Dziś odbyły się mecze pierwszej kolejki ligi europejskiej. Po raz pierwszy do tej fazy rozgrywek przystąpiły dwa polskie kluby. Jak to już ostatnio bywa, mecz Legii dostępny był tylko dla abonentów Cyfrowego Polsatu i ewentualnie telewizji kablowej. Drugi mecz Wisły z Odense pokazano na kanale otwartym TV4.
To miał być mecz fajny i ciekawy. Wisła zagrała z klubem ze swojej niskiej półki, co miało dać troszkę emocji. Po drugie Wiślacy grali u siebie, więc pełne trybuny, fajny doping i nowy stadion, to to, na co czekali kibice w całej Polsce. Nic bardziej mylnego. Przeciwnik okazał się z półki wyższej niż klub z Krakowa, a mecz u siebie wcale nie był atutem dla gospodarzy. Stadion choć nowy, ma trybunę boczną oddaloną od murawy o 20 metrów, która w dodatku nadal jest nieczynna, a na zmagania pucharowe przyszło niespełna 13 tysięcy kibiców, czyli o połowę mniej niż mogło przyjść. Nie wiem, czy kibice rozczarowani są brakiem awansu do ligi mistrzów, czy woleli obejrzeć go sobie wygodnie w fotelu przed telewizorem. Faktem jednak jest, że mecz nie był ani miłym wydarzeniem dla oka, ani ciekawy pod względem oprawy.
Pierwsza połowa zaczęła się lekką przewagą Odense. Po 15 minutach przewaga się zmniejszała, a do głosu dochodziła Wisła. W 28., minucie pierwsza groźna akcja ze strony krakowian. Po podaniu Meliksona do Kirma, ten będąc w sytuacji sam na sam nabił bramkarza i gola nie było. Trzeba powiedzieć, że piłkarze Wisły grają ostatnio tak, jakby bali się swojego przeciwnika, Niedokładne podania już we własnym polu karnym dawały szansę na gola dla Odense. W 38 minucie po kopnięciu na oślep obrońcy Wisły, piłka odbijała się od innych piłkarzy tej drużyny niczym w pinballu i trafiła pod nogi napastnika gości. Ten szansę wykorzystał i było 0:1.
Oglądając pierwszą połowę, nie widziałem nadziei na drugą. Jednak początek drugiej, dal nadzieję na lepszy wynik. Wisła ruszyła zdecydowanie pod bramkę przeciwnika. W 54., minucie masowe ataki wykorzystał Kirm, który doprowadził do remisu. Widać, że wiślacy walczyli o więcej, ale niedokładne podania bądź źle „ustawione celowniki” nie dały więcej goli na korzyść gospodarzy. Za to piłkarze Odense skutecznie rozegrali kontrę i druga bramkę dla przeciwników strzelił Utaka w 81., minucie. Później było już tylko gorzej. W doliczonym czasie gry goście ukąsili Wisłę jeszcze bardziej. Trzecią bramkę strzelił Fall i już było wiadomo kto ten mecz wygra, a kto przegra.
Zachwyty z awansu dwóch polskich klubów do ligi europejskiej szybko się skończyły. Pierwsze dwie porażki, Wisły z najsłabszym przeciwnikiem z grupy na własnym stadionie 1:3 i Legii na wyjeździe z najsilniejszym PSV 1:0. Nie wiem jak wyglądała spotkanie PSV z Legia, ale wynik mimo porażki daje jakąś nadzieję. Wisła w tych rozgrywkach jest moim zdaniem skończona. Po pierwszej kolejce nasze kluby nie zarobiły żadnych punktów do klasyfikacji pucharowej, więc nasz wynik się nie poprawia – co było pierwotnym celem. Szkoda, bo mogłyby one dać szansę na grę w eliminacjach od późniejszych rund, bądź dałyby szansę na grę w eliminacjach większej ilości drużyn.
