie wyszłoby z tego nic dobrego. To handlarz nielegalnie przetworzonym alkoholem powinien siedzieć za grzechy. Podobnie jest w przypadku narkotyków i nie ważne do jakiej grupy się je zalicza – miękkie, średnie czy twarde.
W polityce bywa jednak tak, że legalność zależna jest od zysków. Alkohol zmienia świadomość i jest legalny. Papierosy niszczą zdrowie i również są legalne. Pamiętajmy, że za obie w/w używki płacimy akcyzę sięgającą 90% jej wartości. Niektórzy twierdzą, że gdyby nie palacze i wielbiciele alkoholu, Polski nie byłoby stać na emerytury dla Polaków. Obawiam się, że proces legalnego posiadania nielegalnego narkotyku jest pierwszym krokiem do całkowitego zalegalizowania tego procesu. To oczywiście dałoby wielkie zyski i po części zniszczyło nielegalnie zarabiających na handlu narkotykami. Z jednej strony po co pakować pieniądze mafii, jak można te same pieniądze wpłacić do budżetu państwa?
Dziś jednak wygląda to wszystko tak, że produkować marihuany nie wolno, sprzedawać nie wolno, ale można ją posiadać. To jest jakiś absurd. Teraz wystarczy jeszcze poczekać na czasy, w których nie wolno będzie produkować broni, handlować nią, ale będzie wolno ją posiadać i z niej zabijać. Dokładając do tego całe masy ćpunów będziemy mieć w Polsce drugą Amerykę. Oczywiście to daleka wizja, ale tą drogą chyba do tego dążymy.
Na koniec swojej nieco przesadzonej wypowiedzi chciałbym wziąć pod uwagę opinię lekarzy. Niektórzy twierdzą, że marihuanę można używać do celów leczniczych. Dobra, a czym jest amfetamina? Dla większości narkotykiem, a w medycynie pomaga ciężko chorym uśmierzyć ból. Moja nieuleczalnie chora mama dostawała morfinę na receptę i jakoś nie trzeba było wprowadzać legalności dla wymienionego specyfiku.
Powiedzmy sobie szczerze, w rządzie z pewnością pojawiła się grupa lobbująca za tym, by wprowadzić legalne posiadanie marihuany. Skoro będzie można legalnie posiadać ten specyfik, to z pewnością przybędzie też większa grupa fanów używki, a sprzedaż będzie kwitnąć. Choć nie mam jeszcze dzieci i nie wiadomo czy ten stan się zmieni, to jednak obawiam się jednego. Dziecko, które pokazać będzie mogło narkotyk rodzicom, policjantom i nic nie będzie można z tym zrobić, bo ma go na własny użytek. Wciągać się więc będzie w rządową ustawę, a później pójdzie w cięższe narkotyki. I okaże się, że z tych dobrych stron jakie miało przynieść wprowadzenie legalnego posiadania niewielkiej ilości marihuany, wprowadzimy do obrotu i świadomości Polaków zezwolenie na kolejną truciznę.
Marzec
2011
O kryzysie słyszałem już na każdym kroku, a dla mnie była to tylko bajka nieudolnego rządu dla załatania dziury budżetowej. Dziś jednak widzę, że prawdziwy kryzys, który wywróci mój portfel do góry nogami dopiero przyjdzie, a ten prawdziwy, który dotknie rząd jest – według mnie tuż tuż.
Moje prognozy, choć nie mam nic wspólnego ze światem biznesu, wydają się być całkiem sensowne. Wchodząc do sklepu i kupując produkty pierwszej potrzeby zauważam, że nie mam już z czego wyciągać pieniędzy. Płatki Frutina 350 g kosztują 9,99, cukier sięga 6 złotych, a kilogram szynki od 18 – 35 zł. Warto wspomnieć, że szynka która teraz kosztuje 18 złotych, wcześniej kosztowała 9 zł i nie dało się jej jeść, bo więcej w niej było słoniny niż dobrego mięsa. Ceny skupu żywego mięsa od rolnika są na poziomie z – uwaga!!! – 1999 roku. Cukrownie masowo likwidowane są w naszym kraju, a cukier importuje się z Niemiec czy Francji. Gdy przychodzi kryzys na rynku cukru, owe państwa zaopatrują swój rynek, a my – a my nie mamy cukrowni.