Na razie musimy poczekać na punkty w Europie. Mam nadzieję, że następny mecz w kanale otwartym zobaczymy z udziałem Legii, bo na Wisłę już nie liczę…
To kolejna walka, która okrzyknięta została mianem „stulecia”. W Polsce z pewnością było to wielkie wydarzenie, walka Polaka z Ukraińcem w dodatku w Polsce przy 40-tysięcznej publiczności, to rzecz do tej pory niespotykana. Niespotykana była również forma sprzedaży obrazu z tej walki. Żadna Polska stacja telewizyjna nie zgodziła się na warunki przedstawione przez obóz Klitchki. Prawa do transmisji wyceniono na 1,5 miliona euro, co daje nieco ponad 6 mln złotych. Z tego tytułu, walka została nadana w tzw., Pay-per-view, czyli trzeba było zapłacić za jej obejrzenie aż 40 złotych. Choć obóz Adamka był oburzony ceną, to nic to nie zmieniło.
Były też i dobre informacje. Jedna z niemieckich stacji telewizyjnych RTL, transmitowała tą walkę na żywo. Stacja ta jest całkowicie niekodowana, więc posiadacze tunerów FTA jak i platform cyfrowych, mogli obejrzeć tą walkę z niemieckim komentarzem. Choć były głosy i prośba o zakodowanie przekazu, lub zakłócanie tej stacji na terenie Polski, to jednak nic z tego nie wyszło. Dlatego jestem przekonany, że właśnie w ten sobotni wieczór niemiecka telewizja RTL, miała większa oglądalność wśród Polaków, niż jakakolwiek inna Polska stacja.
Nie jestem wielbicielem sportów walki, a już na pewno nie jego znawcą. Nie wiem za co przyznaje się punkty, ilu jest sędziów i dlaczego obijanie komuś twarzy nazywa się sportem. Ale chyba nie trzeba być znawcą by wiedzieć, że ta walka inaczej skończyć się nie mogła niż porażką „Górala”. Pierwszy rzut oka na ring i w jednym narożniku stoi nasz Adamek, a w drugim Klitschko, który wyglądał jak małpa, a wzrostem przypominał wielką stopę. Ukrainiec nie musiał się nawet specjalnie osłaniać, bo zasięg ramion Polaka był zbyt mały na wielkiego i długorękiego „bandytę”.
Nie umiem opisać tej walki runda po rundzie, ale muszę przyznać Adamkowi jedno. Jest niezwykle odważny, że chciał stanąć w ringu z tak olbrzymim facetem. Tomek wyglądał jak jego cień i nie widziałem tu szans na zwycięstwo. Liczyłem jednak, że walka nie zakończy się przez K.O.. Odwaga i wiara w zdobycie pasa to druga warta podziwu akcja, która niestety się nie udała. Jeśli Klitschko nie trafi na przeciwnika swoich rozmiarów, wzrostu i zasięgu ramion, to nie ma na niego mocnych…
Oglądanie polskich zespołów na arenie międzynarodowej, to niezwykle wielka rzadkość. Gdy zdarza się już, że ów zespół gra w eliminacjach, to mecz z jego udziałem transmitowany jest przez stacje telewizyjne, które są mi niedostępne. I tak, aby popatrzeć na mecze eliminacji ligi mistrzów bądź ligi europy, musiałbym się zaopatrzyć w kolejny zestaw cyfrowej i płatnej telewizji. Przypadek jednak sprawił, że znalazłem w internecie transmisję rewanżowego meczu drugiej rundy kwalifikacji do ligi europejskiej, między Dundee United a Śląskiem Wrocław.
Włączyłem mecz wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Jak to już bywa z internetem, transmisja obrazu się urywała, ale na szczęście dźwięk został. Cóż, po angielsku, ale z podstawową jego znajomością można było wydukać, co się tam dzieje. Pierwszego gola dostaliśmy już w drugiej minucie meczu. Na drugiego trzeba było poczekać tyle samo czasu i po czterech minutach było już 2:0 na korzyść drużyny szkockiej. Z jednej strony szok, z drugiej śmiech. Tak to już jest z naszymi drużynami.
Mecz zaczął się rozkręcać, a my już mieliśmy debet na koncie. Nie wierzyłem w możliwości WKSu i zastanawiałem się jak ten wynik zostanie przyjęty przez dziennikarzy. Przez najbliższe dwa dni będziemy zapewne mówić tylko i wyłącznie o kolejnym „sukcesie” drużyny z pod sztandaru biało-czerwonej flagi – myślałem. Mimo dwóch szybkich ze strony Dundee kibice Śląska krzyczeli w stronę piłkarzy „czułe słówka”. „Gramy u siebie”; „nic się nie stało”; „jesteśmy z wami”.
Po kwadransie padła bramka dla Śląska Wrocław, a kibice Dundee milczeli, jakby ich nie było albo mowę im odjęło. Nasi piłkarze grali o niebo lepiej. Utrzymywali się przy piłce, prowadzili grę a co najdziwniejsze, podania były zagrywane z pierwszej piłki i to jeszcze dokładnie. Brakowało nam dokładności pod bramką przeciwnika i można by rzec, że kilku piłkarzy. Problemu tego nie mieli piłkarze United, którzy potrafili z przewagą zawodników atakować, jak i mieć przewagę liczebną w defensywie.
Pod koniec pierwszej połowy swoja koszmarną interwencją popisał się bramkarz gości Kelemen, który faulował rywala w polu karnym, za co został ukarany zółta kartką, a drużyna rzutem karnym pewnie wykonanym i wykorzystanym. Ta interwencja jak i kilka poprzednich w wykonaniu Kelemena pokazała, że w tym meczu ten zawodnik nie był w dobrej dyspozycji fizycznej jak i psychicznej. W lidze polskiej w poprzednim sezonie spisywał się fenomenalnie, a teraz popełniał szkolne błędy. Po pierwszej połowie 3:1 dla gospodarzy i zaraz przyszła na myśl historia występów Śląska Wrocław z Dundee United.
Druga połowa nie była już tak atrakcyjna jak pierwsza. Posiadanie piłki po stronie Wrocławian, a finał akcji pod bramką gospodarzy to strzały panu Bogu w okno, na rzut z autu bocznego lub po prostu ostatnie podanie nie docierało do egzekutora. Czas leciał szybko i nieubłaganie. Nerwy podnosiły swój poziom, a głęboka defensywa Dundee dawała sobie świetnie radę. Nie mogło być inaczej, skoro wszystkie akcje Śląska były wolno rozgrywane, a w dodatku czytelne. Za to kontry przeciwników były szybkie i konkretne. Co prawa nie udokumentowane golem, ale mogły się podobać.
Gdy byłem już pełen niewiary w możliwości naszych piłkarzy, Sebastian Dudek w 74 minucie dał mi wielką nadzieję. Po strzale z 20, może więcej metrów strzeli w okienko i strzelił gola na 3:2. W tym momencie styl gry obu ekip zmienił się jak w kalejdoskopie. To piłkarze Śląska przeszli do defensywy i atakowali z kontry, a piłkarze Dundee musieli powalczyć pod bramką Kelemena. Na szczęście nieskutecznie.
Wynik 3:2 dał awans Śląskowi Wrocław, ponieważ pierwszy mecz przed własną publicznością wygrali 1:0. Dobrze, że tak się stało, bo nie miałbym ochoty po raz kolejny wysłuchiwać, jak to slaby jest poziom naszej piłki.
Kilka dni temu podano informację, że stacja Canal+ na kolejne trzy sezony zakupił prawa telewizyjne do transmisji piłkarskiej Ekstraklasy. Różnica w porównaniu do poprzednich praw jest taka, że wszystkie mecze transmitowane będą na żywo przez kanały sportowe Canal+. Nie będą się już dzielić prawami z Orange Sport, które zrezygnowało z ich zakupu.
To wydaje się być dobrą wiadomością nie tylko dla samych właścicieli Canal+, który będzie mieć jeszcze więcej abonentów, ale i widzów, którzy dostaną dużą dawkę polskiej piłki w dobrej jakości obrazu, dźwięku, a przede wszystkim będą mieć świetnych komentatorów. Nasuwa się tylko pytanie czy, a jeśli tak, to o ile wzrośnie abonament?