Ceny paliw idą w górę, bo… Bo w Libii się biją. Bo w Japonii było tsunami. Bo ważny człowiek w parlamencie ogłosił, że w Japonii istnieje możliwość wybuchu reaktora elektrowni atomowej. Więc jest powód żeby nas dobić. W przypadku paliw warto dodać, że baryłka ropy kosztuje 110 dolarów, a cena na stacji CPN to koszt 5 zł za litr. Gdy rekordowa cena za baryłkę kilka lat temu wynosiła 140 $, cena ropy na stacji wynosiła nieco ponad 4 zł. Mimo, że ceny surowca są dziś mniejsze niż w czasach wielkiego kryzysu, to cena gotowego produktu jest o 1/4 wyższa niż wcześniej. Oczywiście w między czasie cena surowca w przypadku ropy jak i mięsa poleciała na łeb na szyję, a gotowe produkty nie taniały.
Wielu biznesmenów twierdzi, że podwyżka VAT-u oraz inflacja windują ceny do góry bez zahamowań. A ja mówię, że nie dość, że podatek wzrósł o 1%, to mięso drożeje o 100%, podobnie z pieczywem i kto wie ile zapłacę w niedalekiej przyszłości za ropę. Nikt nie liczy się z tym, że zwykły śmiertelnik ponosi koszty manipulacji cenowych i rosnącej inflacji. Średnia krajowa pensja wzrasta z 3,400 zł do 3,800 zł, a ja nie znam człowieka, który dotknąłby średniej pensji krajowej przed kilku lat.
I tak o to w ten sposób dojedziemy do momentu, w którym „zwykły zjadacz chleba” nie będzie w stanie się wyżywić. Nie kupi jedzenia, nie zapłaci na czas za czynsz, w między czasie zrezygnuje z samochodu i zamiast nakręcać gospodarkę, zakręci sobie pętlę na szyi. A co będzie miał z tego rząd? Prawdziwy kryzys za który zapłaci zwykły Kowalski tzn., Ty i ja.
Szkoda, że za nieudolne rządzenie nikt nie ponosi odpowiedzialności. Politycy zarabiający duże pieniądze, mający wtyki i układy, prowadzący firmy zarabiają miliony i fundują sobie ułatwiające uchwały. Jeśli 460 osłów nie potrafi dopiąć budżetu państwa w taki sposób, aby każdy polak czuł się bezpiecznie, to powinien iść za to do pierdla, a nie tracić tylko posadkę. W moim gospodarstwie domowym jeśli przyjdzie kryzys, nikt mi za to nie zapłaci i nie poklepie po plecach…
Czerwiec
2010
Mistrzostwa świata w RPA według niektórych rozpowszechniły nowy sposób kibicowania. Zamiast dopingu niesionego ludzkim głosem, trąbi się trąbkami zwanymi vuvuzela i zagłusza wszystkie inne dźwięki. Nie wiem jak Wy, ale ja pamiętam niedawne protesty polskich kibiców, którzy namawiali innych, by wszelkiego rodzaju trąbki pozostawili sobie w domu, a nie wnosili na stadiony. Ku wielkiej uciesze, że u nas nie przyjął się ten sposób kibicowania, zaczynam martwić się o inne nacje kibicowskie. Podobno fani angielskich klubów zainteresowani są przyjęciem na swoich stadionach vuvuzeli, a z tego co głoszą media, to „niebezpieczne” zafascynowanie ogarnia cały świat.
Przyznam, że nie mogą odnaleźć ani jednego argumentu przemawiającego za tym, by takie kibicowanie miało w sobie jakąkolwiek atrakcję. Jako wielbiciel piłki nożnej, staram się nie opuszczać meczy mistrzostw świata, jednak ten mundial nie przyciąga mnie sposobem niesionego „dopingu”. To smutne, że przy zdobytym rzucie rożnym, karnym czy golu na stadionie nie ma żadnych emocji. Zdarza się, że od czasu do czasu jest po prostu głośniej.