Chyba każdy słyszał o Jurku Owsiaku (choćby z telewizji), który organizuje co roku Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. W tym roku postanowił zorganizować kolejną zbiórkę, tym razem ratując powodzian. Akcja nosi nazwę „stop powodziom”. Aby wypromować swoją nową misję potrzebuje oczywiście wsparcia mediów. Zgłosił się więc do największego nadawcy TVP, która odmówiła jej relacjonowania – w rewanżu Jurek Owsiak zaapelował o niepłacenie abonamentu na instytucję, która nie wypełnia misji.
- Apeluję do wszystkich obywateli tego kraju, aby wstrzymali przekazywanie jakichkolwiek opłat na instytucję, która nie realizuje swoich podstawowych zadań. Mój list nie jest listem z pretensjami Jurka Owsiaka. To list z pretensjami do Telewizji Publicznej, która od kilku lat utrudnia, a jak pokazała dziś, również uniemożliwia działania cieszącej się największym zaufaniem społecznym organizacji pozarządowej w naszym kraju. Informuję również, że nasza akcja na pewno będzie prowadzona w TVN, TVN24, w Superstacji i bardzo wielu lokalnych, komercyjnych stacjach telewizyjnych i radiowych. Tym samym funkcję misyjną Telewizji Publicznej, przejęły – nie po raz pierwszy – stacje komercyjne. Od tej reguły odstąpił Pierwszy Program Polskiego Radia, który stał się patronem całej akcji, myśląc o pomocy dla poszkodowanych w tej ogromnej katastrofie. Jak widać normalne, zdrowe myślenie jest jednak możliwe.
Rozumiem żal i rozgoryczenie wielkiego dla polski i polaków człowieka. Wiele zrobił by ratować dzieci, które bez specjalistycznego sprzętu mogłyby pomarzyć o normalności. Jednak nie rozumiem tego, że po odmowie ze strony TVP wypowiada się w taki sposób. Czy Telewizja Publiczna musi być zakładnikiem kogokolwiek? W końcu mogli się zgodzić na przeprowadzenie tej akcji, a cała sprawa nie miałaby miejsca. Warto wspomnieć, że to właśnie dzięki TVP, Jurek Owsiak w ogóle istnieje. Gdyby nie ta telewizja, pewnie akcja WOŚP spaliłaby na panewce i nic by z tego nie było. Dziś po odmowie zachowuje się jak działacze Platformy Obywatelskiej, który również nagabywali rodaków do nie płacenia abonamentu. Jurek to chyba jakaś tarcza „PO” przeciwko panu Kaczyńskiemu – wybory tuż tuż.
Szkoda, że władcy (rząd) i godni uwagi ludzie (Jurek), nie potrafią uszanować telewizji publicznej. Gdyby nie TVP, dziś mielibyśmy w telewizji tylko amerykańskie filmy i seriale, które ociekają kiczem. Wielkie produkcje takie jak „Zmiennicy”, „Alternatywy 4″, „Miś” pewnie wcale by nie powstały gdyby nie „misyjność” TVP.
Polska to wolny kraj i jeśli rządowi nie podoba się płacenie abonamentu, to niech wprowadzi ustawę, która da odpowiednie finansowanie istniejącym już stacjom. Jurkowi jeśli odmówiono współpracy przy promowaniu akcji „stop powodzi”, niech zgłosi się do telewizji komercyjnych. Nie można doprowadzić do tego, by niezadowoleni ze współpracy z TVP ludzie, którzy dla wielu są wielkim autorytetem, mówili o niepłaceniu abonamentu, realizując swoje złośliwe cele.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przeciwnik obecnego rządu nagabywałby ludzi do niepłacenie podatków, które wspomagają budżet kraju tylko dlatego, że sam nie jest rządzącym. To byłoby głupie i nieodpowiedzialne – jak zachowanie Jurka Owsiaka…
Donald nas robi wszystkich w ch**a, 60% ceny paliwa to akcyza i podatki, zresztą w Pol$zy mamy nawet opodatkowany podatek :)
W skrócie - na ulice!!!...