Co prawda nie będę nigdy kibicował fizycznie na stadionach angielskich, jednak jeśli miałbym to słyszeć podczas transmisji meczy ligowych, chyba bym się załamał. Mam też nadzieję, że nie wróci moda na trąbki w Polsce. Nie chciałbym znaleźć się na meczu, w którym ktoś siedzący tuż nade mną dawałby mi setką decybeli prosto po uszach. Nie byłoby w tym żadnego komfortu, a idąc na mecz nie chcę nosić zatyczek do uszu.
Wraz z zakończeniem mistrzostw świata w piłce nożnej mam nadzieję, że nie spotkam się tą formą kibicowania i nie ważne czy przed telewizorem, czy na stadionie. Vuvuzela niech zostanie w RPA. Fifa niech podliczy o ile mniej ludzi oglądało przez to transmisje i niech zastanowi się następnym razem przy „rozdawaniu” gospodarza turnieju w Afryce.
Kategoria:
Sport / Komentarze: (
0)
Maj
2010
Powódź, to w tej chwili najważniejszy temat mediów. Kampania wyborcza jak i katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem zostały schowane na drugi plan. Miliony polaków na bieżąco mają informacje o stanie wód w rzekach, a akcje ratownicze pokazywane na żywo robią wielką furorę. Dziesiątki tysięcy domów zalanych na wysokość pierwszego piętra, a nawet po dach to dla ich mieszkańców wielka tragedia, a dla niektórych strata dorobku całego życia. Nie jestem zdziwiony rozpaczą ich tragedii i bardzo im współczuję.
Rząd już zadeklarował, że żaden poszkodowany przez powódź polak, nie zostanie bez pomocy. To naprawdę zapewnienie godne stanowiska rządu i dające zapewne nieco otuchy tym, którzy zostali poszkodowani. Skoro można było wypłacić rodzinom ofiar katastrofy samolotu pod Smoleńskiem dziesiątki tysięcy złotych odszkodowania, to dlaczego rząd miałby zachować się inaczej w tej sytuacji? Nie wiem. Nie rozumiem również tego, dlaczego ludzie mieszkający na terenach zagrożonych powodzią nie chcą się ubezpieczać. Nie mówię o wszystkich, ale na zdjęciach widać, że grono mieszkańców to nie jest zwykłe „biedziszewo”, lecz zamożni ludzie. To oczywiste, że ubezpieczenia nie są tanie, ale wynika to z tego, że nie wszyscy to robią. Zwróćmy uwagę na ubezpieczenie OC samochodu. Każdy ma obowiązek je opłacać i po kilku latach gdy obejmą nas zniżki płacimy kilkaset złotych. Z ubezpieczeniem AC jest już nieco inaczej, bo nie płacą za nie wszyscy, więc chętni muszą się „zrzucić” na swoje ewentualne straty.
Ja na przykład nie mieszkam przy rzece czy górach, ale co roku systematycznie opłacam ubezpieczenie swoich budynków. Warto też dodać, że nie jestem bogaty, a moje zarobki mają się nijak do średniej krajowej. Opłaty rzędu 700 złotych rocznie, to dla mojego budżetu dość duży wydatek, ale systematycznie opłacam ubezpieczenie i nie podlega to jakiejkolwiek dyskusji. Nie rozumiem więc ludzi, którzy mieszkają na terenach zagrożonych powodzią, których w dodatku co kilka lat spotyka ten sam los.
Uważam więc, że ubezpieczenia budynków powinny być obowiązkowe. Z pewnością ich stawka zmalałaby o połowę i stałyby się bardziej dostępne. Przecież budżet naszego kraju i tak zostanie poważnie nadszarpnięty po powodzi. Przywrócenie publicznej infrastruktury do stanu sprzed wielkiej wody będzie rząd (nas) wiele kosztować. Dlaczego jeszcze budżet ma na tym ucierpieć? Pewnie przez tą tragedię wiele inwestycji nie zostanie rozpoczętych lub wstrzymanych. Pieniądze z budżetówki to są pieniądze nas wszystkich. Przecież rządzący nie wyciągają ich ze swojej kieszeni na rzecz powodzian…